Adam Mickiewicz Lilie


Wspomnienie zbrodni. Pani zabiła swego męża, pochowała w lesie na łące przy strumieniu. Na grobie zasiała lilie, by rosły tak wysoko, jak głęboko pochowała męża. Nocą uciekła znad grobu męża, ciemno, wietrznie, ponuro, słychać tylko wrony i puchacze. Okrwawiona Pani biegnie nad strumień, pod starym bukiem idzie do chaty pustelnika.

Starzec w świetle pochodni widzi kobietę upiora wygląda przerażająco blado – MĄŻ TRUP mówi. Pustelnik pyta, co sama robi nocą w lesie, co się stało? Ona jest Panią na zamku, mąż poszedł pod Kijów z królem Bolesławem, czas mija, on nie wraca z wojny. Ona młoda wśród młodzieży, boi się o swą cześć, nie dochowała wiary mężowi, król ogłosił srogie kary dla wiarołomnych żon.

Mężowie wrócili dowiedzą się – NIE oto krew i nóż już po nim! Wyznała szczerze pustelnikowi swój czyn, prosi o modlitwy pokutne, gdzie szukać odpustów? Boi się piekła, ale chce, by zbrodnia nie wyszła na jaw.

Starzec widzi, że ona nie żałuje zbrodni, tylko boi się kary! Odsyła ją, mówi, że zabiła męża i tylko on może zdradzić jej zbrodnię.

Pani zadowolona biegnie nocą do domu, nikomu więcej nie wyjawiła prawdy, dzieci czekają przed bramą na matkę i ojca, ale jego nie ma! Pani mówi im, że ojciec nie żyje, potem okłamuje, że został w lesie i wróci wieczorem.

Dzieci czekały wiele dni, tydzień, potem zapomniały. Pani nie może zapomnieć, zasmuca się, nie śpi, słyszy nocami stukania, słyszy kroki w świetlicy, wołanie: dzieci, to ja tato. Pani spać nie może.

Wreszcie zajechali zbrojnie goście - bracia nieboszczyka męża. Szukają brata, ale on umarł ponad rok tremu mówi Pani. Oni zaprzeczają, wojna się skończyła - wróci. Ona zbladła i zemdlała dochodzi do siebie – TRUP? Gdzie mąż gdzie moje kochanie? Oni mówią, że wracał z nimi. Chciał ich przywitać pojechał pierwszy może zbłądził? Zaczekają na niego kilka dni, rozesłali sługi płaczą smutni brat nie odnaleziono. Pani zatrzymuje braci męża jesień to zły czas na podróże, niech zostaną. Czekają do zimy, potem wiosny cały czas w nadziei, że brat powróci. Brat jednak leży w grobie. Młoda gospodyni zatroszczyła się, by do lata zapomnieli o bracie. Pokochali Panią obydwaj mają nadzieję boją się rozstania i odrzucenia. Poszli razem do bratowej, wiedzą, że jego już nie ma, chcą by jednego z nich wybrała na męża. Stoją z mieczami zazdrośni zacięci. Pani widzi ich gniew. Prosi o trochę czasu, biegnie do chaty pustelnika nad strumieniem, w cieniu starego buka. Pyta o radę, którego ma poślubić. Ma przecież małe dzieci dostatki wielkie, ale tęskni za mężem. Nad nią kara boża za zabójstwo, słyszy zabitego męża, boi się śni o nim. Chce zapomnieć żyć z nowym mężem.

Pustelnik mówi, że nie ma zbrodni bez kary, tylko skrucha szczera Bóg ich wysłucha, może z woli Boga wskrzesić jej męża! Ona zniesie wszelkie kary byle tylko pozbyć się dręczącego ją widziadła. Odda majątek, pójdzie do klasztoru, do lasu, prosi tylko, by nie wskrzesił jej męża NIE CZAS!

Starzec westchnął zapłakał, załamał ręce kazał jej iść za mąż i nie bać się upiora. Nie wróci, dopóki sama nie zawoła męża.

Jak pogodzić braci? Zdać się na los i Boga, niech bracia idą rano i przyniosą jej kwiaty na wianek, niech złożą je na ołtarzu, ten, którego wieniec ona weźmie będzie jaj mężem.

Zadowolona i skora do małżeństwa Pani nie boi się upiora, pewna, ze nie zawoła męża, biegnie radosna do zamku, ale zdaje jej się, że ktoś ją goni i szepcze do ucha to ja twój mąż. Strach zastanawia się chwilkę, ucieka, wszędzie słyszy ten głos, boi się spojrzeć.

W niedzielę, czas wesela o wschodzie słońca młodzieńcy i Pani pośród grona dziewcząt idzie do ślubu. W kościele bierze pierwszy wianek obnosi wieniec z liliami – czyj jest? Kto będzie moim mężem?

Starszy brat wybiega radosny – to jego kwiat! Jego znak wstęga. Młodszy mówi Kłamstwo! wskazuje miejsce, gdzie zerwał kwiaty przy grobie, nad strumieniem. Kłótnia młodzieńców, zaprzeczają sobie, dobywają mieczy – WALCZĄ odbierają sobie wieńce.

Trzask otwieranych drzwi kościoła, wiatr, gasną świece. Osoba w bieli, znany chód i zbroja PAN, staje, wszyscy zadrżeli TO JEGO WIENIEC I ŻONA! Kwiaty są z jego grobu, zła żona, źli bracia – biada obu. Wstrzymuje ich walkę. Zabiera ich wali się cerkiew, zapada w głąb wyrosły na tym miejscu lilie tak wysoko, jak Pan leży głęboko.

by Adam Mac Swan