Maria KonopnickaMendel Gdański


Mendel Gdański - ŻYD 67 lat siwy, siwe brwi i broda pierś wklęsła, ręce spracowane grzbiet odchylony duszności. Był żonaty 30 lat synowie po świecie za chlebem wnuczka Lija zmarła wnuk Jakub. 27 lat w tej samej izbie - pod oknem warsztat introligatorski.

Uliczka - cicha i spokojna jakby odrębne miasto oglądane przez okno pali fajkę z wiśniowym cybuchem. Coś niedobrego się dzieje, ludzie obcy, obszarpane wyrostki z pieniędzmi? - po 5 ciu do gospody. Zwykle dzieci z ochronki idą do szkoły, dziewczęta do pracy, kobiety z targu. Zna też wszystkie prace, codzienne życie ulicy i jej święta - Atmosfera życzliwości

Sąsiadka przynosi obiad rosół z bułką, talerz z mięsem i jarzynami - zostawia na piecyku i nie zjada

Jakub gimnazjalista lat 10 oczy piwne włosy czarne miękkie, krótkie słabego zdrowia kaszel (troska) - wysyła do zabawy, karmi najlepszymi kawałkami. Dziecko uczy się pilnie i cicho, ale i tak przeszkadza w warsztacie.

Piątkowy Wieczór ryba, makaron i tłusta zrumieniona kaczka z piekarni. CYNOWY ŚWIECZNIK - jarmułka na siwych włosach, tałes i żydowski modlitewnik - SZABAS - Zdarzyło się latem, że chłopcy od ślusarza i szewca - śmieli się, ale proboszcz przechodząc uszanował modlitwę przez zdjęcie kapelusza - chłopcy uciekli.

Jakub - wraca ze szkoły zziajany uciekał, bo wyrostek krzyczał za nim GŁUPI ŻYD. Gniew MENDLA malcowi brak mądrości - niepotrzebnie uciekał - tutejszy - tu się urodził. Być uczciwym Żydem PIĘKNA RZECZ - sam jest zdenerwowany popala fajkę czapkę zgubioną kupi nową.

ZA SIEBIE płacił - pracą rąk i oczu - Zegarmistrz, ale Żyd jest Żydem - pieniądze a Żydów lęgnie się jak szarańczy -cudzy żywioł.

- Mendel, bo 14 dzieci miał ojciec on był 15 Stare Miasto ojciec kochał ich ostatni jest wnuk Jakub Dużo kołysek, dużo pracy i mogiłek też

- Gdański a nie Berliński, bo z Gdańska.

Urodzony w tym mieście i ze swej pracy żyje, Kuba uczy się - wysyła dziecko spać i pyta, KTO MÓWI - LUDZIE - to nie ludzie, to wódka - szynk i głupota i złość ZŁY WIATR. Dziecko śpi nerwowo oddech nierówny.

Rano Mendel przy pracy, licha kawa, ranek pogodny chłopiec zaspał, ale chce biec do szkoły. W drzwiach wpycha go student z facjatki. Uciekaj biją Żydów. Stary się złości chce wyrzucić młodzieńca nie jest winny nie będzie uciekał.

ULICA ZAMIESZKI - gwizdy, śmiechy wołania i płacz. Zamykane bramy i sklepy rozwalone kramy. Dziecko płacze pierze zasypuje ulicę sypie się szkło i kamienie. Kobiety chcą ukryć malca a starego ratować stawiając święty obrazek w oknie, ale on nie pozwala, bo jest ŻYDEM. To nie ludzie, nie chrześcijanie to dzikie bestie i idzie do okna. Kamień trafia Jakuba - student blokuje drogę w drzwiach i krzyczy WARA OD TEGO ŻYDA! Przeszli dalej i tylko wybita szyba i ranne dziecko i chudy student -, co odprawia? nabożeństwo żałobne - dziecko nic mu nie będzie nie umrze - UMARŁO SERCE DO TEGO MIASTA

by Adam Mac Swan