Edgar Allan Poe Eleonora


ON pochodzi z rodziny o dużej wyobraźni i uczciwości, uchodzi niekiedy za szaleńca – obłęd, inni mają go za inteligentnego. Idzie za nim wielkość i sława, czy uszczerbek intelektualny.

Marzyciele wiedzą o wielu rzeczach – maja przebłyski wieczności i Tajemnicy, poznają Dobro i Zło. Jest obłąkany – stan rozsądku, lub mrok i zwątpienie.

Wspomnienie ukochanej z młodości – siostry ciotecznej Eleonory. Mieszkali razem w Dolinie Barwistych Traw w podzwrotnikowym słońcu, na uboczu, wśród gór, samotni z jej matką. Błękitna Rzeka Milczenia (jej kolor ustępował tyko kolorowi oczu Eleonory) łączyła się z wodami strumieni. Zieleń łąk, kolor kwiatów, pieśń ku chwale miłości i Boga. Kępy drzew wznoszących się ku słońcu o korze podobnej do rumieńców Eleonory. ON błądził z Eleonorą trzymając się za ręce, gdy miała 15 lat on 21 zakochali się w sobie. Zaczęli intensywniej odczuwać, inaczej odbierali kolor kwiatów, ryby i ptaki. Uroda Eleonory była anielska – szczera i niewinna, ale przeczuwała zmianę.

Zrozumiała, że palec śmierci spoczął na niej, martwiła się, że po jej śmierci ON odda się innej. ON przysięga, że innej nie weźmie i wzywa Stwórcę na świadka! Jeśli weźmie inną, niech go spotka kaźń – Umarła kilka dni później, obiecała, że jej duch powróci i będzie nad NIM czuwał.

Drugi okres życia w mroku i częściowej niepamięci, ale czas upływa, w cichej dolinie zaszła zmiana, znikły kwiaty, zieleń się zmieniła, nie było rybek i ptaków. Eleonora dotrzymała słowa, wokół NIEGO czasami unosił się zapach anielskich kadzideł, niewidzialne usta GO całowały, budząc GO ze snu śmierci. Pewnego dnia odszedł z Doliny.

***

Obce miasto, przepych dworu, szczęk oręża i uroda kobiet, ale przysięgi złożonej Eleonorze dotrzymał mimo, że przestała GO odwiedzać! Świat poczerniał, póki nie pojawiła się dziewczyna z obcego kraju na dworze – czarodziejka Ermengarda! Szał uniesień! Myślał tylko o niej i poślubił ją. Raz tylko usłyszał za oknem zwolnienie z obietnicy danej Eleonorze i zapowiedź ujawnienia powodów w Niebie.

by Adam Mac Swan