Edward Redliński Konopielka


Tekst pisany gwarą podlaską lata 70 te XX wieku. Jesienny poranek wiejskie chaty gospodarzy. Trudny poranek, przeciąganie się, wychodzenie z pod ciepłych pierzyn, drapanie się, odpluszczanie oczu. Latem widać brzezinkę za rzeką i słońce – teraz jest ciemno.

W ciemności słychać śpiącą żonę Handzię (H), starsze dzieci w nogach łóżka, maleństwo w kołysce między łóżkiem i piecem – żyje. Chrapanie ojca na piecu. Brat wstaje w swojej części domu. Potem po omacku 40 gospodarzy wychodzą na próg i sikają pod płot, pokrzyw już nie ma, bo zmarzły. Ciemność bura. Pogoda nie na pracę w brzezince, a na pracę w stodole – do cepa. Kubek zimnej wody i skręcana machorka. Papieros zapalony od wczorajszego węgielka.

Na pracę za ciemno myśli Kaziuk (K). Myśli i nie myśli przed popielnikiem. Zasypia i nie zasypia, aż papieros zgasł. Budzi żonę, ona zziębnięta zakrywa cycki rękami, bo zimno, śniło się, że biła dzieci, co znaczy, że będą goście. Ojciec też się budzi. H mało widzi idąc doić przewraca stołki. Gospodarz może jeszcze posiedzieć, ona wraca z krzykiem! Krowa Raba ocieliła się miesiąc przed czasem. Cielę rodzi się żywe, ale opiekuje się nim kobyła! Zabierają je do domu, okrywają, ogrzewają słomę na posłanie. K idzie po Kuśtyka, kaleki sąsiad zna się na krowach – ktoś ją bił! K mówi, że cielnej krowy się nie bije. Kobyła wylizywała cielę? Wspominają innego sąsiada i jego czarnego barana (diabeł?). Odczyniają uroki, mleko przelewają przez poświęcony wianek. Gospodarz daje jeść kobyle i krowom, żona świniom i kurom. Jest dobrze, jest porządek. Dziecko płacze H pyta, kto wyjadł cukier? K nie odpowiada, kazał jej zamilknąć i szykować śniadanie, bo kłóciła się z Tatkiem. Malutkie dziecko ssie gałganek z cukrem, potem krzyczy, bo Ziutek – najstarszy syn zabrał gałganek z cukrem i uciekł pod łóżko. Zbity rozpłakał się z nim pozostałe dzieci i brata Michała za ścianą z desek też. K każe in dać na chleb cukru – cisza. Dziadek też dostał, gdy przyznał się, że wczoraj podbierał. H karmi noworodka, K cielę.

Żona przynosi jajko, kura ukryła drugie, K szuka u brata, denerwuje bratową. Znaleźli je w gałęziach, ale H rozdusiła. K zbił ją za stratę, Tatko obrażony przez synową chce ich wydziedziczyć i wygonić. Na domiar złego pojawił się dziad żebrak. Wściekły K poszczuł go psem i wypędził, potem zbił psa, który ugryzł swego pana, zbił krowę, bo ryczy. Żona zapłakana podaje kapustę z kartoflami, jedzą wszyscy. Jedyny kawałek mięsa przeznaczony jest dla gospodarza, bo pracuje. Ziutek dostaje łyżką, bo próbuje go zjeść. Tatko zły mówi, że źle było przepędzić dziada, bo dawniej święci tak chodzili. Swoich dziadów znali, i wiedzieli, kiedy przyjdą – ten był inny. Wysyłają Ziutka, by sprowadził go na zupę, nie wiedzą jak właściwie się tu dostał przez bagno

Przyszli sąsiedzi Dunaj sołtys, Domin rajko i Filip durny, sprowadził ich Szymon kaleka chcą sprawdzić wyrodzonego cielaka – ma w sobie coś z konia. Zapatrzyła się krowa – to znane im zjawisko, przykład sąsiadki ciężarnej, która zapatrzyła się w dzika i jej syn ucieka teraz do lasu, Inna zapatrzyła się w wodę – syn utonął, inna w księżyc – dziecko urodziło się łyse. Pośmieli się uspokoili. Gorsza rzecz wydarzyła się we wsi widziano nieboszczyka sąsiada Grzegora, który zmarł po ukąszeniu żmii Dzięwiętuchy. Wezwali sąsiadkę, bo stukało jakby ktoś młócił cepem. Poradzili jej żeby przebiła kołkiem osinowym. Dziad przyszedł, zjadł i pobłogosławił cielę. Dziad straszy gospodarzy nowym porządkiem świata – to od diabła! Krowy się źrebią, chłop z chłopem i baba z babą śpią, wilki latają, bociany pływają. Matki porzucają dzieci i odchodzą od mężów. Najgorsze kosami rżną zborze WIESZCZY dziad.! Mówią, że to pewnie z niemiecką granicą? Tu za rzeką! A w miastach? Sodomagomora: w dzień śpią, w nocy pracują, w piątki nie poszczą i Dnia świętego nie szanują! Surażaki mówią, że wasze bagno będzie osuszone. JAK TO?!!! Myślą, że dziad kpi. On dalej przyjadą do was kusić, bo to ostatnia wioska, co żyje po dawnemu – po bożemu! – Przyjadą MASZYNĄ! Tatko pyta, czy wojny nie będzie. W świecie cały czas są wojny, ale daleko. Pan Bóg stary, nie daje rady. Żona przynosi wiadomość. DO Dunaja przyjechał urzędnik maszyną (motorówką).

Dunaj wzywa 40 gospodarzy. Wójt z Suraża w krawacie, urzędnik z powiatu i uczycielka. Świat się rozwija, a wasze Taplary to wioska zacofana. A to dobrze, czy kiepsko? Pyta Domin. To źle! Bród, głód i zabobony – to idźcie stąd, jak wam śmierdzi! Urzędnik przeprasza, ale to Ojczyzna wzywa – nam nic do tego! My tutejsi. Oszukać chcą! Odpowiada im urzędnik z Suraża. Zakopany jest na górce złoty koń wykopcie na 100 lat straszy dla całej wsi – diabeł pilnuje odpowiadają! Macie święconą wodę! Tylko marzycie i boicie się sprawdzić, bo tam nic nie ma. Chcecie żyć bogato? Zacznijcie jak inni od szkoły i elektryczności. O szkole opowie uczycielka chuda w czarnych włosach. W tej sali dzieci w wieku 7 –14 lat przymusowo. Starsze jak chcą rano młodsze Książki i zeszyt dostarczą. Wieś da salę i nocleg i utrzymanie uczycielce. Inżynier od elektryczności pyta, czy byli w Łapach lub Białymstoku? Lampy elektryczne, gotowanie, pranie i radio. Elektryczność dostaniecie, tylko silniki trzeba będzie kupić do maszyn - liczą – nie opłaca się! Śmiechy – żony nie odprawi, a pod pierzynę, kto wejdzie? Śmiech, szyderstwa, wójt – robotę szybciej zrobicie maszynami będziecie mogli leżeć dłużej z babą pod pierzyną. Duch zjawa? Pojawia się na chwilę za oknem uczycielka się przestraszyła. Ludzie! Co wy? Chcecie całe życie w szuwarach siedzieć z dziećmi? Góry za Bokinami będą przekopane, cała woda zejdzie Zebranie zakończyło się śmiechem i puszczaniem bąków przez gospodarzy. U Dunaja urzędnicy źli K wraca do domu. U sąsiadki ktoś młóci – duch? Wraca, w domu sagan z krupnikiem, myśli o minionym dniu. Żona zła o pobicie za jajko. Co zrobią urzędnicy, na co im szkoła i jeszcze ten dziad? K myśli o kobietach w sukienkach, zaczepia żonę i spełniają obowiązek. Ożenił się kilka lat temu, bo matka umarła i rok żyli bez kobiety. Rajko zabrał go do najbardziej nieprzystępnej panny we wsi. Handzi Pietruczanki. Kawał baby, tłusta, cycata, wszystko miała na miejscu, choć ludzie gadali. Przypili po pół szklanki. Od tego czasu rodzi, co 2 lata przed Św. Wojciech, potem może pracować w polu. Rano przyszedł dziad, urzędnicy odpłynęli, uczycielka została, dobrze jak trochę nauczą się czytać. K pyta o złotego konia, jest ciekaw, to przeklęte. Noworodek Jadzia płacze gorączka – przeciągnęli przez chomąto, uspokoiło się. Będzie żyło. Dziad się dziwi, widzi to pierwszy raz. Widział jak uzdrawiano rękami – oni teraz się dziwią. Pogoda ładna, jadą z Ziutkiem do lasu po brzozę. Wóz ma wspólny z bratem, syn powozi. Po co jechać do lasu? Pod domem rośnie piękny klon – To mój brat. Zasadzony w moje urodziny, rośnie razem ze mną, jak jego podetnie, to i mnie! Drzewo kaleczyć to grzech, co innego na opał. Jadą K zna całą drogę lubi jechać tyłem i zgadywać, co zapamiętał, zna tu każdą miedzę i opłotek.

Gospodarstwo podobne jest do gospodarza. Docierają do drzewa, z którego szczytu widać wierzę kościoła w Surażu. I czasem cerkiew w Rybołach. Białystok jest za daleko. Opowiada regionalne podania o drzewach i miejscach. Z ludzi pochodzą drzewa, zwierzęta i niektóre kamienie. Dzięcioł, to chciwy stolarz, który pracował w niedzielę, niedźwiedź to chciwy pszczelarz, bóbr – rybak. Las słyszy i widzi. Ziutek płacze po ścięciu drzewa, kogoś zabili. Popiłowali i obcięli gałęzie. Furę pchają pod górę i wracają do domu. H płacze, mała Jadzia zmarłą – rozpacz, bezradność. Dziad modli się, ale wskrzesić nie da rady. K zrobił trumnę, pomodlili się i pochowali dziecko na mogiłkach. Współczucie sąsiadów. Z mogiły jedzie pod jałowiec, gdzie straszy i jest zakopany złoty koń. W dzień się nie boi, to zmyślone bajki. Duch! Przerażenie, zgubił czapkę i uciekł. U Dunajów uczycielka – ładna, czarna, wysoka, nie boi się, duchów nie ma. Wieś radzi, gdzie znaleźć uczycielce pokój i łóżko. K ma wolny pokój, dostanie szkło na szybę zapłaci za kwaterę gmina 100 zł/mc! Dużo? Lekcje będą na 2 zmiany rano młodsze, potem starsze. Przyprowadził ją do domu, tu popłoch. Kołyskę wrzucił na strych, słomę zebrali z podłogi. Pokój się jej podoba – ładne szmatniki H sama tkała. K porównuje uczycielkę i żonę – jak brzoza przy stogu. Srać nie może za stodołą i dupy na wiatr wystawiać, niech idzie do chlewa! Zdałby się budyneczek. Uczycielka częstuje cukierkami, ubrania książki zeszyty i zegareczek z dzwoneczkiem – budzik. Oglądają atrament i pióro. H smaży jajecznicę, każą jej przynieść w miseczce z łyżką i widelcem. Jak nie ma to pożyczą, kubek też? Ona zjada mało, może chora, obraziła się, za słona? NIE. Wychodzi zapisywać uczniów. Nareszcie sami. Dom jak nie ich, zegarek tyka, żeby tylko, co złego z tego nie wyszło. 100 zł/mc pociesza K – cielak próbuje się podnieść.

Co to były za dnie i wieczory? Uczycielka zachodziła tylko na obiad i spać, ale wokół niej wszystko kręciło się i to, co robiła było ciekawe. H rano wstaje od razu, by zatroszczyć się o ciepłą wodę i mleko. K nie poszedł młócić, wrócił do domu i czekał na sygnał budzika. Ona wstaje od razu i prosi o ciepłą wodę. Dziś też będzie spisywać dzieci do szkoły. Nie ma ich jak zapisać, bo nikt nie zna nazwisk. Wieś posługuje się tylko pseudonimami i nawami zwyczajowymi. H śmieje się z nazwiska Kazimierza odczytanego z paszportu. K chce po znajomości wykręcić dziecko od szkoły, ona śmieje się. Tu nikt nie umie czytać – ona to zmieni. Ziutek wraca z Elementarzem Falskiego: koń, domy wielopiętrowe, narysowane, ale nie takie jak w Surażu – tam tylko jedno piętro. Kajet – zeszyt poprawia Józio. Zawsze był kajet. Nie to zeszyt i ołówek zielony z białymi literkami – przyjemny w trzymaniu, miastowy, oni w miastach takie robią. K udaje, że umie pisać - patykiem po wygładzonej ziemi. O swoich rodzicach, o sobie, i swoich dzieciach.

Uczycielka była w ciągłym ruchu, przychodziła, gdy Ki H byli już pod pierzyną. H obiecała Józkowi wyhaftowanie rodziny z pieskiem z literami z elementarza. Uczycielka wstawała o świcie, tylko w niedzielę zegarek nie dzwonił i spałą niewstydząca się słonka. K zrobił obrządek, Tatko grzeje kości, H iska dzieci i rozmawiają o dziadzie, który zadomowił się u sąsiadki, wdowy po Grzegorzu. W porze obiadu wchodzi uczycielka rozespana, w piżamie, bez stanika. Pyta, co H śpiewała rano –ładne – to Godzinki „Zacznijcie...” śpiewa iskając dzieci, rozdusza wszy. Wszyscy lubią iskanie K myśli o uczycielce. Ona pyta o kościół – nie chodzą, nie ma jak! Odmawiają różaniec –ona może z nimi. K znów patrzy na uczycielkę, widać trochę ciała. Ona pyta Tatkę ile ma lat 70? E wiej, bo nad takim starym śmierć nie ma władzy. Przyjdzie tylko, jeśli się ją zawoła. Tatko pyta uczycielkę o rodzinie – jej ojciec, kierowca autobusu, matka w tkalni na maszynach, ziemi nie mają – żyją po pańsku mówi Tatko. Wspomina, że takie chude widział na targu, tam gdzie biały kościół, czy wieżę już zbudowano? Nie, a droga, nad którą jadą pociągi – jest to Białystok. Człowieka z targu w czapce z dzwoneczkami też zna. Ich sąsiada, co piwo sprzedaje i woda mu sama płynie z kranu w mieszkaniu nie zna. H wyiskała dzieci i zjedli obiad. Uczycielka chce iść do Dunaja zaraz po różańcu. Wszyscy się odwiedzają, to lepiej z nimi jeszcze zostanie. Modlitwa za oknem cisza, zające i kuropatwy na polach. Uczycielka dokłada do pieca – litania „ Kirieelejson...” odpowiadają za H młoda kobieta zapatrzyła się w ogień. Ładnie się modliła. K z nów o niej myślał. Jak wędrownika przyjmą ją na wigilię, chcą jej znaleźć kawalera? Ona chce narzeczonego z brzuszkiem prawdziwego Pana. K brzucha nie ma, bo to chłop. Pyta się, kto przyjmował porody dzieci K! I pan potrafi? Dlaczego kury trzymają w sieni, bo im cieplej i spadnie coś do jedzenia – jak w buszu, jak w buszu.

Potajemnie w stodole Ziutek uczy ojca czytać i pisać. Dziad od Grzegorychy też umie czytać i pisać s, a, d to tylko litery – zamykasz oczy i widzisz sady, otwierasz i widzisz napis – umiesz już czytać! Teraz pójdzie szybko. To wy uczony? Wójtem i pisarzem mogliby zostać. Nie chciałem być gospodarzem. Po szkole Ziutek mówi, że ziemia jest okrągła i małe gwiazdy są wielkie i tylko wydają się mała, bo są daleko. Ziemia jest okrągła i tam też żyją ludzie, i nie spadają. Myśli, że mały kłamie i sprawia mu lanie. Przed świętami uczycielka wyjechała do Strabli. Wigilia z pierogami i barszczem grzybowym, wszelkie dobra. Kąpiel wyprana pościel, wyparzone w piecu ubrania, by wypalić wszy. Tatko idzie odwiedzić Michałów. K niesie sianko spod obrusa do krów. Na świecie Święto, tysiące gwiazd, cisza, ŚWIĘTA NOC, bez groźby i przemocy - nawet w przyrodzie. Jego krowy nic nie mówią, karmi cielaka stojącego już w oborze – wesoły i rozbrykany. Święto, kolędy, rozmowy, różaniec. Ziutek z szopką Herody (Śmierć, Anioł, Żyd, Koza, Cudzoziemiec), – jak co roku, pół pieroga ukradli. W Bogaty Wieczór przed Nowym Rokiem kawały: wysypana słomą droga między domami panny i kawalera, wóz sąsiada wciągnięty na dach, chcą zatkać komin Michałowi, ale K ma wspólny żart! Dominikowi zatkali. Mazurom zablokowali drzwi. by musiał wychodzić oknem i zdjąć dubelty. Kuśtykowi klocek wpadnie do domu, może trafi w głowę?. Młodzież idzie do Mazura przebrać się za cyganów. Przebieranki chłopców i dziewcząt, żarty, rozrabiają po wsi. Uczycielka wróciła spóźniona z odmrożonymi nogami. H je roztarła – dostała zastawę na 6 osób, Tatko latarkę, dzieci cukierki.

Po Nowym Roku uczycielka przygotowuje na kuchni obiad 3 sagany – jarzynowa, kartofle dużo smalcu na patelni dużo kumpiaku, cebula i jaja. Tatko, czy one w Boga nie wierzą? Tyle dobra na jeden raz zmarnować. Wyczyściła stół do białej deski, nakryła zaprasza, nikt nie siada. Dzieci zgłupiały od zapachów, K się złości, – czemu obiad niedzielny zepsuły? H siada dzieci, K ostatni nie może jeść łyżką, nie umie! Rozlewa i wścieka się trzaska w stół, H chce go uspokoić MILCZ TY!!! Uczycielka uciekła. On zarządził zwykły posiłek. kartofle w misce na środku, zabrania Ziutkowi chodzenia do szkoły. Nie chce jej pieniędzy, mają 200 zł i tego nie potrzebują! Zebranie we wsi – ona po cichu robi swoje, da latarkę, talerzyki, a później te – maszyny. Czego się boicie? Elektryczności, szosy? Jedna odnoga Narwi będzie od Zawyk do Suraża. W Bokinach ludzie chcieli melioracji, to om błota wysuszą. Połowę dzieci zabrali ze szkoły. K zły, nie rozmawia na uczycielką, ale jej nie wygoni. W końcu wieś odmówiła posyłania dzieci do szkoły, poza Dunajem i Kramarem. Chodziła z sołtysem po wsi, nikt nie słuchał, a Szymon Kuśtyk wyzwał ją od kozytek (gołą siedzi w życie i piersiami łaskocze na śmierć każdego, kto zniszczy zboże) i konopielek (ciemniejsza od kozytki, pilnuje warzywników i konopi). Szkoła ustała za tydzień, ona siedziała w domu, H nauczył robić na drutach, a gdy poszła do Dunajów Szymon Pierdun dokuczał jej po drodze – uciekła na stację. W piątek przed Niedzielą Palmową kobiety śpiewają Gorzkie Żale, tkają, i wykonują rękodzieło, plotkują o dziadzie i Grzegorzowej. Dadzą na zapowiedzi na Wielkanoc. Wszyscy mają wrażenie, że go znają. Z Suraża? To był ktoś ważny! Nie jest leniwy, sąsiad będzie dobry – wchodzi do izby z nożem i listewkami, robi grzechotkę na Wielką Sobotę. Śpiewają Gorzkie Żale.... Cała męka pańska staje K przed oczami, jak w koście w Surażu. Na to Grzegorz nowy sąsiad – to przez diabła, wódkę i fabryki! Samoloty, samochody – czarci wymysł. Lepiej być gospodarzem. Na Mszę zebrać z organistą i nieszczęście od Taplar odwrócić, zaczyna wieszczyć – poznali! Jak Święty Piotr z obrazu. Święty między nimi, popłoch, tylko o tym mówią.

Niedziela Palmowa biją rózgami tylko tych, którzy leżą H i dzieciaki. Szykują obiad a to 2 nowe dziady – nie dziady. Jeden wysoki, pańskiego wyglądu i chodu. Ona też wysoka ubrani w porwane rzeczy, ale psy na nich nie szczekają. Słowa pańskie i obydwoje zostali u wdowy, kilka dni. Żyją jak pustelnicy i nikt o nich nie wie. Ludzie zebrali na Mszę z organami rozmawiają Domin K i Szymon o Mszy łacińskiej szukają słów o sobie, zmyślają. Jak 3 królowie – sami zawiozą dary, ale księdzu do Suraża, tylko świętym do wdowy. Roztopy, zimna się przesiliła. Radość, ciepło wiosny śpiewają Konopielkę. Dary zwieźli, wdowa obiera kartofle, Brodaty przy piecu dokłada drwa. Kobieta bawi się krosnami. Piotr naprawia chomąto na kolanach. Chłopi poznali Świętych Przybyszów – oni się dziwią? Czy pomogą? Uratują Taplary? Szarpią się z Brodatym Matkaboska – kobieta z miasta ich rozdziela. Tych dwoje znika, zostaje tylko Piotr – dziad.

Wielkanoc – nic. Nie przyszli. Za to piesza przyszła uczycielka w Przewodnią Niedzielę ze Strabli rozmawia z H – ona nie wierzy! Wdowa opowiada historię o ich odejściu – zostawili Kirielejsonka – rzeźbę i wianek z ziół. Uczycielka płaci 100 zł za rzeźbę. Wieś zawstydziła się za Szymona Pierduna i jego szyderstwa z nauczycielki. Szkoła ruszyła od nowa. Wiosenne prace polowe i rozkopywanie kopców z ziemniakami, bociany i dzieci – lekko na sercu, prawie jak w niedzielę. Ziutek mówi, że panie uczy w szkole o zawodach i słuchał radia u Dunajów.

K drugi raz idzie wykopać złotego konia. – znalazł zrzuconą czapkę – nie boi się. Kopią w kilku, zbiera się coraz więcej ludzi, rozbrykali się i żartują. Następnego dnia uczycielka gratuluje K kopania i odwagi. H chce, by K zrobił Józkowi łóżko i kury wystawił za stodołę. Idzie potopić szczenięta – nie ma rzeki! To już? Bagno spłynęło od Bokin. Urzędnicy przyjechali motorem pomierzyć wieś. Pierwszego dnia wbili paliki, drugiego dnia mierzyli taśmą, trzeciego lornetką na 3 nogach. Uczycielka siedziała do północka u Dunajów. 4 dnia znów z lornetką. % młody mierniczy przyszedł do domu K idzie do uczycielki – ona czekała. Rozmawiają, śmiech, H smaży jajecznicę z 6 jaj i daje chleb. K wspina się na drzewo i zagląda przez okno do pokoju. Ona wódkę pije jak chłop! Słychać śpiewy dziewcząt pod lipami Domina. Piękna pieśń przywieziona od oryli. Opis czerwcowego wieczoru – żaby, derkacz. K wraca pod dom, wspina się i widzi uczycielkę na geometrze, spada i rozbija szybę. Zostaje w stodole wściekły. Rano H zapędza go do oszklenia okna. On postanawia ściąć bratnie drzewo. Klonu szkoda – nie tnij, bo będzie źle mówi Tatko. Boi się nieszczęścia. Drzewo nie jest święte – od piorunów broni. Ręka uschnie, gdzie postawimy ławkę dziewczęta rosną? – Nie uschła od jałowca, nie uschnie i teraz. Ziutek nie chce pomagać. Brat Michał przychodzi walczyć o swoje drzewo. Odziomek zranił K – wszyscy chodzili koło niego, uczycielka pytała jak się pan Kazimierz czuje. Drzewo zablokowało drogę, ale H z Józkiem spiłowali czubek. Jedli w tym czasie ryby, które dzieci przynosiły koszami. Nie ma rzeki, nawet głębie wyschły, topiele zmieniły się w strumyki. Między Uhowem i Bokinami. Wysychają łąki i pola. Drzewo było święte i pokarało go – zapatrzył się na koronę. K nie chce, by uczycielka mu czytała. Przez książki czort wziął Taplary! Dopiero żyć zaczniecie na nowych łąkach i ziemi, do świata blisko. Tacy porządni za rzeką – baba na chłopa włazi! Patrzy w ścianę. Ona mu czyta „Pana Tadeusza”, – co ona wie, nie przeżyła z nimi 4 pór roku, nie ma drzewa, dzieci, ziemi, NIC. Sama nie ma i nam zmarnuje! Czerwiec, kobietom krew się burzy, on ma 2 pod dachem i nic, bo żebro złamane. H nie chce na górze, wstydzi się. Popłakała się na wspomnienie zmarłej córeczki. Uczycielka mówiła, że 3 dzieci wystarczy, ona chciałaby więcej! Po Antonim K zaczął chodzić po domu – rzeki nie było. Łąki po Turośń, Juchnowiec i Ryboły. Uczycielka idzie na wakacje w cienkiej sukience – wróci? Nie wiadomo, może, kto inny? K sam ją odwiezie – H płacze, na wakacje może przyjedzie od koniec lipca na Annę – odpust w Turośni. Pożegnanie z innymi płacz – okolica się zmieniła, bagno wyschło – topiele można przejechać bez omijania. Ładnie zielono – ona w Boga nie wierzy – to kozytka – czarownica. K nigdy z Taplar nie wyjeżdżał, boi się nowego – do miasta wyjechać! Do fabryki z rodziną i dziećmi. Ból – zatrzymują się, ona gładzi go po włosach – rozebrał ją, żeby była goła – jak kozytka. Wrócił na wprost przez bagna.

Żniwa, inni pracują K zastanawia się czy wziąć kosę czy sierp? Klepie kosę, zaklinają go! Wieś jest pusta, kosa na ramieniu, strachu mało – rydlem złotego konia wykopywał, ściął święty klon, spróbował z uczycielką i wrócił prosto przez bagna i pół czasu zajęło. Pozdrawia milczących sąsiadów – złość, wszyscy proszą, by nie psuł żniwa. Wstyd – został zasrańcem mówi chrzestny Domin. H prawda, kosą prędzej, ale szkoda, że nie rżną w gromadzie. H podejrzewa, że coś przeskrobał. Kosi szybko i sprawnie, ale snopki jak miotła krytykuje brat. Kosą kosi się 3 razy prędzej. Gromada traktuje go jak kaina, i tego, co żonę porzuci, niedzieli nie uszanuje itd., Kiedy pytają, czemu H z nimi nie śpiewała, czemu im żniwa zepsuł – jak JUDASZ, – do czego taki się śpieszy? Rzuć kosę Kaźmierz. Kosą śmierć żniwuje. K jak śmierć w Herodach! Ludkowie sierpem lepiej mówi Tatko.

by Adam Mac Swan