Bolesław Prus Dziwna historia


Sylwester 11.50 Bal Resursy Obywatelskiej – 60 par, 20 kelnerów 20 butelek szampana. Przygotowania do specjalnie skomponowanej fanfary i toastu. Nadzieja na lepszy rok i wspomnienia dawnych. RADOŚĆ, wzruszenie, uściski, spojrzenia – śnieg za oknem.Tej samej nocy pociąg towarowo – osobowy cały zaśnieżony, śnieg nad całą Europą. O północy konduktorzy i telegrafista otwierają wódkę. Przeklinają czas śnieżycy rudy konduktor wspomina bal w Resursie Obywatelskiej 10 lat temu. Brunet miał wtedy 4 kasztanki – pili węgrzyna. Telegrafista zwraca im uwagę, że narzekają. Jest źle, a będzie gorzej – mówi nadkonduktor! Rudy ma za złe Bogu, że dopuścił do utracił majątku i teraz jedzie w śnieżycy. Bluźnierstwo. Telegrafista mówi, niech Bóg nas zachowa od poprawek. Wspomina historię Gębarzewskiego – niedowiarek, fizyk i chemik miał się za wielkiego człowieka, źle traktował interesantów, umizgiwał się do panien. Przed Nowym Rokiem zajmował się dostarczaniem paczek pośpiech, ruch, jemy spieszy się na wizytę. Ma za złe księżom, że uczą, że świat stworzyła mądrość, – po co w takim razie tarcie? Bluźni, tragarze są źli. Nagle pojawia się przepiękny młodzieniec – przedstawia się ‘Jestem anioł Gabriel’! Gębarzewski przegląda księgi, nie ma takiego nazwiska. Jestem aniołem z urzędu! Za karę 24 godziny twoje ciał będzie bez tarcia!

Konduktorzy przerywają – bajki! Anioł bez skrzydeł! Gębarzewski bierze pióro - wyśliznęło mu się, karafka też! Podłoga bardziej śliska od lodu – przewraca się i wpada na sprzęty i ściany. Wytrącił okno na ulicę! Hałas, naczelnik mówi pijany, księgi niewypełnione (sam je poprowadzi), woźni odwożą ‘pijanego’ do domu. On jedzie z wizyta i wielokrotnie stacza się ze schodów. Przy stole męczarnia – nie może utrzymać się na krześle, ani jeść. Gospodarz wściekły, bo wszystko, co zjadł i wypił było na podłodze!!! UPIŁEŚ SIĘ PAN!!!! Wywrócił samowar i spadł ze schodów. Myśli o samobójstwie, potem wspomina narzeczoną – mądrą wdowę, jeśli go przyjmie uratuje byt Gębarzewskiego!. Wdowa wysłuchała go życzliwa, pozwala pocałować się w rękę – wyślizguje się, jak ryba – PAN JESTEŚ WSTRĘTNY! Nie ma rękojmi, że jego lekkomyślność nie doprowadzi znowu do takiego nieszczęścia. Wyszedł, dotarł jakoś do domu, następnego dnia lekarz wysłany z Zarządu kolei znalazł go na podłodze i orzekł pijaństwo, bo tarcie już wróciło. Stracił pracę, narzeczoną i szacunek.

Pociąg zasypało, telegrafista godzi się z tym faktem – postoją do rana – rozsądnie jest godzić się ze złem, którego uniknąć nie można.

by Adam Mac Swan