Henryk Sienkiewicz Jamioł


Miasteczko Łupinoskóry, nieszpór po pogrzebie Kalikstowej, Baby zostały, by śpiewać pieśni. Ciemność zimą o 16.00 2 Świece koło cyborium, widać tylko nogi Ukrzyżowanego, inne już tylko dymią. Dziad i chłopiec porządkują schody prezbiterium, wróble dobijają się do okien. Kilka łojówek, tam gdzie przy drzwiach siedzą kobiety. Jedna z lampek oświetla chorągiew z wyobrażeniem piekła i grzeszników. POSĘPNIE! ‘Wieczny odpoczynek’ do każdej modlitwy. Marysia córka Kalikstowej (10 l.) oczy duże, niebieski, spokojne (bezmyślne), włosy jasne- nie jest jeszcze świadoma swej straty. Dziad dzwoni, baby wychodzą na rynek.

Kulikowa zabiera Marysię ze sobą – pojedzie do Leszczyniec do dworu może sierotę przygarną choćby do kredensu. Ciemno i wilgotno na dworze BŁOTO. Miasteczko nędzne i posępne (ruch już ustaje), katarynka w pustym szynku kobiety wypijają po kieliszku i pół dają Marysi – sierota nie zazna dobroci. Same wspominają zmarłą – chorowała, ale papiery do kolonii uporządkowała Kapuścińska wspomina zmarłego męża, rozczulają się nad dzieckiem i sobą, piją – Kulikowa mówi TYŚ SIEROTA JAMIOŁ NAD TOBĄ – inne zgadzają się. Dziecko płacze Jamioł ze skrzydłami.

Wojtek Marguła zatrzymał konia i wszedł na półkwaterek wódki. Kulikowa prosi by zabrał dziewczynkę do Leszczyniec – zabierze – kazali mu. Wódka niedobra, za słaba, każe podać lepszej z arakiem? Upił się troszkę – w tym samym czasie Pan we dworze w Łupinoskórach pisał artykuł o prawie propinacji dla dworów. Wojtek dopił zabrał dziecko, zapomniał latarki, która przygasła. Kobiety spały. Sanie jadą przez śnieżną noc Wojtek śpiewa, zasypia, zgubił listy. Marysi za zimno, wspomina matkę, zasypali ją. ROZPŁAKAŁA SIĘ Z ZIMNA.

Pan pisał – wódka w zimie rozgrzewa i jest pociechą dla ludu. W tym czasie konie weszły w las, stanęły i zrzuciły sanie do rowu. Marysia budzi śpiącego, ale nie może dobudzić. Marznie przy saniach, w końcu zaczyna iść, śnieg wysoki, drogę znała, bo chodziła z matką do kościoła. Las był jednak ciemny i cichy, wiatr nie wiał.

Dziewczynka zmęczyła się idąc, buty miała za wielki przeszkadzały jej w kopnym śniegu, spadały. Rączka jej marzła, bo trzymałą w niej dziesiątkę od Kulikowej. Płakała, zwalniała ze zmęczenia – LAS SŁYSZAŁ. Sen ja ogarnia siada pod drzewem, wydaje się jej, że widzi matkę. Przyjdzie Anioł? Znała go z obrazu – wisiał u matuli z leliją i skrzydłami PRZYJDZIE! Słychać ktoś idzie - nad dzieckiem pojawia się szara ohydna trójkątna głowa… straszna…

by Adam Mac Swan