Władysław Stanisław Reymont Cień


Wiosenny poranek wszystko wznosi się radośnie ku słońcu, wszystko rozśpiewane, rozedrgane, tętniące życiem. WIOSNA szeptał młodzieniec idący przez park, patrzył na ulicę miejską. WOSNA powtórzył, miał ją w duszy i sercu – rozmarzony – dopiero ósma! Czeka na nią, przez chwilę myśli o jej mężu (gdyby nie on…). Zadrżał Elle oniemieli zaparzeni w siebie. Oczy wyznają miłość, drżą obydwoje nie widzą świata wokół siebie. On zapytani nawet nie wie, jak długo czeka – mąż ją zatrzymał dla niego to nie ważne! Ona spija słowa z jego ust Milczą zachwyceni, idą wolno prze siebie. Ida prosto namiętnie wyznają sobie miłość – SZCZĘŚLIWI Całują się uśmiechają, idą wolno. Ludzie patrzą na nich, odwracają się za nimi, ona obawia się, że może ktoś znajomy. On źle myśli o ludziach – zabalsamowane mumie konwenansów, filistrzy. Całowali się na placyku, gdy zauważyli CIEŃ! Szary szedł powoli za drzewami, posępny i cichy. Człowiek patrzył na nich surowo. Ona mówi nie mamy prawa! To było ostrzeżenie, może to ktoś znajomy. W ich uczucia wdarł się niepokój. Zakochani idą dalej obejmują się i całują ZNÓW CIEŃ – tym razem to żuraw! On zapewnia, że nie przestanie jej kochać, ona nie jest pewna, co on o niej myśli i wie, że nie powinna tu przyjść! To ich prawo do miłości – on mówi! Ona – nie wolno być im szczęśliwymi! Szalejmy – jutro może nie należeć do nich. Upajają się miłością. Ona się czegoś boi, ten CIEŃ stanął między nimi. Mąż patrzył na nią z wyrzutem, gdy wychodziła! Więc kochasz męża, ze mną tylko flirtujesz? Ona chce go pocałować, ale znów czuje CIEŃ. Ona rozżalona, naraziła się dla niego na zniesławienie! On błaga o wybaczenie. Ona należy do niego kochają się na wieczność. Idą niedaleko! W milczeniu i zadumie. Powstrzymują się, by nie rzucić się na siebie! Znów pobladłą myśli o CIENIU! Ale nie opiera się wewnętrznie – rumiana oddycha ciężko – odpoczywają na ławce w słońcu – cisza senne szelesty liści. Rozgwar przyrody ognisty – staczają się w niepamięć, rzucają się sobie w ramiona w zapamiętaniu – nie słyszą nawet kroków na piaski – CIEŃ – starzec… Nie ma nikogo! Nikt nie patrzył – mówi On widziała jego oczy, on odczuł chłód, nasłuchują. Rozpalone namiętności przygasły wszystko wokół dotychczas kipiące stało się chłodne. Przez chwile poczuli, że CIEŃ jest między nimi. On patrzy jak ona niezgrabna, ma do niej ukryty żal. Ona myśli o mężu i rodzinie. Pierwsza powiedział ( nie było 12!) – Skłamał, ona wraca do domu rozejdą się zawstydzeni, kłamiący i obojętni. Uniesienie minęło, odsuwają się od siebie – czują CIEŃ trwogę w sercu. Przyspieszają kroku i z ulgą wychodzą na ulicę Okłamują się, że przyjdą, i że czekają na drugie. Jesteś szczęśliwa Ello? Bardzo Kochajmy się do śmierci. Do widzenia mówią obydwoje pewni, że się nie zobaczą.

by Adam Mac Swan