Tadeusz Konwicki Mała Apokalipsa


Nadchodzi osobisty koniec świata, zanim jednak osobny wszechświat się rozpadnie jeszcze kilometr Golgoty, ostatnie okrążenie Maratonu, ostatni szczebel drabiny. Wstaje ciemny deszczowy, ciemny, jesienny poranek. Za oknem chmura, jak tapeta poczerniała ze starości. Ból serca i rachunek z życia. Papier i nitrogliceryna na szafce. Na kartce zła krew, jad, lub ambicja, fałszywa otucha. Życie, ulepiec z lektur, niespełnionych rojeń, snów. Życie, kotlet z białka i kosmicznego pyłu. W chmurze widać Pałac Kultury, dawniej Pałac Kultury i Nauki im Józefa Stalina. Strach, groza, nienawiść. ON leży, wsłuchuje się w serce, słyszy ruch kamienicy, pierwszy papieros, skracanie życie, wyższy nakaz – prawo natury przeludnionego globu. Myśl o śmierci, upijanie się, jest na finiszu, chciałby się jakoś pożegnać ze światem.

ON urodził się nad Wisłą, przeżył wojnę i rodzenie się życia. Deszcz, pora wstawać. Wojna zniszczyła kulturę europejska i moralność, estetykę i obyczaje. Miasto – stolica, szumi obudzone z nocnego letargu. Modlitwa, ultimatum wokół myśli bluźniercze – wolny kraj, zniewolenie i ON sam. Podać rękę śmierci mówi Hubert. Śmierci, bo to niska cena za luksus. Wolny Anonim. Kolejny papieros na pusty żołądek, bo koniec świata blisko. Obraz mleczarek, zdrowych lat, bo świat był młody. Spadający blok okładziny z Pałacu Kultury. Orzeł, godło, Ziemia, sierp i młot, wiatr z Placu Defilad, skończyły się papierosy. Dawniej zaczynał pracę na Nowy Rok, z cyklem kosmicznym, teraz rozpoczyna na koniec lata, lub na początku jesieni. Wyjęta ze skarbczyka pożółkła kartka z notatką, „Jeżeli interesy Rosji na to pozwalają chętnie zwracam umysł, ku swej pierwotnej ojczyźnie”? O co wtedy chodziło? Milicja eskortuje pancerną chłodnię z żywnością dla ministrów i sekretarzy.

Hubert i Rysio, (w jakim celu?)? Przez Nich podpisał kilka protestów, proponuje alkohol; na powitanie. Martwią się, że mało wychodzi – PISZE! W telewizji lotnisko i jakaś wizyta. Dawniej byli sobie bliżsi. Ojcowie walczyli w Legionach, oni w AK i ZWM. Proponują mu, by dziś o 8 spalił się przed gmachem KC PZPR. Nie żartują, jego życie i śmierć wstrząśnie ludzkością i w krach na Zachodzie. ON ma wątpliwości. Mogły to zrobić jeszcze Jan, ale jego filmy są zbyt ważne. PIJĄ! Hubert mówi, że wyhodowali piękną sztukę uniwersalną ich wielkość brała się z dobrowolnego skoku artystów ZAWIŚĆ! ON nie podjął decyzji, oni wychodzą. Żyje, ON nie podjął decyzji, żyje obsesją, wystarczy podać rękę śmierci – mówi Hubert. Dziś, po 8 gdy wyjadą delegaci przygotują samospalenie. Rysio wyjmuje mu tabletkę. Pukanie, pijany robotnik każe nałapać wody – awaria! NA CAŁĄ DOBĘ!!! SENS? Śmierć, śmierci nierówna – potrzebują majestatycznej. Burza, wiatr, o 11 tej mają być panie od samospaleń. Rysio pożycza od niego 5 tys. na taksówkę dla Huberta. Pytają, kiedy przestał pisać 5? 7? Lat temu, urodził się na niewolnika. Teraz tren żałobny dla jednego czytelnika. Trzeba spalić się pod Kremlem, nie tu! Halina i Nadieżda zaczekają, nie namyślił się, może żyć tak, jak żyje. Wspomnienie ON, Rysio i jakaś dziewczyna na dworcu. Poszli w stronę Nowego Świata, nie byli śledzeni. Hubert pewny, że dziś umrze. Kierownik i chce łapówki, najeść się do syta, mieć wodę i gaż to jego sprawy, wszystko jedno. Szkoda dzisiejszego dnia mówi robotnik, towar rzucili, kolejki – umrze im na złość!!! Każe robotnikom zabrać płaszcze – zagraniczna wełna. ON cieszy się, że go oddał. Co to będzie za gest? Piętnujący marionetkowe rządy, wyrażający sprzeciw wobec Rusi, błazenada, czy zbawienie. Boi się ustąpić i nie chce krzywdzić!. Zdenerwowanie, w TV sami sekretarze kałmuk i nadzorca. On wychodzi, bierze dowód – zostało 12 godzin. Muzyka z głośników, papierosy, znów gazet zabrakło. Gazetę należało mieć! Na ulicy dygnitarz z sąsiedniej kamienicy z ochroniarzem. Ich los się spłata, czemu on nie wybudował sobie willowej dzielnicy domu?. Czerwone flagi na całym Nowym Świecie – 40 lecie PRL (Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej)! Jakiś emeryt wyrywa mu gazetę. 2 Milicjantów sprawdza MU dowód – 22 lipca! Kolka Michałow wypłoszył milicjantów, chce się napić i idzie do Paradyzu. Potem ON widzi chłopca ubranego prowincjonalnie, recytuje jego tekst o śmieci – wariat? Dawniej w zakładach umieszczano opozycjonistów, teraz pełno tam dygnitarzy chroniących się przed wyrokiem i zła sławą.

Bar mleczny „Familijny” brat Rysia stoi w kolejce i zamawia maślankę, poznał GO. ON wita brata Rysia, jako docenta – OBRAZA. Niektórzy ludzie mają tylko maturę i to słabą – dziś to forma nagrody!. Dokształca się i jeszcze pracuje w cenzurze! Wykłada o aluzji w świetle socjalizmu. ON przywołuje wykład filozofa – był u niego Rysio. Brat mówi, że to idiota i prowokator – opozycjonista, część reżimu – RUTYNA!. Kalendarz data kwiecień 1980. Awantura o nieświeże jajo, klient nie ma racji i musi je zjeść. Czerstwa buła filozofa spada na ziemię po pytaniu o zmianę poglądów – był kiedyś w inteligencji katolickiej, teraz jest marksistą. Bułkę zjada okoliczny kloszard, w telewizji sekretarze witani przez hutników. Bał się odpowiedzialności, która rodzi chciwość. Schowają za ikonostas partyjny. Filozof każe w modlitewnikach dziękować za rozkład Rosji, jej ekonomii, kultury. Prześcignęliby Zachód. Kałmuka trzeba by po nogach całować! Kasandra polskiego nacjonalizmu – powiedział filozof – ten się obraził i wyszedł. Młodzieniec jest coraz bliżej – nie jest szpiclem, agent pojawił się na ulicy i zaprosił GO do bramy, tu legitymują go znowu, czekają aż przejedzie kolumna pojazdów milicyjnych.

Młodzieniec z prowincji znaków deklamuje (poemat Huberta)? Zna to. W sklepie z instrumentami kalendarz Październik 1970! KTÓRY MAMY ROK? Człowiek od saturatora nie odpowie – gazu mu nie dowieźli. SŁOŃCE ciepło, – dlaczego dziś miałby się spalić? Dawniej charakter był pożyteczny, teraz wielbimy słabość wewnętrzna człowieka. Dziś nędza jest przeźroczysta, zapałek nie dzieli się na, czworo, bo nie dają się zapalić!. Kolejny tłok, przemówienie w telewizji, zepsuta pralka, przymus przynależności do partii, zatrute rzeki i KAC. Ledwie dojechał autobusem na Powiśle – zepsuł się! Jako młodzieniec patrzył na czystą Wisłę, teraz to ściek? Teraz jego bracia chcą by skoczył w ogień.

Znów pojawia się chłopiec z prowincji. Znów milicja, sprawdzają dowód, przeszedł w niedozwolonym miejscu, mandatu nie zapłacił. Przypadł do szyby na klęczkach, towarzysz Sacher, członek biura politycznego! Starzec powitał go. Spotyka w mieszkaniu Halinę i Nadieżdę. W telewizji przywódcy i dygnitarze, sąsiad Kobiałka przemawia, TOWARZYSZE ZDRAJCY Świnie wołanie z Sali, telewizor zamigotał rozbiera się! Agenci nie przeszkodzili mu, gdy zdejmował spodnie. Przerwa w nadawaniu V symfonia Czajkowskiego i plansza z gołąbkiem pokoju i liczbą XL. Pijak mówi człowiek z brodą, który na kanapie wyleguje się ogląda telewizję, ON go zna – był w AK i łagrach. Rozmawiają o śmierci. Zmiana decyzji ON ma się spalić przed Salą Kongresową, bo tam jest Zjazd. Nie ma benzyny, ani talonu na nią, nie ma też zapałek. TO NIC kupią rozpuszczalnik w mydlarni. Babcia Nadieżdy była kochanką Lenina, Nadieżda jest zakochana w NIM. Piją syberyjską nalewkę. U NIEGO ich dusza! Czytała jego książkę, kocha GO od dawna. Orkiestra gra Sopki Mandżurii. Pija ‘cykutę’ ona GO całuje, włosy ma rude, oczy zielone. Pija znów, Polska jest dla niej inna niż myślała. Mówi, powinna się połączyć z Rosją! Tuli się – Rosjan już nie ma! Wszędzie Azja, odpycha GO i ucieka. Tak, nie zrozumiała żartu, przeprasza, wróciła. Człowiek rosyjski, BOGONOSIEC znów Pan zaczyna spytała? ON myśli o jej piersiach. Ona chciałaby z NIM uciec SPÓŹNILI SIĘ wychodzi słońce, niebo jest mleczne, ON też ją kocha – POLSKI PAN – biełopolak! Jej już przeszło, płacze, jest naga pod tym strachem, kochają się, aż zadzwoni telefon. Halina - jaki kolor kanistra? Są trzy do wyboru – niebieski! Za oknem tłumy na transparentach 22 lipca 1999! ON dopił z jej szklanki, wróciła zaraz z herbatą. Nie jest zła spotkali się, kiedy było trzeba. Są sobie przeznaczeni 7 godzin wieczności, ona już umarła, zamarzła w tajdze, ale ją uratowali – TAM LEPIEJ. Co ma robić do ósmej?

Sparaliżowany bohater z brodą tak ON go zna, mimo, że inni zapomnieli. On mówi, że o NIM też zapomną. W TV Zjazd, na klatce znów spotyka Sachera Ja Pana znam, mówi, wręczałem Panu order. Nie wyrzucał mnie Pan z Partii, niech Pan dużo spaceruje i myśli, filozof potrafi wybaczać, ludzie nie zdają egzaminu. To było w Biurze politycznym – dobry obiad. Gdy Sachera wyrzucano też taki był, choć w mieście było biednie! Zwierzyniec, dziś Pan nie obejrzy Zjazdu Partii. Na jego oczach wali się Most Poniatowskiego! Na Wiśle widać płynący napis ZBUDOWALIŚMY SOCJALIZM.

Znów chłopiec z prowincji przyjechał ze Starogardu, nauczył się JEGO tekstów na pamięć! Ma jabłka w chlebaku i pisze pracę. Tadzio Skórko chce z NIM iść po mieście. Nie chce adresów sławniejszych artystów, pomaga nieść bańkę z paliwem. Halina z wiadomością Hubert zasłabł! W kinie Wołga miał atak! Gigantofony, jak głos Boga dzień sądu ostatecznego.

Znów milicjanci, teraz pytają o drogę. Halina tez była kobietą – odkrył to, jak pierwsza chrześcijanka w upadającym Rzymie komunizm. STAROŚĆ – testament niepotrzebny, bo ON nic nie ma. Żadnych pamiątek, śladów literackiej sławy, zwłoki oddał do Akademii medycznej. 2 Przepisy na maść i miksturę na łupież. Kolejne zapory na drodze, tłum na witrynie sklepu mięsnego Pięćdziesięciolecie PRL! Kolejka starych kobiet. W kinie otwarcie wystawy byłego ministra kultury, który gonił artystów. Nagle kobieta w okularach ELITA ARTYSTYCZNA sztuki reżimu, samo wystawiające się. Minister chce z NIM pić, ON szuka tylko Huberta, bileter odsyła GO do kierownika. ZABILI GO powtarza Rysio. Hubert kocha reżysera Władysława Bułata – ocalił go. To on miał się podpalić! Halina przyniosła mu szklankę wody. Za oknem grad, jedzie karetka, wszyscy w letargu! Głos z ekranu, kierownik kina martwi się, że opozycjonista tu zasłabł.

W TV sekretarze, Hubert rozmawia z Bułatem. Dawniej byli sobie bardzo bliscy. Polskę zgwałcono i odnalazła plugawą przyjemność w zgwałceniu. Bułat obiecał przyjść pod Kongresową. Wyłączyli światło. Dekodują wojnę komunizmem, prawdziwi mężczyźni z honorem – BABY, mężczyźni wymarli. Bułat mówi, że to słabość – nie umiesz żyć w świecie pozbawionym anarchii, czepiasz się ruin. Bułat nie chce się zamienić, wyjedzie do Ameryki Południowej i będzie robił filmy. Pożegnanie, Halina wreszcie ich znalazła, Tadzio dostał autograf. Pijany, były minister funduje dziewczyny na wieczór i zaprasza.

Teraz idą do sklepu walutowego po zapałki. ON pyta Helenę skąd się tu wzięła Nadieżda? Wyszła za mąż za dyplomatę, potem w Warszawie rozwiodła się, i wyszła za dziennikarza, teraz za inżyniera leśnika. Halina też może się podobać pomyślał, porozumienie ON jest szowinistą? Tak i to starej daty. Halina mówi, że ich interesuje człowiek pojedynczy, bezradny i samotny. TO JA! Ona MU mówi kawał drania! ON uważa siebie za umiarkowanego moralistę, rodzice bili ją za JEGO powieści! Ona MU się podoba. Na Nowym Świecie kapele chłopskie, TŁUM. Złe pyski, dziedziczna, nieodwracalna brzydota, głupota, jak tabun jaskiniowców – pamięta przełom lat 60/70! Liszaj sprzedajności! W miejsce szlachetnej rycerskości Polaków PODZIW! Tadzio cytuje: Zrozumiałem, że nie ma krainy mego dzieciństwa, żyje we mnie, i we mnie zasypia” . Dopiero koniec lata, anomalie klimatyczne, nadchodzi lodowiec? Halina ma szwedzkie zapałki. Zadzwoniła – Hubert w stanie krytycznym, jeszcze go zobaczą, teraz idą do Paradyzu.

Gazeciarze roznoszą Trybunę Ludu – nagłówek Polska kandyduje do Związku Radzieckiego – ludzie depczą ją z gniewem. Pejzaż miasta kaleki i brzydki. Dwaj ostatni koledzy Józef H i Andrzej M. minęli GO bez pozdrowienia – pozostali zmarli. Szatnia Paradyzu, major zaopiekuje się kanistrem Tadzio wraca z toalety i mówi, że ktoś chce z NIM porozmawiać. Pomieszczenie w piwnicy, rewizja. Agenci, którzy włamywali się do JEGO mieszkania, biją GO zatrzymanie w TV przemawia człowiek z ludu. Obudził się w kiepskim nastroju i myślał o niepowodzeniach, i że nie warto żyć. Odwiedził Go naczelnik domu, hydraulik, śniadanie zjadł w Familijnym. Zastrzyk i przesłuchanie byli tez Hubert i Rysio, potem spotkał pas Pikusia i Halinę, Znów bicie. W TV nestor artystów składa hołd sekretarzom, jest Bułat i utalentowana pianistka. Oni też są opozycjonistami, sami wzięliśmy się w niewolę uprzedzając okupantów. HISTORIA POKAŻE. Bija Go znów, płaci 6 000 babci klozetowe i wszedł do sali – TO NIE RESTAURACJA. Tu ubrany już Kobiałka po przesłuchaniu – poznał go rozmawiają - Fatalny dzień – ulga i rozluźnienie! Kilka lat w tajemnicy pisał teksty na polowaniach i uczył się na pamięć. Nie może znieść tych czasów. NIKT NIE ZNA DATY – jest jeden importowany kalendarz w Ministerstwie Bezpieczeństwa! Zdemoralizowali kapitalizm wódką i umowami, fałszerstwa, niedopłaty. Wyjeżdżają za granicę i psują kradną, demoralizują. Kobiałka marzy o samotności w zakładzie psychiatrycznym.

ON uwolniony idzie na salę, tu przyjaciel Kolka i pani Gosia, która odkupuje i kończy filmy. Gosia Go zna, piją, kelner przynosi ragout, ON oddaje kartkę na mięso, chce oddać wszystkie, kartki zabierze Rysio. Hubert zmarł, orkiestra gra Na sopkach Mandżurii, Kolka Nachałow zaprasza Gosię do szefa kuchni. Rysio nie ma już siły na panienki. Benzyna czeka w szatni, walc – przypomina Nadieżdę – Hubert spalił się w ministerstwie.

Caban czeka na spotkanie, Halina mu pokaże, słychać Sopki Mandżurii, Caban nie lubi intelektualistów, pusty pokój, stół, popielniczka niedopałków. Histerycy jesteście z BIESÓW Dostojewskiego, nie z Lermontowa, czy sługa podświadomość społeczeństwa, państwa, archetypy. Brat Rysia - Edek, ona go nienawidzi! Kolka Nachałow prowadzi Gosię, pijany szef kuchni śpiewa Dubinuszkę, prowadzi ich piwnicami do tajnego pomieszczenia. ON rozmyśla o moralności, nie naruszył jej, popełnił tylko drobne wykroczenia. Obojętność, jako jedyny grzech przeciw opatrzności. Rysio obawia się orgii, gdy idą przez oświetlone strzałkami korytarze pod ulicą (Nowym Światem?). Wycieczka do piekła, pułkownik trzyma panią Gosię za biust, Kolka mówi, że zarobili cały utarg z filmu Transfuzja. Pułkownika zaniepokoił JEGO wygląd: Jadła Pan ragout? TAK – daje MU wódkę i każe wypić na 3 łyki. Bankiet przygotowany dla sekretarzy: konserwowe szynki, wszelkie dobra, dalej kolejne drzwi i sale zapełnione wszelkim bogactwem – Stoły Radziwiłłów SANKTUARIUM. Anka przymierza jesiotra w galarecie, kawior na lodzie, szynka polędwica i schab. Na ścianach insygnia koronacyjne i wspaniałe obrazy. Kolka chce spróbować jesiotra, nikt ich nie nakryje, bo pomieszczenie jest zapieczętowane. Zaczynają jeść i pić, pani Gosia wynosi jedzenie w torebce, ktoś wymiotuje. Gosia odprowadza GO w kąt i przestrzega, przed kontaktami z opozycją i najbardziej przed Rysiem. Proponuje MU pracę pry produkcji filmu, dobrze zapłaci. ON ją obraża, ktoś pijany chce tańczyć, dr Hans Jurgen Gonsiorek pyta GO o wychodek. Jego delegacja chce kupić Województwo zielonogórskie. Tańce, Niemiec rozmawia z Edkiem. Rysia mają za lidera opozycji, pijany już pułkownik zarządził tańce, szuka Gosi. Ktoś strzelił, ktoś wychodzi, ON i Rysio wychodzą. Miasto zgwałcone przez okupantów, ćwiartowane przez zaborców. Zdziczenie i niemoc, jak kwas. Zdewastowana kuchnia, KAC TOTALNY, idzie z Pikusiem do szatni ANTYCHRYST zstąpił na Ziemię. Idą do toalety i szatni, Antychryst w każdym z nas. Nikt nie słyszał, został tylko Edek Szmid. Ból głowy, Edek mówi, że Rysio żyje z czerwonej książki, sławiącej przemoc i te złe czasy, którą zatruwa się umysły dziatwy szkolnej. 2 Razy do roku wznawiana, dzięki niej prowadzi walkę z reżimem! Dr Gonsiorek? Zaginął w toalecie, Żorż pożycza 200 złotych. Pijany Gonsiorek odnajduje się w szatni i chce wracać do hotelu, tam piekło, ale on nie boi się Syberii – teraz to obszar strategiczny, tam się nie wywozi! Rysio uderzył Kolkę, Zosieńka, babcia klozetowa na praktyce z wiadomością, że ktoś do NIEGO. Najpierw w szatni odbiera bańkę, w drzwiach czeka Nadieżda, zaraz i tak wszystkich wyrzucą, o tej porze oddają lokal Arabom, rżną panienki i zostawiają dewizy.

ON i Nadieżda idą przez miasto: Plac Trzech Krzyży, ruina redakcji Szpilek. ON mówi, że śnił Antychrysta – ona też! Ciężko żyć i ciężko umierać. Przechodzą resztki manifestacji kwietnik upamiętnia XL lat PRL.

Nadieżda zamyśliła, zło jej w ciemności i trwa wiecznie, dobro to chwilowy błąd. Grzech przybrał ciało cnoty, a wszystka niewinność sprowadza się do monologu z Hamleta. Nie czas żałować, że przyłączył się do protestu, rozmawia z Nadieżdą – ma rude włosy Lenina – ŁADNA! Przytulenie, pocałunek, dzwon z kościoła, schody w ruinie do nieba, łopiany wśród gruzu. Wchodzą jeszcze wyżej, on całuje ją i dotyka wielkich piersi, kochają się. Zatrzymuje ich poborca i liczy 10 tys. zł za kochanie się w miejscu publicznym, zostawił kwit miejski i pilnowałby im nikt nie przeszkadzał. Nadieżda uciekła do ogrodu, wróciła uśmiechnięta. Chce się spalić razem z NIM. ON jej nie pozwala, jest reżyserem ostatniego opowiadania. Nadieżda śniła go z plecakiem na drodze, wśród zrujnowanych pałaców. Idzie- ona będzie się za NIEGO modliła.

Na dole Tadzio ze Starogardu z kanistrem, pijani manifestanci na ulicy. Pobił go za współpracę z SB, to on naprowadził go na Żorża 40 lat współpracuje, 20 lat pisał wiersze i nic! Pijacy patrzyli na NIEGO – Tadzio zaczyna nowe życie! W TV składają hołd sekretarzom. Tadzio dziwi się, że ON ma mu za złe. Motorniczy zatrzymuje tramwaj, pojedzie na Plac Narutowicza. Tadzio musiał GO pomylić z Rysiem? Pałac Kultury i napis ZBUDOWALIŚMY SOCJALIZM, hasła, godła, flagi. Na Dworcu Centralnym wybite szyby – po salucie armatnim. Elektryczność wyłączyli, tramwaj stanął na dobre.

Syrena karetki, towarzysz Kobiałka w kaftanie bezpieczeństwa. Antychryst pod postacią wina, epidemia z wnętrza kosmosu. Szpital bez salowych i pielęgniarek – chorzy obsługują chorych – tu Hubert. Pijany doktor wyrzuca ich z Sali operacyjnej zostają trochę z chorym. Napiszą testament, co napisać po tamtym? Lubieżnego starca dla pośpiesznych królików. Test męstwa, upór i wytrwałość. POKORA. Kac, ON zgłodniał, sztuka nie toleruje popisów. Sacher: to WY wyrzuciliście mnie z Partii – NIE to Pan nas wyrzucił, boi się, bo go śledzą, ma swoje teksty ze sobą – Państwo i literatura stały się totalne. Uśpi przyjaciela wspomnieniem.

Przed szpitalem wielka postać „ręce do góry” partyzantka miejska. ON ich wystraszył i uciekli, Tadzio wylazł z kryjówki. Kac i ból głowy, milicjanci w gaziku i Żorż z nimi. To Antychryst, chce spalić miasto. Milicjanci pobili pijanego i pojechali. Za dużo pije, dawno mógłby awansować. Wspomnienie ognisk, dawne tęsknoty za kobiecym ciałem szatan i anioł w jednym.

ON spóźnił się Lucyna już jest i kilkanaście kobiet wokół ogniska, na działce – JEGO kobiety! Nabożna zgroza: Ula, Rena, Małgosia, Kasia, Ola, Renia. Kasia chce o niego zagrać w butelkę z Henią. Nieśmiały i niezdecydowany, pije za młodość. Wspomina Nadieżdę – jak 10 wiader wody ożywiających ewolucję. Tadzio z Lucyną (ona ma jechać do Stargardu).

Wyszli na ulicę, Kolka Nachałow przyłącza się do pielgrzymki do Częstochowy, idzie rozbierać hutę. Tadzio zna księdza agenta. Świętokrzyska, dom Jana o 9 blokują bramę. U Jana wielki kolorowy telewizor w TV ‘dzieci nocne’ obwieszają szyje dostojników – piersiaste dziewczyny, pijany sekretarz, gość z miną pedała. ON podejmuje rentę Jana 120 tys. pożegnanie – Jan milczy Ziemia to planet śmierci, on wybrał powolne umieranie, książki i zdjęcia. W TV niedługo odśpiewają Międzynarodówkę – trzeba się śpieszyć. Przysięgają kolejni wierność, miasto i Państwo. BÓG=PARTIA.

Śnieg, ON zamierza zabić Tadzia, 7 tomów Antychrysta ‘Miast zabijać jagnię, sąsiada, brata, złoży ofiarę z siebie, Cegła talizman, ostatnia stacja męki, nie ma chusty, by otrzeć twarz. Tadzio nie ma w kieszeni srebrników. Idą szybko, nie wolno się spóźnić. Gosia szuka Tadzia z pielgrzymki – ksiądz jest fałszywy. Znów napis z kwiatów ZBUDOWALIŚMY SOCJALIZM – jeszcze może uciec. NADIEŻDA. Plac Defilad, Bułat będzie filmował wyjście delegatów. Jest tez Rysio, Caban, Kloszard. Słychać Międzynarodówkę, światem rządzi Biuro Polityczne.

Zegnają się Nadieżda i Caban płaczą, Hankę aresztowano, tu plac budowy CZAS wszystko w śniegu, światła z agregatów, otwarte drzwi Piekła albo Nieba. Namiętny pocałunek Nadieżdy, Tadzio klęka, Rysio spuścił głowę, pożegnania i wyznanie miłości. To my ludzie stworzyliśmy Boga, by nas chronił przed wszechświatem. NIE! Bóg istnieje!!! Ludzie dodają MI sił… Każdemu ludzie…

by Adam Mac Swan