Henryk Sieniewicz Lux in tenebris lucet


Listopadowy poranek – ciemno, zimno, mokro Kamionka przerywa pracę nad posągiem MIŁOSIERDZIA. Ołowiana ciemność chmur, śmierć i zgnilizna w ogrodzie, obumarłe drzewa – wrony. Pracownia, jak kostnica, a marmur potrzebuje światła! Błękitu! Terakota traci wyrazistość linii. Bród, nieład, kurz, resztki materiałów. Kamionka sypia w pracowni, więc jeszcze łóżko z brudną pomiętą kołdrą. Parawan odsłonił, w nadziei, że zobaczą, jak się przejaśnia. Przygnębienie i zniechęcenie – nawet nie choroba. Nie chciał umrzeć, ani żyć. Od 20 lat wdowiec, krewni daleko, kolegów nie miał, zgryźliwy dziwak! Nieszczera pobożność (chciał wyrobić sobie stosunki z księżmi, by dostać zamówienia?). Źli ludzie mylili się jednak – był pobożny szczerze. Oszczędne jedzenie podkopało jego zdrowie. Wady jego były artystyczne – skąpstwo nie zmieniło faktu, że nie zgromadził majątku. Wszystkie pieniądze wydawał na kolekcje akwafort. Nikt nie wiedział o tym zbiorze. Rok po śmierci żony kupił akwafortę przedstawiającą Armidę – podobna do jego zony! Potem kupował miedzioryty. Szczęśliwe czasy przerwała jej śmierć, miłość przetrwała zatruta, jak pasożytnicza roślina. Kamionka marniał rzeźbił jej pomnik, inaczej nie przeżyłby tej straty! Pół roku rzeźbił swą Zosię. Talent powyżej przeciętnego mu pozostał pracował uczciwie, czuł się opuszczony. Nie pozwolił posługaczce wezwać lekarza ze skąpstwa! Zasłabł i pił już tylko herbatę w tej ciemności myślał, że sztuka i zdrowie go opuszczają. Marzył o słońcu w pracowni. Deszcz za oknem posługaczka mówi, że się nie przejaśnia, zapala z trudem świecę. W jej blasku twarz jego nieruchoma, martwa i żółta. Pijana posługaczka proponuje mu, by przyjął opiekę Siostry Miłosierdzia – będzie lepsza i darmowa. Nie zgadza się od razu, potem żałuje, to będzie długa posępna noc – leży, jak Łazarz! Wspomina zmarłą żonę, a świeca gaśnie – ciemność w pracowni, deszcz aż do świtu. Rankiem zobaczył postać – Siostrę Miłosierdzia. Zastanawia się, jak ona tu weszła i czy to stróżka ją przyprowadziła. Kamionka nie śmie się poruszyć i odezwać. Czuje strach i radość i w tym momencie ŚWIATŁO mocne i radosne wchodzi do pracowni. Złoty brzask – w twarzy Siostry widzi twarz zmarłej żony ZOSIA!!! Tuli ją, ona zarzuca mu ręce na szyję – nie zapomniał o niej, a ona uprosiła mu śmierć lekką – on gotów umrzeć, byle ona była przy nim! JUŻ UMARŁEŚ! Patrzy z wysoka na swoje zwłoki w łóżku, obce już wychudłe ciało jasność, popychani przez wiatr w zaświaty i nieskończoność.

by Adam Mac Swan