Edward Redliński Awans


Opis przyrody rzeki nizinnej, krajobraz pierwotny wieczór. Puszcza, zwalone drzewa o dużej wartości gospodarczej, siano ryby zarządzane przez Naturę – żadnej gospodarki człowieka – Czeka go trudne zadanie!!! Pierwsze znaki zbliżania się do wsi, pierwsze domy nad skarpą, 2 baby z kijankami – jak landszaft z XIX w. Strzechy, bielone ściany, malwy i georginie, star klony i bocianie gniazda, jabłonki, baba pędzi gęsi nad rzekę.

Jego chata! 2 starców Maciej i Jędrzej nie rozumieją, co się dzieje, (dialogi prowadzone gwarą podlaską) rozmawiają porzekadłami ludowymi dochodzi do awantury MANIUŚ (M) – poznają, gdy im przerwał Marian Grzyb magister przedstawił się Powitanie z matką Jańcią RADOŚĆ. UCONY – okulary. Maciej zabiera syna do domu, Jędrzej idzie szykować szkołę. Maciej prowadzi do alkierza, pachną ziemniaki, kufer i łóżko z poduchami, chodniczki i kwiaty…

Jaki ważny? Teraz nie dadzą się stryjowi Błażejowi magister pozbawi stryja ziemi. Spór o gruszę, śmierć kuzyna Antosia (dziś miałby 22 lata), potem ich Jadzi i barana, ucieczka Mariana do szkół, potem opowiadają historię walki i zranień, wybite oko, zabrane gęsi itd. Marian słucha bezmyślnie powtarza strzępki opowieści – NIE CHE MIEĆ Z TYM NIC WSPÓLNEGO!!! Jest gotów iść na kwaterę gdzie indziej, rodzice są przerażeni ojciec zdejmuje pas, on oświadcza, że wyjedzie! Przestraszyli się Grzybowie – prymitywni i okrutni, ale maja jakieś uczucia. Zamieszka z nimi i zapłaci za kwaterę, będzie się zwracał się do nich per Pan oni maja do niego też per Pan, lub Panie magistrze, żadnych Maniuś itp. Dla nich to HAŃBA, płaczą, ale żal im dawać pieniądze obcym.

Marian każe oczyścić pokój z kultury ludowej, wynoszą, figurki, obrazy, zielnik, poduszki i pierzyny – wszystko z płaczem na strych. Interes – kilkaset złotych miesięcznie!!! Żyli tu ze zbieractwa i sprzedaży tegoż na targu we czwartki. Nafta, zapałki gwoździe – wszystko trzeba kupić. M przynosi z kajaka plecak i walizkę, książki i przybory piśmiennicze na stół, portret Mędrca na gwóźdź, jeszcze tylko przybory toaletowe, lusterko i budzik na parapet. Pod oknem zgromadził się tłumek gapiów młodzi nic się nie zmienili. M przypomniał Grzybowej o kolacji – micha ziemniaków i coś białego ze szczypiorkiem nieokraszone! Ona mówi PIĄTEK DZISIAJ (w Piątek Pana Jezusa ukrzyżowali)!!! M nic to nie obchodzi Daje jej książkę kucharską, ma być z mięsem nie on im Jezusa ukrzyżował! Pyta na koniec, gdzie się chodzi (za potrzebą) … Jak dawniej wszystko nędzne, koślawe… poszedł na dwór. Ciemni, odgłosy wsi, zachód słońca artystów. Usiadł na plaży, rozmyśla o okolicy… Z wody wyszła naga kobieta Malwina (MA) – Pomyliła go ze Stachem uspokoiła się, za to Stach zły myśli, że M jest zainteresowany MA dusi go MA podsyca agresję UDUŚ!!! M wykręcił Stachowi rękę i uciekł. NOC, śmiechy barbarzyńców. Prostacka chuć w chałupach. Grzybowie mamroczą pacierze w kuchni zasnął w swoim łóżku budzik obudził go o 7.

M po przebudzeniu gimnastykuje się – brutalna siłą fizyczna! Kąpiel w rzece mleko i chleb na śniadanie. O 8 lekcja w chacie sołtysa szkoła, marna tablica i ławki z desek. O 8 15przyszło 3 dzieci nie lubią szkoły, były bite – nauczycielka się utopiła, potem przyszły pozostałe oprócz dzieci jego stryja Błażeja. Gdy przyszli okazało się, że jeden jest w 4 klasie 6 rok (nie ma naderwanych uszu nie pozwalał się poniewierać nauczycielce)! Najmłodszy stryjeczny brat ma skrzypki z gonta - wstydzi się. Janko mówią inni Muzykant – 100 lat do nadrobienia myśli M!!! Malec zagrał dopiero, gdy M obiecał mu darmo skrzypce z miasta. Malec naśladuje Zasłyszane odgłosy ptaków, – bo co innego miałby? M radośnie obiecuje skrzypce i dzieci chce zabrać na wycieczkę – one nie chcą, bo będzie o poezji przepytywała, biła i kręciła uszy na kurhanie. Jedna Zosia mówiła, że łąka leży, jak kobierzec, las szumi przedwieczna pieśnią itd. 100 porównań – nauczyła ich 57! Za oknem awantura Tatko będą się bić z Maciejem mówi Pietrek – chce iść. M zatrzymuje stryjecznego brata – niech się starzy biją! O gruszki i miedzę! Bijatyka, cepy siekiery i wręcz, zbiegowisko. Sołtys dziwi się, że rano zaczęli! Błażejowie pobili Maciejów. Sołtys mówi, by magister rozdzielił walczących kołkiem on nie pójdzie! Zabiera dzieci na wycieczkę, będzie uczył o postępie i zacofaniu! Zosia widzi brudne dzieci w kałuży z kaczkami – zacofanie! Pietrek o sobie – bród i głód – nigdy nie najadła się do syta!

Postęp mówi M – żyć mądrze, czysto, wygodnie, nowocześnie. Co jedzą? Wszystko – do syta! Niczego postępowego nie mogli jednak we wsi znaleźć – błąd nauczyciela, ale mądre dzieci wskazały na niego! Kazio Grzyb wskazał na wiejskiego lenia – swego ojca nic nie robi i wszystko wyjada! Dotarli na skraj lasu dzieci przestraszone, nawet Pietrek – Horpyna! M nie boi się starej, mała chatka, niedźwiedź rąbiący drewno, zioła i węża? M mówi dzieciom, że nie ma się, czego bać – ciemnota! Nieznane żywioły próbowali opanować gusłami. Siwa Horpyna wyszła przed próg z kosturem, pogroziła M nie słuchajcie dzieci mówi! Maniuś nie zaczynaj! Pogłupiał w szkołach! Niedźwiedź chce go bić, popatrzył na starą, a ona wezwała go na posiłek! Niedźwiedzia trzeba się bać a czary – pokarze im lepsze na lekcjach fizyki i chemii! Janko Muzykant mówi o zacofaniu swoich rodziców. Koniec lekcji dzieci wróciły do swoich prac. On minął osłabłych rodziców i stryjecznych i poszedł poopalać się na wydmę – przepaść między bawiącymi się dziećmi, a dziećmi z krajów uprzemysłowionych wzrasta. Ich może oświeci, ale co ze starymi? WYMRĄ? Sołtys nie rozumie, co M robi – opalam się! Jak wczasowicz, nie przy pracy! OLŚNIENIE!!! JUŻ WIEM!!! Nad Wydmuchowem NOWA ERA!

M wezwał z powiatu doświadczonego aktywistę, który dotarł tu rowerem, przywiózł trochę gazet M, wreszcie wiadomości z kraju i ze świata. Razem idą przez wieś – cepy, żarna, sierpy i motyki? Zapałki na czworo? W solonej wodzie kartofle 3 razy? M tylko przytakuje. Boso, a zimą na przypiecku? PRYMITYW wspólna miska i drewniane łyżki, spanie po 6 w jednym łóżku, bijatyki i 2 – 3 trupów rocznie, starców wypędzają na żebry, samogon i gusła, klerykalizm.

Idą do sołtysa – będą namawiać chłopów do elektryfikacji idą do Błażejowej, sołtys odradza M bez siekiery! Urzędnik ma rewolwer i teczkę – Błażejowie zamknęli się w domu i nie wpuszczają ZAKAŁA – spodobało się słowo Sołtysowi. Puścił je po wsi, następna chata M ojciec przy cepie – zwala winę na Błażeja! Macieju będziemy elektryfikować! NIE PODPISZE! Delegat zaczął do spisywać do notesu. Nie zapisujcie! To dla waszego dobra żarówka lepsza od lamy naftowej! Próbuje przekupić urzędnika! Prosi sołtysa, by on wziął 2 x za odrobek! Nie umie pisać, niech postawi krzyżyk! Krzyżyka nie może odmówić – toć nie ancychryst! Tak obeszli wieś i zebrali podpisy od wszystkich z wyjątkiem Grzyba Błażeja! Robotnicy szykowali już słupy tylko on jeden nie podpisał, zamyka się w stodole i pracuje! M przygotował z uczniami przedstawienie – mocne i bezkompromisowe – Sołtys wezwał Zakałę jego dzieci – musi je zobaczyć w przedstawieniu. Zakałą usiadł w pierwszym rzędzie oczy wytrzeszcza dzieci wyglądały wspaniale cała 6. Najpierw przedstawiają zacofanie Wydmuchowa, potem o postępie - aż do podboju kosmosu. Wreszcie o zakale! Mocnym tekstem o swoim ojcu! On początkowo nie rozumie, cieszy się z występu – wreszcie zrozumiał – wskazały go palcami! Spadł pod ławkę! Dzieci kłaniają się, stary wyje- POZABIJAM! Obwinia M! Twoja robota bandyto – judaszu szarpie M, teraz rzucili się Grzybowie na pomoc synowi, dołączył sołtys i wyrzucili Błażeja za okno! Podatkami go, do więzienia! Zakała zabrał jednak dzieci ze szkoły! Będą działać wspólnie!

Po przymrozkach robotnicy podłączyli do chat prąd -12 chat 12 punktów – tydzień. Potem czekają na włączenie prądu. Ciemnota plotkowała za plecami M – najwięcej pyskował Zakała! Wspólne wszystko będzie- nawet żonki drutem ogrodzą - mówił. JEZU lamentowano. Wezwał ludzi do powstania przeciw Magistrowi! Potem zaczęły się inne wizje, że Matka Boska płacze przez elektrykę itp. Malwina widziała nocą upiora, (co robiła na Wilczych Dołach)? W sobotę zapalono żarówki – JASNO! Inni nie zapalają, bo szkoda im pieniędzy. Zakała straszył kosztami, Horpyna go wspomagała – chorują (suchoty świerzb, kołtun…) przez elektrykę. Ciemno i posępnie było we wsi! Aż przywieźli z Sołtysem skrzynkę - ciekawość TELEWIZOR – ciemne baby zaczynają się modlić. Wtem widzą człowieka, nagich kobietę i mężczyznę, bez wstydu – ktoś mówi mężczyźni kibicują i zachęcają – francuski film obyczajowy. Zdania były podzielone, ale w następnej scenie MIASTO! JAK W NIEBIE. W tym momencie M wyłączył telewizor – Zapalić – włączyć bajkę krzyczą. M mówi szanowni Wydmuszanie i my tak będziemy żyli! Przyjmą wczasowiczów i stąd będą mieli pieniądze! Za wylegiwanie się na pisku! To nie po chrześcijańsku, co my niemce? Przyjadą, tylko musi być szosa, przystań i hotel. Wszyscy się przyłączają M cieszy się, że wygrał – do lata jest 7 miesięcy. Dościgną wiek XX – koniec zacofania ENTUZJAZM. Potem oglądają jeszcze – około północy Horpyna przyszła zapytać o czary! On da jej książkę, ona nie umie jednak czytać! Ona widzi, że on żałuje jej zaklęcia! Cała wiś dotrwała do końca programu. Malwina zwleka chce się całować, kocha M on tłumaczy jej, że nie jest dojrzała umysłowo. Obroniła go potem przed Stachem, który przyszedł z nożem nie chce go już, bo jest nieuczony. Stach widział wszystko przez okno – ludzie nie mogą tak żyć – to bogacze! Nie synowie chłopów i robotników – sami urządzili sobie świat w taki sposób. M! pokazuje Stachowi sputnik z Łajką – niedługo człowiek tak poleci, a ty się boisz do miasta. Odszedł w ciemność.

Malwina zaraziła się postępem, czytała codzienni, oglądała telewizję, zaniedbała gospodarstwo. M robił jej testy i nie wpuszczał dopóki się nie nauczy – pracuj nad sobą – ona stopniowo zaczyna mówić literacka polszczyzną. W końcu grudnia Grzybicha przyszłą i nieśmiało wspomniała o pierwszej gwiazdce. Żal mu się zrobiło zagubionych ludzików (rodziców) przygotowali Wigilię siadają jeść, matka chce pokazać pamiątki, Stary Grzyb nie chce się modlić i odrzuca opłatek. Tradycyjne postne potrawy (śledzie, grzyby z cebulą, gotowane gruszki, kasza z makiem, postne placki, kutia). Stary nie przestrzega tradycji i na Pasterkę nie pójdzie – ma telewizję. Tu Malwina – zapisała się na kurs po 6 stycznia! Przyszli też inni chłopi. Sołtys z żoną. Podczas pokazu jasełek Malwina stwierdziła, że zmieniła światopogląd na materialistyczny (przedwczoraj, jak czytała Feuerbacha zrozumiał tragedię chrześcijaństwa). Sołtys ją podziwia. Zakalaki przychodzą, jako zespół kolędnicy! Sołtys wypędza guślarzy i zacofańców. Chodzić do szkoły, uczyć się! Wysłuchano kolędy w telewizji w wykonaniu artystycznym.

Zimą zwożą materiały budowlane na ośrodek sołtys zajmuje się biurokracja i organizacją, ale cegły nie mógł zdobyć! Horpyna z niedźwiedziem zaproponowała pomoc! Ile - 80 tys. Cegieł?! W dolinie pociemniało wiatr zawył ona zaczęła wzywać urzędnika i nakazał mu poprzez ten wiatr napisać przydział, podpisać i ostemplować! Wysłać posłańca – psy wyją. Co to było? Spytał Sołtys? M wie, że zademonstrowała swoją siłę czarnoksięską! M pociesza sołtysa to telepatia i hipnoza. Niedźwiedź chce go uderzyć, ale Horpyna nie pozwala – Niedźwiedź basowo mówi, że nie może słuchać M! Uspokaja Maniusia pomogła im, bo chce zaklęcie na telewizję! M przyniósł jej książkę ma do przeczytania kilkadziesiąt stronic zaklęcia. Przydział na cegły przywiózł sam Sołtys. Horpyna z księgą, niedźwiedź z chrustem poszli przed siebie.

Grzyb – ojciec M zajął się elektrotechniką – naprawił żelazko Sołtysa, potem zbudował dzwonek, zmieniał się z dnia na dzień. Patrzył inaczej na gospodarstwo, sprzedał zwierzęta, kupił Jańci pralkę prodiż, sobie książkę i worek części. Czytał, potem narysował schemat węglem na ścianie, wbił gwoździe i zaczął budować telewizor. Chłopi spotykają się i rozmawiają o postępie – młócą maszyną! Maja zamiar zająć się truskawkami, lepiej dziurawcem 200 tys. z hektara. Inny kupuje maszyny ma duże gospodarstwo – weźmie kredyt! Licytują się na telewizory, kto kupi większy! I wtedy Grzyb uruchomił swój na ścianie – obraz i dźwięk M mówi ojcze – Grzyb przyjmuje gratulacje, wszyscy podziwiają aparat. Złote ręce powiedział Lipka! Sołtys mówi daleko zajdzie – jeszcze syna prześcignie! Opowiadają o kolejnych zakupach i planach (dzieci śpią oddzielnie, mają koce elektryczne i wentylatory na lato jak u ministra na biurko)! Maciej kazał Jańci zrobić 4 kawy i zaprosić sąsiada póki nie mają telefonu!

W tym czasie Zakała zaorał po oby stronach miedzy – prowokuje, ale Maciej psuje mu plany. Nie wyjdzie i nie będzie się bił! Zasypia w dzień przy dźwiękach dużej maszyny – rzekę regulują! Zakała pobił żonę, bo nie ma przeciwnika, krowę bij! Sołtys się martwi, oni tworzą postęp, ale co z Zakałą Podpalić – mówi Lipka. PROBLEM, bo dzieci nie posyła do szkoły i nie rozwija się. Bije krowę – relikt rzeszłości.

Zbudowali przystań, mostek, żwirówka przecięła puszczę. Ośrodek prezentował się pięknie: 3 piętrowy pawilon ze szkła i betonu. Na dole jadłodajnia czytelnia, sala gier i klub z telewizorem. Na piętrze pokoje gościnne. M dumny patrzy na Malwinę – rozwinęła się. Dalej alejki, muszla z kręgiem tanecznym i molo, garaż ze sprzętem pływającym, za płotem z siatki bielone chaty i kwiaty w ogrodach. Rzeźba z metalu autorstwa Macieja Grzyba (pamiątka lądowania człowieka na księżycu). W jednaj ręce trzymał periodyk, w drugiej aparat fotograficzny. Matka wypiękniała! Dobra dieta i umiarkowana praca służyły jej i sołtysinie. Modnie ubrane rozmawiały w oczekiwaniu na letników. AUTOKAR – JADĄ!!! Letnicy podziwiają puszczę, jej spokój, łąki, zieleń. Wśród letników Stach – zmężniał, powodzi mu się nie poznał Grzyba Lipki i Sołtysa! Tęsknił za wsią tu można tylko żyć nieokaleczonym życiem – zazdrości im! Są dziećmi natury. On pochodziłby boso! Tomasz – ojciec jego kosi właśnie lucernę zajął się towarową hodowlą bydła, Lipka produkuje warzywa, (ale nie te zwykłe) i przyprawy! Maciej - bezrolny – zajął się elektroniką! Malwina kieruje hotelem – Stach tęsknił za Wydmuchami, ale to, co zastał zasmuciło go!

W hotelu wydano obiad, sołtys na motorówce zabezpiecza kąpielisko i czeka na wczasowiczów. NOWE WYDMUCHOWO, jak na francuskich filmach. Tymczasem dwoje wczasowiczów chce poznać tutejszych chłopów i ich zwyczaje! Maciej zaczyna rozmawiać o rzeźbach z Wysp Wielkanocnych! Oni chcą tylko mleka od krowy i prawdziwego chleba. M rozśmieszyły prostackie zainteresowania letników. Oni proponują rozmowę o filmie, literaturze południowoamerykańskiej – letnicy uciekli – dziwna para! M z Malwina na rowerach wodnych, Grzyb szuka okazji do robienia zdjęć z wody. Stach patrzy na Malwinę i ma żal do M za zmiany, które wprowadził! Naprawiacz świata, drań. Co zrobiłeś tymi ludźmi prostymi i szczęśliwymi? BRZOZA NAD KURCHANEM ŚCIĘTA! – przeszkadzała orać mówi Sołtys! Splantowali kurhan i wyprostowali rzekę! Rozmawiają o skrobi i kaloriach!!! Tu już nawet krowy gonią za sukcesem! Wydzierał się Stach Sołtys próbuje przemówić agitacyjnie. Stach rozmawia z ojcem – kiedyś leżał pod jabłonką, w niebo patrzył, różaniec zmówił – teraz haruje tymi maszynami! Miasto czeka na chleb mówi sołtys. Stacha poniosło – takie same darmozjady, jak wy! Pobiegł do puszczy – hipis, naturszczyk mówią. Może mu się w mieście nie wiedzie? Może o Malwinę poszło i M? Jeszcze nie spali ze sobą, nie składało się – zahamowania? Matka mówi weźcie pokój w hotelu i już! Ona pracę kończy o 20 – przyjdzie do niego! M uporządkował pokój, czeka, ale się wacha. Ona przychodzi, rozbiera się, włącza radio – M czyta jeszcze ważniejsze rozdziały z podręcznika o płciowości. Patka zapukała, pyta, czy im, czego nie trzeba? Proponuje wino, nie chcą, rozmawia chwilę z Malwiną o nowej fali w filmie włoskim (to już 3) i sputniku. M chce zacząć grę wstępną, ale ona zastanawia się, jej świadomość jest już tak duża, że mogłaby tylko myśleć o stosunku! Coraz rzadziej współżyje! M też jest szczęśliwy – tyle Ci zawdzięczam mówi Malwina! Leżą nago, rozmawiają o filozofii i wszechświecie, zasadzie nieokreśloności Heisenberga - M tego nie zna!!!

Nad ranem nieszczęście – wczasowicze ich porzucili! Spili się? Szaleją u zakały – nadzy, rozpasani, pobici, szaleją! Ognisko, Zakalicha robi placki na 2 patelniach – nie nadąża oni płacą, Zakała podaje kubki z mlekiem dojonym prosto od krowy. Nareszcie wiejska chuda krowa! – MLEKO TŁUSTE, JAK ŚMIETANA!!! Mają dość luksusu, dżezu w puszczy – przeprowadzili się do stodoły Zakały!!! Przegrali z Zakałą, trzeba było podpalić! Matka traci wiarę w postęp. To wina M on chciał zostawić skansen u zakały! UŚWIADOMIĆ! Kogo – letników? Tych degeneratów? To nie są prości ludzie! M przemawia o nauce –nie chcą go słuchać, pomylony jakiś Zakała krzyczy magister! Zabić gada! BARBARZYŃCY gonią go nad rzekę rzucają kamieniami! Woda go znosi coraz bardziej – on myśli, że to sprawka Horpyny idzie do niej – poznała go, ale straciła swoja moc przez jego książkę! Horpyna utknęła w pół drogi! Niedźwiedź pijany miodem, mściwie rozerwał ją na strzępy wbrew jej woli – już nie słucha! M atakuje go kosturem, niedźwiedź łamie kostur i wychodzi do puszczy – opuścił ją! Potem inne zwierzęta, zamachnęła się na M resztkami kostur – zdążył uciec!

M zaniemógł, przychodzili rodzice, Sołtys i Malwina, ale M nie mógł się ruszyć! Letników widział przez okno – stodoła, samogon, dzieci przynoszą im jagody. Zakała dostaje adresy w mieście i zaproszenia. Prostoty i prymitywizmu im się zachciało! Frustraci mówi Grzyb. Wyzwano go od snobów i pozerów!

Letnicy odjechali z ludową pieśnią na ustach. Na sygnał Sołtysa wszyscy chłopy wybiegli z siekierami, bosakami i snopkami zaczęli niszczyć wszystkie ślady cywilizacji – zerwali kable elektryczne! Zerwano eternit, rozwalono płoty, kobiety niszczyły przystań. M zwariował? Zaczyna piać, jak kogut śmieje się z Sołtysa rąbiącego molo – świat zwariował -mówi M. Nie świat odpowiada Sołtys – RZECZYWISTOŚĆ CIĘ PRZEROSŁA.

Następnego dnia przywitano letników odmiennie. M patrzył cynicznie, jak eleganccy panowie z neseserkami i panie w sukienkach słuchają przemowy gwarą i przyjmują ją z radością. Bijatyka dwóch Grzybów – bracia walczą o ojcowiznę? Z biedy? Jedni goście uciekają inni patrzą zaciekawieni. M szydzi w duchu – wie, że przegrał!!! Cwani chłopi obili hotel deskami, wygląda, jak dziwna stodoła - wszędzie drób, baby z kijankami nad wodą śpiewają przy praniu. PRAWDZIWA WIEŚ NIETKNIĘTA CYWILIZACJĄ! CISZA I SPOKÓJ! Proponują letnikom spanie na sianie! Wtem przybiega Zakała i zaprasza do siebie, mówi, że Sołtys i inni to nie są prawdziwi chłopi, tylko oszukańcy!!! Ręce mają spracowane chyba od ping-ponga i CZYTAĆ UMIEJĄ!!! Sołtys odbiera letnikowi gazetę i udaje, że nie umie! Nie wiadomo, do czego by doszło, gdyby nie Grzyb Maciej, który powalił brata Błażeja i bijąc coś wyszeptał! Błażej natychmiast zrozumiał – zrobią wspólny interes – letników wystarczy! Malwina zaczyna sprzedawać bukiety polnych kwiatów, zmyśla nazwy na poczekaniu, Maciej ze scyzorykiem udaje rzeźbiarza i sprzedaje świątki – Same Frasobliwe – do mnie krześcijany 100 złotych! Podziwiają, kupują, tylko melancholik, który wcześniej wypytywał Malwinę zauważył, że figurki są jednakowe. Inni go zakrzyczeli -Maciej nie wie, co to konwencja – rozbawił ich udając, że to wielka konewka! Płacą on wyłudza jeszcze 100 za drugiego świątka.

Dotarli do chaty Grzybów i otoczyli M! Kto to? Nawiedzony – nie święty, nie ucony mówią. Może prorok (brudny i obszarpany). Ktoś daje M monetę, dziewczyna cukierka, on milczy. M chce tylko spokoju, nic nie wie! Melancholik zauważył słup elektryczny -Sołtys mówi SIŁĄ założyli – oni wszystko pozrywali, nie chcą, bo elektryka szkodzi na suchoty i kołtun mówią baby. Letnicy rozleźli się po wsi. Ognisko, łowienie ryb, grzyby, łąka ze zwierzętami... Sołtys i ojciec chcą, by M się włączył! Człowiek inteligentny uzasadni wszystko – nawet oszustwo! ZWŁASZCZA SZUSTWO! Może, dlatego jest taki pęd do oświaty! M się pogubił, idź z nami, z żywymi naprzód! Zrobią wesele! Kłopot, że nie pamiętają obrzędów! Malwina pamięta nazwy z telewizji – nawet z kwiatami jest problem, bo nie pamiętają nazw ludowych. Przywołano Jańcię ona też nie pamięta – wie tylko, że nie róża, bo była duża i czerwona! Ale co z weselem – w bibliotece jest Kolberg! Poczytają, posłuchają płyt... poćwiczą? Może Zakalicha pamięta? Tę biedę? Wesele musi być bogate – telewizję zaproszą!

Wesele było przaśne, obrzędowe Malwina rzuciła się do nóg rodzicom, śpiewano pieśni, ale fur zabrakło i pożyczyli traktor! Od Wyprostka, który jako jedyny tradycji nie szanuje! Potem zaślubiny, msza ksiądz młody i nowoczesny, ale kazanie głosi tradycyjne z myślą o turystach i inkasuje pieniądze wszyscy płaczą ze wzruszenia! Rodzice witają chlebem i solą, M niesie Malwinę, biesiada pod niebem stoły uginają się od chłopskiego jadła. Pijatyka, gorzka wódka, powszechne zbratanie! Tańce, zakała do panów przypijał, szczypał wczasowiczki. Każdy chciał tańczyć z Malwiną, M musiał zmacać i wyściskać wczasowiczki, ale Grzyb się upił i do Melancholika zaczął mówić o załganiu i Faulknerze. Nie ma już prawdziwej wsi! M odsyła ojca do łóżka czas spać! Desperata wyprowadzili i tańczyli do zmierzchu, M opadł z sił i wymknęli się z Malwiną! Za nimi grupka turystów – M odgrywa scenę zrywania sukni turyści podziwiają witalność wsi i jej autentyczność – chcą w to wierzyć! Poszli turyści, – co teraz? Wracajmy!

by Adam Mac Swan