Bolesław Prus Michałko


Koniec prac na kolei. Podradczyk wypłaca należność okolicznym chłopom, oszukuje. Gwar koło karczmy – DURNY MICHAŁKO został. Patrzył na szyny biegnące hen daleko, nie ma, dokąd pójść sierota – został w polu głodny. Inżynier odsyła Durnego Michałka. Pociąg techniczny zatrzymał się – wszyscy idą do karczmy – JEDŹ DO WARSZAWY – powiedział. Kazał mu wsiąść do wagonu, chłop ma rubla 40 groszy i złoty. Pociąg ruszył Michałko widzi swoją wieś miedzy błotami. W świcie będzie mu lepiej! Modli się, dostał jeść, a nocą stanęli pod miastem na górze – okolica stała się bogata. Michałko nie może spać! Ruszają, ale inżynier musi wracać – chłop nie boi się jedzie dalej, będzie nosił cegły – dostaje rubla.

Dojechali do Warszawy. Tu robotnicy troch ę się z niego śmieją, ale jest poczciwy zabiorą go do pracy. Żartują, miesza piasek z wapnem, następnego dnia dostaje dziewuchę do pomocy – lubi ją, i pomaga jej, ale czeladnik jej nie lubił, kiedy ja poturbował prosiła Michałka o 20 groszy – dał jej. Wyłudzała od Michałka pieniądze i zamierzał odejść, gdy czeladnik odchodził, ale majster powiedział, że jej nie zapłaci! ZOSTAŁA. Przyznała się, że kochała go i mieszkała u niego on ją okradał! Ona zostanie z Michałkiem – tak będzie ładniej mówi chłop. Otulił ją na zimnie. Czeladnik przyszedł, zabrał dziewczynie rubla i pobił, ale zdusił go Michałko i zabronił bić. Ona jednak otrząsnęła się i poszła z czeladnikiem – chłop oniemiał. Z babą trzeba jak z psem. Będzie ją bił i zabierał pieniądza – ona i tak pójdzie za nim! Zamęt, ale taka jej wola! Spać nie może, ludzie z niego kpią – drogie dziewki w Warszawie.

Idzie na inne budowy, bo liczy na lepszy zarobek, ale czeladnik, z którym szedł go zostawił. Biegał po różnych budowach, trafił wreszcie do fabryki. Pisarz okradał chłopa na 20 groszy dziennie! Na koniec września odprawiono pomocników i Michałka, dostał połowę zapłaty i go przegoniono. Tuła się po mieście i postanawia odszukać kolej i wrócić na wieś. Marznie bosy, jakiś pan wypytał go i dal złotówkę. Trafił wreszcie na swoją budowę ma nadzieję, że przenocuje w piwnicy. Pan stróż go przepędza, mówi durnowaty – chłop się cieszy, że go poznał śmiech to, że durny, to widać! Ubawił się z żoną i pozwolił zostać. Zimno, mokro, ale on zna nędzę, ma jeszcze trochę pieniędzy jutro będzie, co Bóg da

Rano pogoda, słońce Michałko dziękuje i odchodzi, widzi katastrofę, zawalił się dom zginął jeden pomocnik – Jędrzej – ma zdruzgotane nogi, biegną po pomoc, on się modli. Michałko idzie po rannego pod walącą się ścianę. Nie zważa na walące się cegły podpiera belkę i wynosi rannego robotnika, sam zgubił buty, ścisk, przepychanki, przepędzają go, on odchodzi, kiedy szukają tego, co uratował robotnika nie znajdują Michałko odszedł.

by Adam Mac Swan