Henryk Sienkiewicz Janko Muzykant


Chora chłopka, rodzi chore dziecko, kumy posyłają po księdza. Kowalka Szymonowa chce ochrzcić dziecko z wody, inna doradza, to samo, by nie stało się strzygą. Zapalają gromnicę, chrzczą dziecko nadając imię Jan i odsyłają jego duszę. Dziecko wbrew przekonaniu przeżyło i cicho płakało. Uspokojona matka też doszła do zdrowia i po tygodniu wyszła do pracy. Dziecko chorowało do 4 roku życia, gdy okukała je kukułka. Wyzdrowiało i dożyło 10 roku.

Chudy, opalony z wydętym brzuchem, zapadłymi policzkami, płowymi włosami i wytrzeszczonymi oczami. Zimą za piecem komornicy cierpiał z zimna i głodu. W jednej koszulinie i słomkowym kapeluszu, drży był głodny zbierał grzyby, miał szczęście, nie trafił na wilki. Był mało rozgarnięty, nie nadawał się do roboty – pociechy z niego nie będzie.

Reagował tylko na muzykę, którą słyszał wszędzie. Bity słuchał grania wideł, czy boru nie pracował. Wiosną robił fujarki, nie mógł chodzić do kościoła, bo zachwycały go organy, nocą stójkowy widywał go jak pod karczma słuchał skrzypiec i basetli. Skrzypki zrobił sobie z gonta i końskiego włosia, ale grały cicho. Marzył, tęsknił i głodował. Chorował, z tęsknoty. Lokaj we dworze miał skrzypce, na których grywał służącej. Janko zakradał się przez łopiany i patrzył na wiszący instrument. Błyszczący i przywołujący go do siebie. Z kredensu. Woła go jakby po imieniu. Zostaje złapany na próbie kradzieży i pobity. Bicie, płacz, sąd wójta, do więzienia go nie poślą, stójkowy miał dać mu rózgi. Dziecko krzyczy i żałują skrzypek. Matka musi zanieść dziecko do domu. Chory już nie wstanie, słyszy śpiew kobiet wracających od siana, jeszcze pyta matki, czy dostanie skrzypki na tamtym świecie i umiera. Nazajutrz państwo z dworu wracają z Włoch, szczęśliwi podziwiają talenty owych ludzi.

by Adam Mac Swan