Isaac Bashevis Singer Wykład


1

Wykład w Montrealu zima, śnieg i mróz, zasypane wioski. Wykładowca przygotował się jak na wyprawę na Biegun, z butelka koniaku i rękopisem o przyszłości jidysz w kieszeni. Dworzec ludzie ubrani lżej i bardziej beztroscy – czy wiedzą, że żył Hitler i Stalin? Dreszcz, ma powiedzieć, jidysz ma przyszłość, skąd ten optymizm? Widać, że język ginie. Wspomnienie z Polski, Żydzi podróżowali zaczepieni o poręcze pociągów, strajki kolejarzy… Tu miękko i wygodnie, punktualnie, nie ma żandarmów, słoniny i wódki pitej z butelki. Nikt nie oskarża Żydów o zdradę państwa. Murzyn w białym fartuchu zapowiada lunch. Jadą pejzaż coraz bardziej zimowy, zmierzch, śnieg, robiło się chłodno w przedziale. Kończy się amerykański sen, na zimnie ludzie też piją z butelki, ktoś zjada hot – doga podłoga staje się mokra i zabłocona, mróz wychodzi na okna.

Pociąg zatrzymuje się w rzadkim lesie, śnieg po kolana wrony pracownicy biegają nerwowo, blisko jest granica Kanady. NOC. Inni rozmawiają w grupach on sam OFIARA własnej izolacji, wstydliwości i alienacji. Czytanie to zniewaga wobec współpasażerów. Koniak – biada wykładowi! Nikt na niego nie zaczeka i będzie musiał iść do hotelu. Wyprawa jak na BIEGUN? Koniak pomaga, lekka drzemka, ma krakersy, nie umrze inni chodzą do baru i restauracji. Alkohol – NIRWANA – jest mu wszystko jedno.

2

2 30 na miejscu nikt nie czekał, zimno. Na stacji kulawa kobieta z dziewczyną. Słowianki? Polki? Znają go, staruszka jest córką rabina poznała, wrócił na stację, bo nie było taksówki. One zaczekały jest jej ulubionym pisarzem, ona była w obozie hitlerowskim. Młoda Binełe zaprasza go, język przywołuje wspomnienia chleba razowego z kminkiem, twarogu i nosiłek do wody.

Córka też ocalałą z hitlerowskiego obozu zagłady, synowie zginęli. Miały dla niego hotel, ale staruszka zapomniała nazwę podaną przez naczelnika, a ich mieszkanie nie jest wygodne, mimo tego go przyjmą. Dziewczyna chce ponieść walizkę, w obozie dźwigała znacznie więcej. My Żydzi tułamy się wśród ślepych złoczyńców. Taksówka zawozi ich na uliczkę przypominającą polskie miasteczko. One zapłaciły Smród nędzy przeniesiony ze starego kraju. Lampa naftowa, potłuczone kubki, ale to PAŁAC po tym, co przeszły.

3

Składane łóżko, 2 koce, świadomość, że zgubił referat. Wykład przełożono z powodu pogody, ale tekstu i tak nie było. One nie śpią, to przypadek freudowski – nie chciał go wygłosić to zgubił! ZASNĄĆ! Jak? Myszy – pomyślał, że żywy z tego nie wyjdzie. Wyobraził siebie na pryczy w obozie zagłady. Krzyk Binełe Mame, Mame! Umarła? Nie ma zapałek, ciemno, nie ma jak wezwać pomocy. Prosi, by jej pomógł, bo została sama na świecie. Może pijak ma zapałki? Oboje są półnadzy i zziębnięci, łóżko składane rozpadło się, gdy wstawał, serce zaczyna mu walić, jeszcze sam umrze. Pijak okrył Binełe, w świetle widać, że staruszka nie żyje. Uspokojenie histeryczki krzyk, równowaga, choć był nieprzytomna z żalu.

Świt za oknem, dziewczyna nie ma nikogo. On zostanie przy zmarłej, ona zadzwoni na policję. Z amerykańskiego snu do najciemniejszych dni w Polsce. Wróciły chłopięce lęki. Sąsiad nie mówi po angielski i wychodzi. Teraz nie chce już wykładu, chce wrócić tylko do Nowego Yorku. Binełe nie znalazła telefonu, wróciła zaśnieżona – OFIARA HITLERA i zagubiony pisarz. Przylgnęli do siebie. Przysiągł na duszę jej matki, że jej nie opuści. Czekała tylko na twój przyjazd powiedziała dziewczyna mdlejąc w jego ramionach.

by Adam Mac Swan