Albert Camus Dżuma


I

Oran wybrzeże Algierii, prefektura francuska rok 1904. Kronika wydarzeń. Miasto handlowe, brzydkie, bez gołębi, drzew i ogrodów. Pory roku nie są widoczne. Wiosną kwiaty na targu, latem palą się domy i wysychają na popiół, okiennice są zamknięte. Jesienią potop błota, Zimą jest ładnie.

Ludzie się nudzą i nabierają przyzwyczajeń. Pracują by się bogacić i robią interesy. Lubią kobiety, kino i kąpiele morskie. Wieczorem spacery, kawiarenki, karty i stowarzyszenia. Ludzie tu uprawiają miłość pośpieszną, bądź latami przyzwyczajają się do siebie. Umieranie tu jest trudne, bo życie wymaga dobrego zdrowia. Umieranie w domu o spopielonych ścianach, gdy inni załatwiają interesy. Banalne miasto i życie. Miasto budzi szacunek, ale jest zbudowane tyłem do morza, malowniczej zatoki. Kronika zawiera zapiski i wspomnienia narratora i innych osób.

-

Rano 16 kwietnia dr Bernard Rieux (R) znalazł martwego szczura. Dozorca uważa to za skandal. Wieczorem zdycha na oczach R drugi szczur. Dr myśli o wyjeździe żony do uzdrowiska. Rano dozorca znajduje 3 zdechłe szczury (podrzucone)? Po drodze 12 zdechłych szczurów na odpadkach – to z głodu?. R wraca do domu i odbiera telegram o przyjeździe matki, potem zawozi żonę na dworzec. Sędzia śledczy Othon wie już o szczurach. R to bagatelizuje, ktoś niesie całą skrzynkę martwych gryzoni. Dziennikarz Raymond Rambert sąsiad Tarrou jest zaniepokojony. Nikt nie widział czegoś takiego, szczury pojawiały się wszędzie i konały na oczach ludzi. Dozorca czuje się źle.

18 kwietnia R przywiózł matkę z dworca. Martwe szczury ok. 50 urzędnicy każą zwozić z całego miasta do spalenia. Rano zbierano, pojawiały się nowe w ciągu dnia – zdumienie. 25 kwietnia 6 tys. – to było groźne i niezrozumiałe. 28 kwietnia 8 tys. lęk i apele władz. 29 zjawisko ustało niemal całkowicie, ale R znalazł chorego dozorcę w asyście ks. Paneloux, który podejrzewa epidemię. Wezwanie od urzędnika Granda, sąsiad chciał popełnić samobójstwo. Uratowany nie chce by składano meldunek. Dr R bada chorych – palący ból, węzły chłonne powiększone, wymioty, pragnienie. Kolega Dr Richard nie miał jeszcze takich przypadków.

30 kwietnia wiosna zapach kwiatów. Dozorca poczuł się lepiej. Zona R pisała z sanatorium. W południe dozorca znów ma gorączkę i wymioty. Karetka i szpital. Zielonkawa skóra, powieki barwy ołowiu, krótki urywany oddech, duszności – umarł – strach. Sąsiad Tarrou przyjechał niedawno i bywał często w miejscach publicznych, pływał, chodził na tańce – robił wszędzie notatki – brzydkie miasto i domy, rozmowy w tramwaju o kolejnej śmierci i gorączce, starzec plujący na koty, które nagle zniknęły. Rodziny zaniepokojone próbują o tym rozmawiać nawet przy stole. Gorączka niepokoi ludzi i hotelarzy. Opisał też dr R 35 lat, masywna kwadratowa twarz. Oczy ciemne, szczęka wystająca, czarne krótkie włosy, roztargniony.

R konsultuje telefonicznie swoje przypadki z kolegami 20 przypadków w 3 dni. Zaniepokojenie śmiertelnością i próby wprowadzenia izolacji chorych – niemożliwe bez zarządzenia prefektury. W tym czasie pogorszyła się pogoda, deszcze i mgły, potem upał, lżej astmatykom. Gorączka? Całe miasto ma gorączkę? Dochodzenie w sprawie nieudanego samobójstwa Cottarda, uratowanego przez Granda. Przesłuchanie, policjant zniecierpliwiony pyta R. czy gorączka to poważna sprawa. Lekarz nie wie jeszcze. Komisarz myśli, że przyczyną jest pogoda. Prasa zamilkła, lekarze otwierają wrzody i węzły chłonne, wszystkie przypadki były śmiertelne. Po zsumowaniu przypadków mówiono o epidemii. Dr Castel wiedział już, co to za choroba – był w Chinach i widział, w Paryżu też. Kazał R się zastanowić – DŻUMA. Castel wie, że władze im nie uwierzą. Zaskoczenie. Było tyle samo wielkich epidemii dżumy, co wojen i zawsze zaskakiwały ludzi.. Wojna i epidemia, jako głupia nie potrwa długo, mówili ludzie, ale trwałą. Myśleli tylko o sobie. Byli humanistami, dlatego nie rozumieli, zaraza trwałą. To nie był zły sen, który minie. Ludzie nadal robili interesy, planowali podróże, mieli poglądy. Nikt nie będzie wolny, gdy będzie istniała zaraza. R zaczynał odczuwać wstręt do przeszłości i niepokoiły go wielkie cyfry. 30 dżum, 100 mln zmarłych. Konstantynopol 10 tys. ofiar jednego dnia. Kanton też szczury. R – kilka przypadków, to jeszcze nie epidemia – środki ostrożności. Najstraszniejsze obrazy z pamięci – doły trupów, gnijące ciała ciągane hakami. Mediolan, Londyn, Prowansja, Ateny… Za oknem codzienna praca, reszty nie można sobie wyobrazić.

-

Przemyślenia R przerywa Grand, przyniósł statystyki z merostwa, swoje obliczenia. 11 zmarłych w 48 godzin. Cottard przyszedł z Grandem przeprosić za kłopoty. Grand, mówi, że pracuje nad czymś wieczorami. R umawia się z Cottardem na spotkanie. Dr pamięta ze szkoły, że dżuma zabiera ludzi mocnych a oszczędza tych o słabej konstrukcji. Grand skromny urzędnik, chudy, w za dużym ubraniu, pachnący piwnicą i dymem, przemykający się pod ścianami. Zwiedziony perspektywą awansu, biedny, pozbawiony normalnej pensji z etatu. Miał kłopot z doborem słów, nie mógł zredagować zażalenia. R w laboratorium też myśli o Grandzie. To nie możliwe, by dżuma się pojawiła, jeśli są tacy skromni ludzie.

-

Następnego dnia za sprawą R zwołano w prefekturze komisję sanitarną. Nie ma serum, sprowadzenie z Paryża potrwa. Działania szybkie i ciche, by nie wywołać paniki. Castel wie, że to dżuma. R potwierdza to badaniami. Zabije połowę miasta w 2 miesiące, jeśli niczego nie zrobią – nazwa nie jest tu ważna. Richard nie dowierza, ale to nie jest kwestia słownika, tylko czasu. Kolejne zachorowania.

-

Obwieszczenia władze powiesiły na małych kartkach, w mało uczęszczanych miejscach. Grand z nową statystyką 20 zmarłych wczoraj. R mówi, że zamierza odwiedzić Cottarda. Zdaniem Granda jego sąsiad się zmienił, miał kiedyś klarowne poglądy – teraz nie, stara się zjednywać ludzi: napiwki, uprzejmości, zmiany rutyny, hojność wobec siostry. To człowiek, który ma sobie coś do zarzucenia. R konsultuje się z Castelem, serum nie nadchodzi, a bakcyl jest dziwny. Cottard zaniepokojony zainteresowaniem policji jego osobą, ale ufa dr R. Ludzie się boją i pojawiły się pogłoski o cholerze. Następnego dnia w radio i gazetach 10 chorych w tej dzielnicy – wszyscy umrą, a środki administracyjne są niewystarczające. Oficjalne komunikaty były nadal optymistyczne. Przygotowano pawilon z 80 lóżkami – zapełniono w 3 dni. Od zarażonych pcheł? Pogoda się poprawiła, serum miało nadejść w ciągu tygodnia. R przygotowuje raport do władz kolonii, gdy zmarło 46 osób. Izolacja, dezynfekcja, kwarantanna. Serum wystarczyło tylko dla chorych. W razie epidemii nie ma zapasów. Nakazano zamknięcie miasta.

II

Zamkniecie miasta i przymusowe rozstanie z najbliższymi. Blokada listów, telefonów (przecinanie kabli) został tylko telegraf. Zezwolono tylko na powrót chętnych – zona dr Castela. Pojawiła się zazdrość z powodu rozłąki i nadmiaru wolnego czasu – ograniczono zajęcia. Rozłąka trwała, a kolejne pciągi nie przyjeżdżały i nie słyszano znajomych kroków. Ludzie jak wygnańcy, jak cienie błąkający się bez celu.

-

Zamknięto bramy i odsyłano z portu statki stanął handel. Uczucia ludzi – rozłąka, strach, irytacja, jeśli choroba godzi w interesy lub przyzwyczajenia. Statystyki upubliczniono potem na polecenie władz w tygodniowych raportach w 3 – 302 osoby zmarłe, w 5 – 321 w 6 – 345 – wzrost był wyraźny. Ludzie krążyli po ulicach i przysiadywali w kawiarniach – uratowano pozory. Żywność, benzynę i prąd ograniczano. Towarów luksusowych nie sprzedawano, innych nie było – kolejki. Kina pełne zabrakło filmów, kawiarnie pełne – alkohol miał pomagać. Cottard znał zmarłego kupca, który chciał spekulować żywnością. Zagrożenie nakłoniło Josepha Granda do zwierzeń, zaczął mówić płynnie i znajdował słowa.

Ożenił się młodo z dziewczyną z sąsiedztwa, przerwał studia i zaczął pracować. Janne też musiała pracować, gdy okazało się, że Granda oszukano w biurze. On milczał, ona czuła się opuszczona – odeszła z innym. R pociesza się, że jego żona jest bezpieczna w sanatorium. Zatelefonował do niej. W 3 tyg. Od zamknięcia bram R spotkał Raymonda Rambert, dziennikarza, który pisał reportaż o warunkach życia Arabów. Teraz prosi dr o rekomendację wyjazdu. – nie jest to możliwe, mimo, że dziennikarz czuje się dobrze i chce wracać do narzeczonej. R wie, że nie żyje w abstrakcji – zmarło już ok 500 osób w tym tygodniu, a zagrożenie jest realne. Szpital w szkole to 500 łóżek – wszystkie zajęte. Wizyty domowe i zabieranie chorych, rozpacz rodzin i sceny. Asysta policji lub inspektorów. Setki obrzmiałych gruczołów i plany śmiertelnych, jako abstrakcja silniejsza od szczęścia.

-

Dżuma to prawda – wzmaga się epidemia po miesiącu. Kościół zorganizował wspólne modły z płomiennym kazaniem Jezuity ojca Paneloux. „Dosięgło was nieszczęście – zasłużyliście na nie”. Dżuma w Egipcie poraziła nieprzyjaciół Boga – jego plaga na pysznych i ślepych. Padał deszcz, ludzie padli na kolana. Dotyka tylko złych, anioł dżumy oszczepem wskazuje domy – jak w „Złotej legendzie”. Wasza beztroska była zbrodnicza. Bóg chce was widzieć częściej – Miłosierdzie Boże – plaga, która was zabija – uszlachetnia. Bóg uczyni resztę.

-

Othon śledczy zgadza się z kazaniem Paneloux. R nie bardzo, ludzie myślą albo o zamknięciu albo o ucieczce. Zaczynało się lato. R spaceruje z Grandem – ma swoją pracę, w lokalu zamawia mocny alkohol – jest zadowolony. Chce by jego przyszły wydawca po przeczytaniu paru zdań zachwycił się. To musi być doskonała książka. R nie zna się na tym, ale jest pewien, że powstaje spore dzieło i że Grand doprowadza je do perfekcji. Na stole leży stos kartek, ale zawierają tylko jedno zdanie. Grand martwi się, że słowami nie może oddać myśli. Za oknami bieganie, ludzie gromadzą się na rogatkach miasta – planując i przygotowując ucieczkę.

-

Panika rośnie, ludzie tacy jak Rembert próbują uciec z miasta. Odwiedzają wielu urzędników. Jego przypadek nie jest wyjątkowy, choć on to tak przedstawiał. Pocieszano go, że to długo nie potrwa. Wypełniał formularze: na przydział mieszkania, itp. W tym czasie choroba się rozwijała i przysłano mu ankietę na wypadek, gdyby zachorował i umarł. Popadł w odrętwienie i błądził po kawiarniach. Tu znajduje go R zrozpaczonego, na widok pustego dworca i plakatów Paryża i Cannes.

-

Po kazaniu w końcu czerwca rozpętały się upały. Palący wiatr wysuszył mury, oślepiający blask i wzrost liczby ofiar do 700 tygodniowo. Zamknięto drzwi i okiennice z powody upału? Choroby? Tłok przy bramach, gwardia musi strzelać do ludzi, bunt, zabici i ranni. Patrole i dekrety o karze więzienia. Zabijano tez psy i koty z powodu pcheł, Ludzie pewni, że upały wzmagają epidemię. Staruszek plujący na koty cierpi, bo je zastrzelono – zanotował Tarrou. Pisał też o portierze i dyrektorze hotelu, dżuma, jako ruina turystyki. Żona pana Othona pochowała matkę i przechodzi kwarantannę. Jego syn spoważniał i chodził na czarno. Tarrou wspomina też rozmowę z R i oczy jego matki – silniejsze od dżumy i jego pacjenta starego astmatyka 75 lat, leży, choć nie musi, praca kramarza nie nasilała choroby. Jest zły na księży kwestarzy i twierdzi, że są dowody, że Boga nie ma. Sam chce żyć długo i tylko w Oranie – nigdzie nie wyjechał. Tarrou wspomina ranki w mieście, jakby choroby nie było, sklepy zamknięte, a sprzedawcy gazet ogłaszają 94 dzień epidemii 120 zmarłych. „Kurier epidemii” z ogłoszeniami niezawodnych preparatów przeciw dżumie. Tramwaje – jedyny środek lokomocji są przeciążone. W lokalach brak zaopatrzenia – kawy i cukru. Żal lipiec młodzi ludzie wylegają na ulice – obyczaje są swobodniejsze – „saturnalia na grobach”, jak w Mediolanie. Ludzie w restauracjach jedzą najdroższe potrawy. Po 14 miasto pustoszeje, z powodu upału? Choroby? Wieczorami wraca pożądanie, nikt nie myśli o religii.

-

R przemęczony, matka martwi się, bo zmniejszono oświetlenie – zimą będzie smutno. Serum nie chciała przyjąć – liczby nadal idą w górę do 202 dziennie, pojawia się dżuma płucna. Matka nie boi się jest już stara. Tarrou zna sytuację - dżuma przerasta możliwości lekarzy, serum nie ma i nie będzie. Przy tak słabej organizacji nie dadzą rady. Trzeba ochotników do pomocy. Tarrou to zorganizuje. Nie wierzy w chrześcijańską ideę kary. Dżuma ma dobre strony, zmusza do przemyśleń. Pyta, czy R wierzy w Boga, bo poświęca się dla innych – nie, nie wierzy. Wiejski ksiądz słyszy oddech konającego i nie wygłosiłby takiego kazania jak Paneloux – naukowiec. R leczy, broni ludzi, – przed czym? Śmiercią – to zwycięstwo jest zawsze tymczasowe. Tarrou sądzi, że dla R to niekończąca się klęska. Szanse, że przeżyje 1: 3, w mieście wszystko się psuje on to rozumie i zgłosi się na szczepienie.

-

Następnego dnia Tarrou zbiera pierwszą grupę ochotników. Narrator nie będzie przeceniał ich roli. Pochwala jednak ich wybory. Dr Castel przygotowuje surowicę na miejscu. Grand pomaga, jako urzędnik. Formacja Tarrou pracuje w biednych przeludnionych dzielnicach ucząc higieny. Zorganizowali też transport chorych. Statystyki powstawały od 18 do 20 tej., Potem Grand redagował ponownie pierwsze zdanie swej powieści. Tarrou i R pomagają mu w tych zmianach. Urzędnik jest wzruszony. Opuszcza się jednak w swej codziennej pracy. Zasypiając R słyszy w radio głosy solidarności z Oranem.

-

Rambertowi nie powiodło się w urzędach, szuka kontaktu z przemytnikami. Cottard ma takie znajomości i sam zarabia na przemycie. Zorganizował spotkanie z Garcią - chce wyjść, bo zostawił żonę we Francji. Jest dziennikarzem i przyjacielem. Raoul zorganizuje to za pieniądze. Cottard liczy na przyszłą wdzięczność dziennikarza. R i Tarrou znają Ramberta ostatnio mieszkał w tym samym hotelu. Sędzia Othon ma mniej pracy z przestępcami pospolitymi. Ludzie łamię jednak nowe rozporządzenia. Cottard traktuje sędziego jak wroga. Raoul wielki silny, w czarnym garniturze w prążki odesłał Garcię – 5 tys. franków kosztów. ZGODA. Jutro po obiedzie spotkanie w dzielnicy De la Marina. W hiszpańskiej restauracji. Tu Raoul z jakimś mężczyzną mają przekupionych strażników. Spotkają się za dwa dni w przedsionku katedry, potem przeprowadzi się i będzie czekał na stosowny moment. Gozales –piłkarz, futbol stał się ich wspólnym tematem. Dwa dni dłużyły się i R miał coraz więcej ofiar – przyjechało 10 lekarzy i 100 osób personelu. R. domyśla się, że Rambert planuje ucieczkę: odzyska pan ją. Tarrou zaprasza ks. Paneloux do pomocy – zgodził się. R cieszy się, że ojciec okazał się lepszy od swego kazania. Rambert spotyka się dwa razy z Gonzalesem, poznaje strażników Marcela i Louisa – braci. Służbę zaczynają za 2 dni potrwa tydzień. Są 4 osoby na bramie zachodniej w tym 2 zawodowych wojskowych, którzy nie są wtajemniczeni. Spodziewają się podwojenia straży na zewnątrz miasta. Zaliczki nie dostaną, cała kwota przy wyjeździe – to przyjaciel. R i Tarrou spotykają go w barze, gdzie pije – hałas. Tarrou uważa, że Rabert by się im przydał. Następnego dnia nie ma w barze Gonzales, Rambert zapomniał o żonie – myślał tylko o ucieczce. Następnego dnia Cottard, R i Tarrou spotykają się – jeden z zarażonych wyzdrowiał. Cottard martwi się, bo aresztowano by go, gdyby nie dżuma. To nie było morderstwo, to, co popełnił, ale sprawa była poważna – roboty przymusowe lub więzienie. Odwiedza Gonzalesa, ale kontakt z Raoulem był utrudniony z powodu zamykania dzielnic. R i Tarrou słuchają płyty Saint James Infirmary 2 strzały – pies lub ucieczka. Rambert walczył w Hiszpanii, mógłby zginąć dla idei. R – uczciwość – jedyny sposób walki z dżumą, nie chce odwodzić Ramberta, bo sam go rozumie. Dopiero przy wyjściu Tarrou mówi mu, że żona R jest w sanatorium. Rambert nie wiedział, następnego dnia przyłącza się do pomocy – do czasu, aż ucieknie.

III

W połowie sierpnia dżuma przysłoniła wszystko, rozłąka i samotność. Wiatr niosący piasek i papier y, po spalonych słońcem ulicach. Dotąd choroba zabijała ludzi w gęsto zaludnionych ubogich dzielnicach, teraz uderzyła w handlowe. Na zachodzie miasta pojawiły się pożary. Podpalano własne domy, by zabić chorobę, duże ryzyko, bo kara więzienia oznacza śmierć. Choroba zabijała więźniów, wojsko i zakonników. Klasztory rozwiązano, mnisi trafili do pobożnych rodzin, wojsko podzielono na małe garnizony. W tym czasie grupy zbrojne atakowały bramy nocą – byli zabici i ranni, ale kilka ucieczek powiodło się. Okradano spalone i opuszczone domy. Władze wprowadziły stan oblężenia, ale rozstrzelania przeszły bez echa. Miasto wreszcie zaciemniono – od 11 cisza. Noc w sercach. Pogrzeby pośpieszne i bez formalności, krewni byli przy chorych, lub przechodzili kwarantannę. Podpis, zamknięta trumna, wyjazd na cmentarz, stempel na przepustce, ksiądz, bo odwołano nabożeństwa w kościołach – 15 min. Bliscy początkowo cierpieli z powodu formy pochówku, ale głód i kolejki odwracały uwagę. Potem brakowało trumien, płótna i miejsc na cmentarzu. R miał w szpitalu 5 trumien, których używano wiele razy. Potem w ogóle zakazano udziału krewnych w pogrzebach (doły z wapnem) Zbiorowe mogiły mężczyzn i oddzielnie kobiet. Zmarło też wielu sanitariuszy i grabarzy. Epidemia jednak wywołała bezrobocie, a nędza była silniejsza od strachu – ludzi do pracy na mogiłach nie brakowało. W końcu epidemia się nasiliła i ciała spalano po wschodniej stronie za murami. Zwłoki dowoziły tramwaje bez ławek. Dymy przeszkadzały mieszkańcom, to skierowano je dalej. Liczbowo dżuma zatrzymała się na stałym poziomie i już nie było ryzyka, że trupy będą gnić na ulicach. Trwa rozłąka, ludzie tracą pamięć i zdolność odczuwania wielkich uczuć. Monotonia i przekonanie, że to się musi skończyć. R uważa, że przyzwyczajenie się do rozpaczy jest gorsze niż sama rozpacz. Ludzie jakby spali, zrezygnowani, pobłażliwi, rozłączeni – dreptali wieczorami i szurali nogami.

IV

Wrzesień i październik trwa epidemia mgły i deszcze. Drozdy omijają miasto. Ludzie są zmęczeni Rembert kieruje sekcją kwarantanny w swoim hotelu, mimo, że spodziewał się rychłej ucieczki. Nie wiedział jednak, czy choroba rozwija się, czy cofa. Grand słabego zdrowia – nadal robi statystyki, ale nie potrafi podać głównego zestawienia. R Tarrou i Rembert są silni i odporni. Zonie R pogorszyło się w sanatorium a rozłąka trwała za długo. Tarrou zajmował się Cottardem i przeprowadził się do R. Dr Castel przygotował swoje serum. I podał umierającemu synkowi Othona. R patrzył, jak Castel się zestarzał i sam odczuł swoje zmęczenie i nadwrażliwość – nie panował nad emocjami. Teraz już nie ratował. Zarządzał tylko izolację. Gdy mówiono, że nie ma serca czuł nienawiść, która pozwalała mu pracować 20/24. On i najbardziej zapracowani i przemęczeni ludzie zapominali o własnych regułach dezynfekcji – to było prawdziwe niebezpieczeństwo! Cottard nadal zadowolony trwał na uboczu, po spotkaniu z nim Tarrou zanotował, że rośnie on! Nie było już policji i dawnych zbrodni, akt i przesłuchań. W powszechnych dancingach nie uczestniczył. Samotny dzięki dżumie. Przyglądał się jak ludzie trwonią majątki, jak obnoszą się ze sobą pary, które dawniej próbowały się ukrywać. Ludzie korzystali ze wszystkich przyjemności. Raz w operze byli świadkami śmierci aktora i ucieczki publiczności „Orfeusz i Eurydyka”.

-

Rambert pomagał Tarrou, ale w wyznaczonym dniu poszedł na spotkanie z Gonzalesem Marcel i Louis zaprowadzili go do swego domu w dzielnicy De la Marine, jedli ryż, którego już brakowało w mieście. Trzeba było znów czekać 2 tyg. Na zmianę warty, w tym czasie Rambert ciężko pracował. Upił się kiedyś ze zmęczenia i obawy, wzywał żonę krzycząc. R wspomniał mu, że pan Othon przestrzega, że zwraca na siebie uwagę w kołach przemytników. R doradza mu, by się pośpieszył. Rembert zamieszkał u Hiszpanów. Ucieczka ma być jutro, bo jeden ze strażników zachorował a drugi ma kwarantannę. Rambert idzie pożegnać się z R Tarrou nie chce by mu przeszkadzał przy chorych – oświadcza jednak, że zostaje – jest stąd.

-

Pod koniec października zachorował syn sędziego Othona, wypróbowano na nim serum Castela. W hotelu trwała kwarantanna matki i córki on będzie musiał iść na stadion, bo nie ma miejsc. Szanuje przepisy, które sam zatwierdził. Dziecko nie reaguje na lekarstwo. Odrętwienie i konwulsje. Paneloux był już zmęczony. Grand wyczerpany, miał tylko chwilę. Rambert zrezygnował z palenia. Tarrou, nie może patrzeć na agonię dziecka. Wydłużyli mu surowicą cierpienie. Atak chwilowo minął. Kościste ciało pozostało rozkrzyżowane. R i Castel konsultują – nie było polepszenia porannego – zwierzęcy krzyk dziecka. Paneloux się modli. Dziecko cierpi dłużej niż powinno. Pod wieczór wiadomo, że to koniec. Umiera. R nie wytrzymał tego cierpienia. Dziecko było niewinne, ma pretensje do Paneloux za jego kazanie. BUNT przeciw Bogu – kochać to jest łaska. Pracują razem ponad bluźnierstwami dzieci są torturowane. Zrozumiałem mówi Paneloux R nienawidzi śmierci i zła. Ksiądz się modli. Jeden pracuje dla zbawienia, drugi dla zdrowia. Paneloux pisze rozprawę „Czy kapłan może radzić się lekarza”? W pierwszym szeregu ratowników napięcie rosło. W tym samym czasie podawano sobie przepowiednie, noszono w mieście medaliki Św. Rocha, nie chodzono na msze i porównywano liczby zmarłych z innymi epidemiami. Snuto proroctwa końca epidemii. Egzaltacja, Nostradamus i numerologia, Św. Otylia, proroctwa apokaliptyczne o cyklach wydarzeń. Czytali je sami mężczyźni. Piszą o nas! Paneloux głosi kazania, ale ludzi jest mniej. Cierpienia dziecka nie można zrozumieć. To próba dla chrześcijanina. Dżumy nie da się wyjaśnić. Religia czasu dżumy nie była religią codzienną. Nieszczęście to Łaska Boża, która umacnia – wszystko albo nic. Czyśćca nie ma zbawiony, lub potępiony. Właśnie cierpienia dziecka trzeba zaznać. Bóg chce go dla chrześcijanina – sedno wyboru. Cierpienia dziecka, jako gorzki chleb. Oddać się woli bożej. „Bracia trzeba być tym, który zostaje, iść naprzód i czynić dobrze”. W kazaniu wspomina biskupa, który zamknął się przed zarazą. Na koniec kazania wiatr przyniósł zapach deszczu. R rozmawia z Tarrou, Paneloux przeniósł się do pobożnej niewiasty. Rano nie stracił wiary i nie zatrzymał się, ale źle się poczuł. Kobieta zaparzyła mu ziół. Gospodyni widzi, że jest chory, ale on nie chce lekarza. Gorączka i ból gardła, typowych objawów nie ma. R to dżuma i nie dżuma zostaje odizolowany, trzyma krucyfiks. Rano umiera plując krwią.

-

Chłody na Wszystkich Świętych. Grobów nikt nie odwiedza i nikt nie myśli o zmarłych. Liczba zachorowań nie wzrasta. Wykres, który wspiął się w górę teraz zatrzymał się. Dr Richard jest zadowolony. Serum Castela zaczyna działać? Szpitale i lazarety we wszystkich obiektach publicznych. Odmiana płucna dżumy szybko się rozprzestrzeniała. Spekulacja żywnością i brak zapasów, hasła chleba albo powietrza. Pierwsze manifestacje. Obozy odosobnienia Rambert i Tarrou na stadionie Gonzalesa – pełno ludzi, setki namiotów, bezczynność. Pan Othon chce ich widzieć. Zapewniają go, że dziecko nie cierpiało. Nie mogą chwilowo nic dla niego zrobić.

-

Obozów było wiele. Odór ludzi, konflikty z administracją, wrzask megafonów. Zimne poranki listopadowe i deszcze. R i Tarrou z wizyta u astmatyka. W mieście szykuje się coś niedobrego. Razem idą na taras – latarnia morska daje sygnały ostrzegawcze statkom, by omijały port. Widok jest piękny – jakby dżumy nie było. Godzina przyjaźni – noc Tarrou opowiada o swojej młodzieńczej niewinności. Jego ojciec był zastępcą gubernatora, byli bogaci. Dzieciństwo miał szczęśliwe, ojciec miał przygody, ale nie był złym człowiekiem. Czytał zawsze rozkład jazdy pociągów Chaixa – wiedział wszystko. Gdy Tarrou miał 17 lat ojciec zabrał go na rozprawę i był świadkiem wyroku śmierci. Miał na sumieniu wiele wyroków. Winny miał około 30 lat i był przerażony tym, co zrobił i tym, co mi zrobią. Wyroki wykonywano. Gdy ojciec wstawał wcześniej. Z domu wyprowadził się dopiero po roku. Ojciec szukał go dopóki nie zagroził samobójstwem – wtedy doświadczył biedy, nauczył się 1000 zawodów. Powiodło mu się w interesach, ale interesowały go tylko wyroki śmierci. Walczył z nimi w całej Europie. Kolejną egzekucję widział, jako dorosły na Węgrzech. Pyta, czy R widział rozstrzelanie. Rana jest tak duża, że można włożyć pięść. Walczy z każdą dżumą, ale wie, że swymi podpisami też zabijał. Wielkich w togach i małych zwykłych. Stracił spokój myśląc jak nie zostać zadżumionym. Nadzieja dobrej śmierci, ulżyć ludziom. Sam porzucił wszystko, co powoduje śmierć, lub usprawiedliwia zabójstwo. Każdy nosi w sobie dżumę – nikt nie jest wolny – ja z nią walczę. R skazał się pan na wygnanie, gdy inni tworzą historię. Ambicja być niewinnym mordercą.

Postanowił stanąć po stronie ofiar, tu szuka drogi do spokoju – poprzez sympatię. Ambulans, starcia przy bramach, będą jeszcze większe ofiary. Marzenie ma prozaiczne – wykąpać się w morzu – mogą iść jedynie na molo. Nie można żyć tylko chorobą – trzeba kochać. Opis morza nocą, molo, R o Tarrou pływają, woda jest ciepła. Dżuma zapomniałą o nich.

-

W grudniu liczby nie spadały mimo chłodu, życie bez przyszłości. Otwierają jeszcze jeden szpital R przebywa z chorymi na odmianę płucną – zakażeń jest coraz więcej. Pacjenci próbują pomagać lekarzom. List od pana Othona z obozu, administracja zgubiła jego dokumenty i nie chcą go wypuścić. Rambert doprowadził do zwolnienia sędziego. Wolny bierze urlop i pomaga, jako ochotnik. Rambert listownie skontaktował się z żoną, odpowiedzi jednak nie było. Cottard wzbogacił się na przemycie. Boże Narodzenie – puste i ciemne sklepy, tramwaje pełne posępnych postaci. Święta piekła nie Ewangelii. Towary dostępne tylko dla najbogatszych, nadzieja w upieraniu się przy życiu. R czeka na Granda i jedzie z Rambertem go szukać – odnaleźli go przed sklepem, gdzie oświadczył się kiedyś. Był zapłakany – wróciło wspomnienie Jeanne. Świat bez miłości jest martwy, R go rozumie. Grand ma gorączkę i traci przytomność. Tarrou go pielęgnował. Chory prosi o rękopis 50 stronic z jednym zdaniem i pierwsze zdanie listu: „Moja droga Jeanne dziś jest Boże Narodzenie” kazał to wszystko spalić. R podaje serum – pewny, że urzędnik nie przetrzyma nocy. Tarrou został przy umierającym. Nazajutrz Grand wyzdrowiał, choć był zmęczony. Wieczorem byli pewni, że przeżyje. Potem podobnie ozdrowiała dziewczyna i 4 inne osoby. W tym czasie pojawiły się szczury. Astmatyk pacjent R widział 2. Statystyki potwierdziły cofanie się choroby.

V

Do radości było daleko, mimo statystyk. W styczniu było zimno i dżuma wyczerpała się w ciągu 3 tygodni. Nasilała się, co prawda w jednych, ale cofała w innych dzielnicach. Serum, tylko pojedyncze osoby umierały – mimo nadziei. Tak umarł Othon. Ciche ulice i tłumy wieczorami, ludzie nie dowierzali, że przyjedzie pociąg, czy przypłynie statek. Będzie można znów jeździć samochodem. Nadzieja i nowe próby ucieczki z miasta, które zaskoczyły władze. Sceptycy uznali nadzieje za złudne. Osoby cierpiące z powodu rozłąki wpadały w panikę. W tym samym czasie optymizm – obniżyły się ceny. 2 klasztory organizowały się na nowo, wojska wróciło do koszar. 25 stycznia spadły statystyki i władze ogłosiły cofanie się epidemii. Bramy zostaną zamknięte jeszcze przez 2 tygodnie, profilaktyka 1 miesiąc. Ludność wieczorem wyległa na oświetlone jasno ulice. Ulga w żałobie i strach o bliskich w szpitalach i ośrodkach kwarantanny. Tarrou, R i Rambert za bardzo zmęczeni, by się cieszyć – zobaczyli pierwszego od wiosny kota.

-

Cottard zaczął się bać – zanotował Tarrou, ale pismo było mało czytelne. Pisał też o starcu plującym na koty, że zniknął, że Grand wyzdrowiał, o matce R, że przygaszona przysiaduje przed oknem. Cottard martwi się, że choroba się skończy, zmienia się jego usposobienie, ma nadzieję, że urzędy długo będą miały trudności z normalna pracą. Tu kończą się jego notatki 2 dni później pani Rieux powiedziała synowi, że Tarrou jest chory. R robi mu zastrzyk i zostaje przy nim, zatrzymując w domu. Wieczorem pogorszenie stanu, czuje, że umiera. R spodziewał się przesilenia nad ranem, Matka też została z chorym odeszła dopiero nad ranem – wzięła leki. Rano spadła gorączka, ale wróciła w południe. Tarrou umarł. Noc spędzili w ciszy R nie zazna już spokoju, był zmęczony, matka mówi by wyjechał w góry. Rano otrzymał telegram sprzed 8 dni – żona umarła.

-

Luty – o świcie otwarto bramy: zabawy, pociągi, statki, ruch i gwar. Przyjechała żona Ramberta – ŚWIĘTO, salwy armatnie, pijatyka bez troski o jutro, orkiestry i pary kochanków. R idzie wśród gęstniejącego tłumu. Choroba nie dała odpowiedzi tym, którzy pragnęli rzeczy wielkich. Zwykli ludzie powracali do ludzi.

-

Kronikę pisał R doktor Bernard Rieux mógł łatwo obserwować miasto, ludzi i chorobę. Tego dnia szedł na ulicę Granda i Cottarda. Zatrzymał go kordon policyjny. Ktoś strzela do ludzi, proszą by, jako lekarz został, mogą być ranni. Grand nadszedł i widzi, że strzelają w okno Cottarda. On zabija psa, strzały policyjne rozbijają okiennicę. Szturm pod osłoną karabinu maszynowego - mają go. R prześladuje odgłos uderzenia pięści w twarz furiata. U starego astmatyka radość, że miasto się bawi. Starzec pyta o Tarrou – umarł na dżumę. R idzie na taras, by popatrzeć na bawiący się tłum, odczuwa ból straty: żona, Tarrou, Cottard i inni.

R wie, że bakcyl dżumy nie umiera, trwa w meblach i bieliźnie, by posłać kiedyś w miasto szczury, by umierały w mieście pośród szczęśliwych ludzi.

by Adam Mac Swan