Bruno Schulz Sklepy cynamonowe


SIERPIEŃ

1

W lipcu ojciec jedzie do wód. ON, matka i rat zostają w mieście – światło i wakacje. Adela wraca z targu z mięsem, jarzynami i owocami. Mieszkanie na 1 piętrze, słychać katarynkę i fortepian. Adela zasłania okna od skwaru. Sobota, spacer z matką, wszyscy zmrużeni od słońca, rynek pusty w skwarze, jak pustynia. Akacje poruszane wiatrem, szare domy, otwarte sienie pachnące chłodem i winem. Ulicznicy grają w guziki – niemal pustynny, biblijny upał! Cień od apteki ze słojem malin w oknie. Ulica Stryjska, przedmiejskie domki w małych ogródkach, kwiatki i słoneczniki.

2

Zielska, owady i pękające strąki, pełno ziół i bez dziki. Wśród tych chwastów zielone łóżko Tłui – dziewczyna śpi wśród szmat i much. Śmieje się, półnaga wychodzi spod gałganków i napiera z wrzaskiem kretynki łonem na pieniek bzu. Jej matka Marysia myje podłogi i meble w domach. ON raz był tam z Adelą w chacie z glinianą polepą na podłodze. Widział szaloną wychodzącą ze skrzyni słomy.

3

Dalej ogród i dom ciotki Agaty (wielka, gruba i piegowata) Szklane kule na patykach w ogrodzie. Sień i zapach pleśni i starości. Duży ciemny pokój, niebieskie obicia, ze złotym deseniem. Ciotka podaje wodę z sokiem z róży. Chorobliwie wybujała, niezaspokojona kobiecość, narzeka na wujka Marka (mały, zgarbiony) szary bankrut – pogardzany, wpatrzony w okno na ogród. Ich średnia córka Łucja – zdeformowana, Emil najstarszy kuzyn z twarzą bez wyrazu, elegant, powrócił z egzotycznych krajów. Zmarniały palacz i karciarz. Zabiera Go do pokoju, gdzie tamten pokazuje zdjęcia nagich dziewcząt i chłopców – widać grymas pożądania na twarzy, która się rozmywa

NAWIEDZENIA

1

Po poranku i upalnym dniu wieczór. Mieszkają przy Rynku, w jednej z kamienic, których sienie można pomylić – DOM RODZINNY: szafy, kanapy głębokie, blade lustra, sztuczne, tandetne palmy. Mieszkanie zaniedbane przez opieszałość matki i niedbalstwo Adeli (dnie spędza przed lustrami).

Część pokoi wynajmują lokatorom. Na dole mieszkają subiekci. Zimą ojciec schodzi ze świeca do zimnych pokoi i budzi sprzedawców. Sam choruje i zimą leży, nęka matkę wracającą ze sklepu o niedokładności w rachunkach. Zapala się przy tym do nieprzytomności. Uspokaja się licząc – medytacja – pogrąża się w pracy – ZASYPIA. Krzyk ojca czasem, jak krzyk proroków Starego Testamentu, Jakub z przetrąconym biodrem. Zobaczył go kiedyś na urynale, jak mowa piorunowa do Jehowy, Demiurga? Wypróżnienie, i nieczystości wylewane za okno.

2

Ojciec – Jakub zmarniał i zwiądł w oczach. Mówił sam do siebie, przeklina i złorzeczy! Zasypia i budzi się dopiero, gdy matka wraca ze sklepu. Cały wysychał, ale nie był słaby! Ma lepszy humor, czasem dużo się śmieje, porządkuje stare graty, buja się na krzesłach. Pogodził się z Bogiem. Na obiady przychodzi czasem spóźniony. Czasem wdrapuje się na meble i pieje, jak kogut. Przestali zwracać uwagę na jego znikanie i monologi.

Ptaki

Zima, za oknem brudny śnieg, zakopcone strzechy i gonty dachów. Pod nimi czarne strychy, dymniki i kominy. Wrony przeszkadzają kominiarzom. Dni zimne i nudne, leniwa senność. Ojciec już nie wychodzi – patrzy na ogień w piecach, lub wchodzi na drabinę. Ignoruje matkę i interesuje się Adelą sprzątającą pokój. CEREMONIA sprzątania doprowadzała go do szaleństwa. W tym czasie ojciec zaczął sprowadzać do wylęgu jaja ptasie. Wkrótce pisklęta egzotycznych ptaków zapełniły pokój, a on czytał kompendia ornitologiczne. Hodował nawet kondora. Jego profil przypominał zresztą tego ptaka. W końcu było ich tak wiele, że przeniesiono je do 2 pokoi na strychu. Ociec w tych rupieciarniach nadal się kurczył. Pewnego dnia Adela weszła do tych pokoi i nie wytrzymała brudu i smrodu. Wypędziła ptaki przez otwarte okna. Ojciec wychodzi ze strychu złamany KRÓL – BANITA.

Manekiny

Rodzina okazała Adeli wdzięczność za ten wandalizm. Ojciec zamknął się w pokoju, im dokucza nudna zima. Ciemne żyrandole nawet po wstawieniu świec nie świecą – SENNOŚĆ. Łóżka nieścielone, Adela przynosi kawę do zimnego pokoju. Subiekci w sklepie, matka cały ranek nie może dokończyć toalety, Adela przepada w odległych częściach domu. Obiad – ryba w galarecie, pachnie pieprz. Potem matka śpi na otomanie. Polda i Paulina szyją na stole w milczeniu kroją materiały, słychać furkot maszyny do szycia. Rozpalone, - ojciec podziwia ich tandetną urodę. Trzyma Paulinę za kolano i tak znajduje go Adela. TRWOGA, służąca z uśmiechem daje panu prztyczek w nos. Odtąd badanie powtarzało się, co wieczór. Jądro metafizyczne idei omijając dwuznaczne rejony. Paulina stała się ofiarą(?) magnetyzera – uczennicą, modelem eksperymentów.

Traktat o manekinach albo Wtóra Księga Rodzaju

Ojciec nauczał. Demiurgos nie miał monopolu na tworzenie – duch tworzy wszystko, nieskończenie płodny. Pokusy, napięcia, zagęszczenia prób kształtu. 1000 słodkich krągłości i miękkości MATERIA najbezbronniejsza istota w kosmosie. Posłuszna daje się formować. Posłuszna, a zabójstwo nie jest grzechem, gwałt wobec skostniałych form bytu. APOLOGIA SADYZMU. Ojciec nauczał, że nie ma materii martwej – pozór, pod którym kryją się formy życia. Od kosmogonii ojciec przechodził w szept – cynicznego rozbrajania dziewcząt. Lampa kopciła, maszyna chodziła na sucho, bez materiału. Ojciec naucza o terrorze doskonałości. Demiurgos chce tworzyć nietrwałe i niesolidne. Lichota i tandetność materiału – bibuła, farby i trociny. One zgłupiałe, zasłuchane, policzki w wypiekach. Na słowo ‘manekin’ Adela spojrzała na zegarek wysunęła nogę ze zdjętym pantofelkiem. Siedziała między Poldą i Pauliną. Ojciec poczerwieniał, zapadł się i zwinął na kolanach zakłada bucik Adeli.

Traktat o manekinach - ciąg dalszy

Następnego dnia ojciec znów tłumacz: moje panie kawaleryjski parodie manekinów. Płacze nad losem własnym. Tłum się śmieje widząc gwałconą materię. Wspomnienie anarchisty Lucchiego (morderca cesarzowej Elżbiety) i Dragę – demoniczną królową Serbów, Onana – wycie manekinów magazynowych. Ojciec nastroszył się, zaciął się, Adela kazała mu (…) panienki siedziały sztywne ze spuszczonymi oczyma.

Traktat o manekinach – dokończenie

Kilka dni później ojciec znów mówi o manekinach. Opowiada o otwartej częściowo materii, ruchliwym zagęszczeniu substancji oddychającej, substancji mebli, pleśni, zapomnianych pokojach między starymi murami – straconymi dla pamięci. Wszedł kiedyś do takiego pokoju i zobaczył roślinność i kwiaty (białe i różowe). Wieczorem wszystko znikło. Myśli o gwoździach w drewnie mebli. Ojciec zamyślony. Potem mówi o balsamowaniu umarłych, kochance pirata i lampach zrobionych z ludzi. SMUTEK, wspomina zmarłego brata i kuzynkę. Polda nie może już słuchać i prosi Adelę, by go uciszyła. Ta straszy go łaskotkami, on ucieka.

Nemrod

W sierpniu ON bawi się ze szczeniakiem. RADOŚĆ – zainteresowanie zwierzętami. Aksamitny ciepły pyszczek. Pulsuje małym sercem, mętne oczka, różowy pyszczek, bez ostrych zębów. Niecierpliwy, wchodzący do miski z mlekiem. Sieroctwo i bezradność – chodzi, jakby bokiem. Życie kurczy się i cofa – NEMROD – imię dumne i wojownicze. Pułapki świata, pieszczota ludzkiej ręki. Jego ciał poznaje sytuacje, wrażenia i przedmioty – mądrość pokoleń. KUCHNIA cebry i ścierki, pantofle Adeli – przynależność ojczyzny. Szorowanie podłóg ucieka, potem szarpie koc – radośnie szczeka na widok owada.

Pan

Kąt między szopami – ściana świata. Żyłą tłustego błota. Chłopcy wyrywają deskę – wpuścili słońce – zdziczały stary ogród – grusze i jabłonie, zdziczałe warzywa, biały nalot na liściach, dalej łopiany aż do stodoły – UPAŁ i MOTYLE. Tam znajdują człowieka – włóczęgę( pijaka)? Czarne oczy, rozpacz i ból, grymas kaszlu. UCIEKŁ PAN bez fletu, do swych ojczystych kniei.

Pan Karol

Wuj Karol idzie pieszo za miasto na letnisko do żony i dzieci. W mieszkaniu nie sprząta po nocnych hulankach – ROZBITEK – Śpi do południa w brudnej pościeli, w półmroku muchy i wyziewy. Notes i kalkulacje, marzenia przeliczone. Ciało znękane od nadużyć płciowych, tyjące. OSŁUPIENIE i ODRĘTWIENIE. Toaleta w wiadrze, szuka ubrań i kapelusza, wychodzi

Sklepy cynamonowe

Zimne dni, posiwiały ojciec zatraca się, wyostrza mu się węch i słuch. Nasłuchuje podłóg, zagląda przez dziurki od kluczy do pustych pokoi. Matka zabiera ojca na wieczorne spacery, raz nawet poszli do teatru. Brudny tłum, kurtyna ze sztucznym niebem, rusztowanie. Ojciec i matka posyłają go do domu, by przyniósł portfel z pieniędzmi i dokumentami. ON idzie w zimną noc. Wyobraźnia spotęgowana, idzie bez płaszcza. Myśli o sklepach cynamonowych (nazwa od koloru boazerii), ciemne, pachnące dalekimi krajami, lakiem, kadzidłem. Ognie bengalskie, szkatułki, mikroskopy i lunety, Mandragory i homunkulusy w donicach, jaja owadów, mechanizmy norymberskie, książki, ryciny itp. W jednym z takich sklepów księgarnia tajna z najrzadszymi książkami. Tu przychodził poznawać sekrety, odkrywać dręczące tajemnice. TERAZ nadarzyła się okazja – biegnie i gubi drogę, znalazł się w nieznanej części miasta. Wchodzi do wysokiego budynku i myśli, że to druga strona jego gimnazjum. Idzie po korytarzach i wspomina wieczorne lekcje rysunku. Otoczenie robi się bogate – skrzydło dyrektora. ON idzie dalej aż trafia na plac miejski. Tu bierze dorożkę, ale dorożkarz przywołany po chwili przez kolegów wyskakuje z pojazdu, a koń ciągnie aż do dzielnicy podmiejskiej aż stanął zmęczony.

Ulica Krokodyki

Ojciec znalazł sztych w szylkadzie biurka Pusta biel ulicy Krokodyli. Niebezpieczna ulica przemysłowo – handlowa. Pośród brzydkich kamienic skleconych z dawnych ruder. Szumowiny, gmin, kreatury bez charakteru i godności. Eldorado dezerterów moralnych. Brak barw, np. u krawca lokal pusty i wysoki, puste półki pod sufit. Magazyn wypchany kartonami. Sprzedawca giętki, panny sklepowe smukłe i czarne, każda z jakąś skazą urody. ZEPSUCIE – rasa zapiekłej, czarnej krwi, subiekt – transwestyta? Potem rozwiązłość, zrzucenie hamulców pozorów. Dalej budynki dworca kolejowego, magazyny rupieciarnie. Kałuże, zgiełk, dorożki bez woźniców. Tramwaje złom bez przedniej ściany. Sklepy tandety, prostytutki. WIELKOMIEJSKA ROZPUSTA. Atmosfera nadmiernej łatwości i spełnienia zachcianek. Nie da się drugi raz trafić do tego magazynu. Błądzić od szyldu do szyldu, też będą panny o popsutej fizjonomii. Świat kobiet z Krokodylej też nie był całkiem zepsuty – przesądy moralne przeszkadzały. Tani materiał ludzki też nie był całkiem zepsuty.

Karakony

Szare dni po stracie ojca. Górne pokoje wysprzątano i wynajęto telefonistce. Kondora wypchano, przeżarły go mole. Matka nigdy nie kochała ojca. W ciężki dzień zimowy porozmawia z matką. Ona sama w salonie, meble pod pokrowcami. Adela ściera kurze – ojciec krzyczy na widok karakona i nadziwa go na ostrze, pawie pióra mienią się i puszczają oko. Zapytał matkę, czy wypchany kondor to ojciec? Wie od Adeli o kondorze. On całkiem zdziczał w ciemności – wichura – 3 dni.

***

Nie poszli do szkoły z powodu wiatru. Piec wyje, place się wyludniły. Buki koło kościoła kołyszą się. Wiatr wciska dym do domu – nie jedzą obiadu i jest zimno. Pożar w mieście. Matka i Adela w pokoju. Noc, wieje jeszcze mocniej, podwija firanki. Wtedy szukali ojca, budzą subiektów i próbują znów rozpalić ogień. Brat z subiektem nie doszli do sklepu – zabłądzili. Jak było naprawdę? Potem przyszedł sąsiad. Adela tłukła cynamon w moździerzu. Ciotka Perazja każe jej oprawić koguta – spłonął podczas opalania – awantura. Zmalała jeszcze bardziej ze złości i zamieniła się w popiół. Matka rozmawia z subiektem Teodorem, śmieje się.

Noc wielkiego sezonu

W końcu lato osobliwe, jałowe, jak białe niezadrukowane kartki, bujanie i majaczenia, trzynasty, nadliczbowy miesiąc (fałszywy). Ranki ciepłe i orzeźwiające. Ojciec w sklepie w stercie dokumentów w registratorze. W głębi sklepu zapas materiału: sukno, szewiot, aksamit i kort. Kapitał na półkach noszony przez tragarzy. Subiekci dwoją się przy pracy. Pora Wielkiego Sezonu od 6 ruch na ulicy, dzieci bawią się hałaśliwie, do wieczora. Noc wielka i jasne sklepy, w kantorze zgiełk kupujących. Budki i kramy z czekoladkami, mydłem, rojna wędrówka. Ojciec wsłuchany w szum miasta. Pozostał sam zostawiony przez subiektów, widzi, jak gonią za Adelą po pokojach. Zapasy wylewają się z szaf – kupujący – LUD BAALA, zalew towaru. Żydzi w futrzanych czapkach – mężczyźni WIELKIEGO ZGROMADZENIA, lud pospolity, tłum bez twarzy. Ojcowie miasta, mężowie Wielkiego Synhedrionu dyskutują cicho. Światło lampy tworzyło dzień, bez świtu i nocy. Ojciec się uspokoił, biblijnie wracają … z połowu ryb nad jeziorem, ptaki, niebo podobne do fresku. Ojciec wspomina ptaki rozpędzone przez Adelę – wracają. Ktoś w wizji rzuca kamieniem w ptaki, spadają ich martwe ścierwa – latające trupy wstrętny pozór życia.

Smutny powrót ojca w kolorach porannego nieba, wstający subiekci miedzy belami sukna w jesiennych kolorach. Adela ciepła od snu miele kawę w młynku przyciśniętym do białych piersi, od których ziarno nabiera blasku. Kot myje się w słońcu.

by Adam Mac Swan