Henryk Sienkiewicz Dwie drogi


I Salon warszawski zbankrutowanego szlachcica Jana Złotopolskiego (JZ). Eleganckie ubrania i meble, w fotelach zasiadł z przyjacielem Misiem Rossowskim, (MR). Porter, cygara, rozmawiają o ślubie JZ z Fanny (F) Bujnicką, jej matka go popiera, ale ojciec jest bankrutem! Żeni się z miłości. MR radzi ślub z Berlińską – ma, 100 tys.! Jeśli wyjdzie za arystokratę 800 tys.!, Ale ma dziadka hassydę! KŁOPOT. (F) ma nazwisko i długi taty – trudny wybór pieniądze lub nazwisko. Gdyby (F) miała pieniądze nie poszłaby za JZ. Dziś nie ma nic, ale kiedyś będzie miała – CIOTKA. JZ musiałby jednak zachować Złotopole – kamień u szyi. W swoich majątkach nie byli od roku znają tylko smutne raporty ekonomów i męczą się(!) gospodarstwem. Interesant służący Franciszek ma go wprowadzić – wierzycielowi nie zapłaci, ale się pośmieją.. Adwokat Maszo (M) mieszczanin z Przytyka – pracuje, robi interesy, ma się nieźle. Bogata młodzież traktuje go pobłażliwie, ale powierza mu swe interesy – na ty zarabia. JZ żartuje, że M nie nabierze manier, on, że też jest szlachcicem i maniery ma wrodzone. Uczą go, jak po nowemu podawać rękę. M złośliwie radzi JZ spłacić długi, sprzedać Złotopole – MA KUPCA – Koloniści niemieccy. M wycenił już majątek wraz z Kalinowszczyzną – zarobi na kolonizacji. Sprzedaż przez Towarzystwo Kredytowe Ziemskie ministra Lubeckiego da mu 100 tys. Kolonizacja 3x więcej. Zostaw sobie park i pałac – to będzie majątek. MR mówi, że za granicą szlachta poluje i nie trudzi się rolą. M – ma głowę. JZ mówi, że oni nie maja głów i przez to jest im lżej. MR też widzi, że M jest inny – radzi sobie, ma spryt do interesów. Niemcy są głupi, że płacą za ziemię. Ich talary ratują polską szlachtę. Bujnickiej nic nie powiedzą zrobią jej niespodziankę.

II Piękna F z matką i Maciejem Iwaszkiewiczem (MI) inżynier (informacja, że JZ wraca na wieś). MI syn profesora ona obywatelka ziemska! Znają się od dziecka, wychowali się w jednym domu i ogrodzie. Matka mówiła, nawet tacy ludzie, bez majątku ziemskiego są naszymi bliźnimi. Bratowa Bujnickiej nie pochwalała takiej popularności, choć podziwiano jego akcent – skąd u takich ludzi? Dorośli, sielanka zmieniłaby się w poemat, gdyby nie proza – profesor musiał się wyprowadzić, bo nie miał pieniędzy. Spotkali się po latach, na balu i hrabiego W, Mania Rossowska tez nie znała przystojnego młodzieńca. On przedstawia się najpierw matce, potem wraz z gospodarzem idzie do F. Zmienił się Inżynier z Paryża, dyrektor fabryki – skromny. JZ imponuje paniom powozem, końmi, bogatym strojem arystokraty. MI ma znaczne dochody, ale się nie prezentuje, brak mu wrodzonych instynktów. Rodzina nie chce, by F spoufalała się z inżynierem – ta zażyłość ja skompromituje – parweniusz w wielkim świecie mówi JZ – nie widzi w nim rywala. MI uważa, że arystokracie brak 5 klepki. Wiadomość o zadłużeniu JZ, a MI został współwłaścicielem fabryki – PANIE SĄ W KROPCE!. Matka F zaczyna wyprowadzać zmyślone szlacheckie (szkockie) pochodzenie MI – jego papiery idą w górę. Bujniccy też zadłużają się coraz bardziej. M organizuje pożegnalny wyjazd młodzieży do Złotopola.

MI w salonie Bujnickich, matka zostawia ich samych. Inżynier mówi o stracie towarzystwa po wyjeździe JZ, ona wspomina ich dzieciństwo – wzruszenie i ciepła rozmowa. Matka pyta o fabrykę, MI zapala się chce zatrudniać wyłącznie Polaków. Praca jest ważniejsza niż kapitał.

III Złotopole, arystokraci za pośrednictwem M układają się z przedstawicielami kolonistów. Na wsi strach, gospodarze się naradzają smutek. Panowie szczęśliwi – pozbywają się kłopotu, M bryluje, książę Antoś klepie go po plecach, spacerują razem. Wystawny obiad. MR rozmawia o F ona jest inna, czyta książki, widział ją kiedyś z filozofią Hegla. Żarty, rozmowy, Niemców odesłali do rządcy na poczęstunek z piwem. Czasy są ciężkie i muszą się diablo ograniczać. Kolonizacja to ich jedyny ratunek. MR wygłasza speech o konieczności odpoczynku po trudach pracy w towarzystwie i nad nadawaniem dobrego tonu, bo Natura postawiła ich na czele ogółu. Są rasowymi końmi i baranami rasy merynos. Radość, toasty, CISZA jesiennego wieczoru na wsi, babie lato, spacer szlachcica bez długu, po skończonej pracy zbożny czas odpoczynku.

Pieśni pastuszków, podziwiają okolicę. Śliczne Złotopole mówi książę Antoś, idą na Okop szwedzki za ogrodem, niedaleko stawu – piękny widok pradziad JZ bronił się tutaj przed Karolem II, kości dalej leżą w ziemi. Książę Antoni znajduje czaszkę! Co Niemcy zrobią z kośćmi?. Przedstawiciel kolonistów nie chce, by tu spacerowali – zrobią ogród, kopią czaszkę. JZ zmilczał, chce dobić targu.

Starsi chłopi z delegacją, nie chcą by sprzedawał majątek. Bieda w sąsiedniej wsi, gdzie pojawili się koloniści, Chłopi chcą odkupić wyrąbany las. Są przekonani, że jak brali pańskie, to nie kradli. Nie są złodziejami! Spasali koniczynę i podbierali zboże, ale kraść – NIE. Opowiadają o kazaniach księdza, o kradzieży nie było nic, tylko o mularzach – Wolnomularze, szykują zamach na Papieża – ŚMIECH, żarty Książę Antoś Każe dać wódki i odsyła chłopów – GŁUPI panowie! Myśli chłop. Oni źli, bo księżą nie tłumaczą kradzieży. Arystokraci przechodzą do gry.

IV Niedziela, panowie jadą do kościoła – liczny zjazd szlachty jednowsiowej. Córki w odświętnych kreacjach, panny na wydaniu chcą zaprezentować się sąsiadowi i księciu Antosiowi. Będą rywalizować o jego uwagę. Panowie przygotowują powitanie, ale nie mogą się zgodzić na treść przemówienia. Służbę zaprezentują w liberii.

Miś zarządza ciepły strój, jest to w bobry tonie – arbiter elegancji! Posłannictwo i opatrzność. Szlachta miejscowa wstydzi się swego stroju, lub ma za złe arystokratom. Ksiądz w kazaniu mówi o pismach Darwina i jego przedśmiertnym ryku konanie! Ryczeniem przeraża chłopów. Kazania o Darwinie, Renanie, masonach – nic o kradzieży. MR jednak ma rację, takimi sprawami zajmować się nie warto. Przestrzegają rytuału – parafiańszczyzna po mszy spotyka się. Powitanie IZ i księcia, nie udaje się, bo sąsiedzi zaczynają razem i przeszkadzają sobie. Panie oblegają księcia, on podziwia okolicę i panie. Mieszka w Warszawie, na wsi jest tylko na polowaniach latem i na krokieta – tu nie znają krokieta. MR się dziwi, M. też gra u hrabstwa W.. Pani Siedlecka każe mężowi sprowadzić krokieta – sama jest niezdrowa – on jednak nie wie, o co chodzi. Inni są siedzi pójdą śladem IZ – JZ sam by tego nie przeprowadził, przedstawia M. Okoliczna szlachta pod wrażeniem.

V Bujnicka martwi się o majątek JZ - nie odda córki, a MR i książę Antoś milczą, bo obiecali. Przekona, że MI wyszlachetni się przez związek z nimi – PIENIĄDZE MA! F się podoba, wszędzie się spotykają. MJ jest przyjmowany przez hrabstwo W., Senatorową M., gdzie znany literat przedstawia prace o powinnościach szlachty i u hrabiego C., a NAWET KSIĄŻĘ TADEUSZ pogratulował kuzynce konkurenta! Bujnicka zachwycona, a on szczerze radzi wydać F za MI i sam chętnie z nim rozmawia!. Młodzi rozmawiają, MI za mało bywa, ale musi pracować!, zasłużyć na szacunek, to jej nowy cel, chce się uczyć, rozwijać. On wzruszony, KONCERT. Potem MI wyznaje miłość – jej ręce drżą, ale milczy. Potem pokaz magnetyzmu zwierzęcego, jakiś bywalec salonowy przerywa ich rozmowę i Pani Bujnicka. MI zaniepokojony. Matka zabiera F do domu, odwożą panią Szemiot, F proponuje, by to MI odwiózł panią ich powozem. WZRUSZENIE. Złamał konwenans, nie był śmieszny, ani nikczemny. PRAWDA. Milczenie w powozie przerywa F (panie śpią) westchnęła i oparła głowę na jego ramieniu.

VI M pomocny JZ w Złotopolu nie dałby rady! Tu już szałasy i namioty, osadnicy rąbią las. Wieś jest daleko, parobkom zakazano zaczepiać osadników. Ruch jak przy pospolitym ruszeniu – chłopi zamiast pancernych. JZ długi spłaci, dwór i park zachowa urósł, ale siedzi na wsi, potyka się z urzędnikami, ale tęskni za Warszawą, MR i księciem Antosiem. M. jedzie do Warszawy. JZ wzór obywatelstwa – ciężko mu bez pilniczka do paznokci. M. przywozi pieniądze 150 tys., I wiadomość F wychodzi z MI. JZ nie dopuści do tego małżeństwa, to sprawa honorowa! Pojedynek! W Warszawie gratulacje od MR, zły, bo nie powiedział o tym, że powiodło się JZ w interesach, książę Antoś żeni się z Berlińską! Umawiają się i Berlińskiej – nie dopuści do małżeństwa.

VII Recepcja u Bujnickich – F i jej przyjaciele – pełno głupców dziś MR i JZ piękny i dumny – elegant! Na stałe w Warszawie – po 3 tygodniach na wsi – POMYŚLNIE. Swoje opóźnienie naprawi, wierzy, że zmieni jej postanowienie. Wytrwałość MI go zainspirowała.. Wchodzi radosny MI oddalił ostatniego cudzoziemca ze swojej fabryki! JZ rozmawia z Bujnicką sprzedał kolonisto Złotopole. Dwie drogi MI trochę stracił, zyskał tylko ogół, JZ zyskał – kosztem ogółu – RÓŻNICA!!! F bardzo się podoba, co zrobił MI, choć nie bardzo to rozumie – on tłumaczy jej wszystko. Przed wyjściem panowie mierzą się wzrokiem.

VIII Późno i Bujnickich światło, pusto, bladość i zmęczenie. F przed snem martwi się, bo starły się wole JZ i MI. Pierwszy zuchwały liczy na nazwisko i pieniądze Egoista! MI śmiały szacunek uczucia – już wybrała. Bujnicka wchodzi do córki, wszystko dobrze się skończy – ludzie odchodzą nawet od ołtarza! Pewna, że F wybierze JZ!. F żąda od matki odpowiedzi, czy chce, by wyszła za JZ – wyjdzie za burżuja! Tego matka nie zniesie, ma migrenę. F przyznaje, że w karecie położyła głowę na ramieniu inżyniera. Matka nie pozwoli córce wyjść za MI, F ma nadzieje, że on sam ustąpi.

IX JZ ma teraz wielu przyjaciół, którym pożycza pieniądze, wydaje śniadania dla wielu gości. Książę Antoś odeśle żonę na wieś, a sam wyjedzie do Paryża. teść kupuje karety i maluje herby. JZ nie rozumie F, Bujnicka go popiera. Pociągają F jego ideały, czego JZ nie rozumie. Nie chce żenić się wbrew jej sercu. Musi rozmówić się z MI, by zrozumieć, o co jej chodzi i dlaczego mówiła o dwóch drogach? Pojedź do fabryki mówi książę Antoś!

X IŻ o 17 jedzie do fabryki, wskazano mu pokój dyrektora – inżynierskie rysunki tabele, modele – meble proste, ale solidne, tak wygląda twarda praca – zasmucił się! i poczuł niższym (nic nie robił całe życie). Ma jeszcze pół godziny pokaż mu fabrykę zanim wróci dyrektor. Hale, maszyny HAŁAS i POTĘGA! To jego ręka porusza wszystko, zdolny! Fabryka już bankrutowała, gdy ja odjął. Wieczór, fabryka jak przedsionek piekła. Inżynier objaśnia, że to koło to wynalazek dyrektora, zabezpieczenia (dmuchawki do opiłków) dla robotników tez zastosowali. Dla wdów i sierot zbierają składki. JZ znów się zasmucił! Źle znać przeciwnika – szacunek, chciałby się z MI zaprzyjaźnić. Kuźni i szlifierni już nie chce zwiedzać. Oprócz młotów słychać jednak pieśń o pracy i szczęściu, miłości Boga. Gdzie indziej tak nie śpiewają, bo robotnikami są cudzoziemcy? Praca dla dobra ogółu. Wie, o czym mówiła F! Oto wchodzi, DYREKTOER JZ Panie nie znałem Pana! USTEPUJE – wyjechał do Drezna. W Złotopolu na szwedzkim okopie rośną ogórki, ale chłopi zebrali kości i pochowali. MI nadal kieruje fabryką.

by Adam Mac Swan