Edgar Allan Poe Berenice


Nieszczęścia bywają rozmaite, niedola rozciąga się na cały świat, często od piękna wynika brzydota. W etyce czasem zło wynika z dobra, albo wspomnienie szczęścia przynosi cierpienie i rozpacz z niespełnienia.

Nazywa się Egeusz, nazwisko utai ze względu na chwałę rodu i zamku. Rodu wizjonerów, w zamku freski, stal broni, galeria obrazów, nawet wygląd biblioteki i jej zawartość to potwierdzają.

Wspomnienie z dzieciństwa – biblioteka i jej księgi – tu zmarła matka, tu on się urodził, (nie pamięta wcześniejszych wcieleń), lata chłopięce minęły mu wśród książek i dorosłość spędzał w bibliotece.

***

Berenice, krewna, rosła z nim w zamku. Szybka, wdzięczna, pełna energii. On słaby i melancholiczny. Berenice, wspomnienie Sylfidów i Najad, potem tajemnica, groza, cierpienie, które ogarnęło ją, jak wiatr od pustyni. Cierpienie cielesne i duchowe – epilepsja prowadząca do letargu – objawiła się jego własna niemoc, która prowadziła do opętania. Stał się bardzo spostrzegawczy, natężał się skwapliwie i wnikał w zjawisko wszechbytu. Rozmyślał nad błahostkami, trawił letnie dni na przyglądaniu się cieniom patrząc na płomień lampy. Pojawiła się skłonność do zadumy i marzycielstwa, stan rozkosznego zauroczenia.

Intelekt został lekturami wytrącony z równowagi. Nie kochał jej, gdy była piękna i zdrowa. Namiętność byłą tu dziełem mózgu. Widział Berenice w marzeniach sennych, jako coś, co nadaje się do analizy. Teraz drżał w jej obecności, czekał zastanawiał się nad jej stanem, nawet przyszłą taka chwila, gdy przyrzekł ją poślubić.

W dniu zaślubin pojawiła się w bibliotece? Czy była to tylko wyobraźnia? W sukni wydawała się zwiewna – wycieńczona, czoło wyniosłe i blade, melancholia w spojrzeniu. Zobaczył jej zęby – przerażenie.

***

Szmer drzwi. Berenice wyszła z komnaty, ale nie z jego mózgu – wciąż widzi biel jej zębów. Każdy odcień ich szkliwa. Tylko o nich myślał. Wieczorem o nich marzy, aż usłyszał krzyk przerażenia, grozy, przyszłą zapłakana pokojówka – Berenice nie żyje, grób był gotów, pogrzeb również.

***

Znów był sam w bibliotece, jakby obudził się ze snu. Wyraźnie słyszał kobiece jęki-, CO TO BYŁO?

Na stole stała lampa i szkatułka lekarza zamkowego – SKĄD TUTAJ? Zimno, rozlega się ciche pukanie do drzwi bibliotecznych. Służący blady jak widmo, wzrok ma obłąkany, w ciszy rozlega się wrzask – zbezczeszczono grób! Zniekształcone ciało w całunie – jakby jeszcze żyło!

Służący wskazał Egeuszowi na jego poranione dłonie i łopatę. Szkatułka wypadłą z rąk i roztrzaskała się na podłodze. Wypadły z niej narzędzia dentystyczne i 32 zęby białe, jak kość słoniowa.

by Adam Mac Swan