Zygmunt Krasiński Nie – boska komedia


CZĘŚĆ PIERWSZA

Poeta wobec potęgi wszechświata. Gwiazdy nad głową, fale morza pod stopami. To, co widzi jest jego własnością.

***

Wywołuje śmiech i łzy, a to, co sam czuje, sam tworzy nie jest piękne, choć piękno płynie przez niego. BIADA CI! Dziecko i kwiat polny więcej ma zasług przed Bogiem.

***

Skąd powstał marny cień, który daje znać o światle, nie mojego światła nie zna. Aniołom równy idzie czołgać się z mułem. Jeden początek męża i niewiasty.

***

Cierpi, lecz bóle są do zniesienia, szatan je zbiera do kłamstw i złud. Bóg im zaprzeczy jak on zaprzeczył jemu.

***

Wyrzeka się Poezji matki Piękności i Zdziwienia, ona gubi ludzi w świecie, tych, którzy się jej poświęcili i stali się głosami jej chwały

***

Błogosławiony ten, w którym poezja zamieszkała jak Bóg zamieszkał w świecie. Będziesz niosła jak gwiazdę na czole, kochał ludzi. Jeśli poezji wiary nie dochowa i przedwcześnie przemówi, ten będzie sobie splatał wieniec grobowy, nie na czoło ANIOŁ STRÓŻ – Wzywa dla swego poety żonę dobrą i skromną, aby urodziła mu dziecko

***

CHÓR ZŁYCH DUCHÓW Przywołały trupa nałożnicy, orła zabitego i powieszonego na palu i połatany obraz Edenu, dzieło Belzebuba, by otoczył poetę fałszywym obrazem natury.

***

ANIOŁ STRÓŻ W kościele, – jeśli dotrzymasz przysięgi na wieki będziesz bratem moim przed Bogiem.KSIĄDZ udzielił ślubu – pamiętajcie o tym! MĄŻ podaję rękę żonie i krewnym i kościele mówi: przekleństwo na mnie, gdy przestanę ją kochać. Ślub, bal taniec PANNA MŁODA zmęczona wspiera się na ramieniu MĘŻA on kocha ją taką zmęczoną, z włosami w nieładzie i lekkim rumieńcem. PANNA MŁODA dochowa mu wierności, zgodnie ze słowem matki i wolą serca, ale jest zmęczona tłumem weselników. PAN MŁODY zakochany, chce jeszcze popatrzeć na nią, jak tańczy. Ona jest zmęczona, ale pójdzie.

***

Noc ZŁY DUCH pod postacią dziewicy, latawica okrywa się kwiatami i złudnym pięknem od umarłych złożonych w grobach kobiet. Zbiera suknię białą.

***

Pokój sypialny, lampa, ŻONA i MĄŻ we śnie on widzi ZŁEGO DUCHA, jako piękną dziewicę. Budzi się przy ŻONIE przekonany, że zdradził umiłowaną z młodości. ZŁY DUCH DZIEWICA – oto jestem zdradziłeś mnie. MĄŻ przeklina swój ślub. ŻONA budzi się przekonana, że to dzień. Widzi, że on jest blady, martwi się. On każe jej spać, ona widzi jednak, jaka zaszła w nim zmiana, On wychodzi zaczerpnąć powietrza, myśli o swym statecznym życiu. Wspomina dawne czasy. DZIEWICA go wzywa ON przyjdzie na jej wezwanie, chce by została, ale ona rozpływa się. Żona wzywa go, bo chłodno. Po narodzinach dziecka planuje chrzciny. Widzi, że MĄŻ z nią nie rozmawia i zmienił się, zbywa ja półsłówkami – Ona wie, że jej nie kocha. MĄŻ zaprzecza, to tylko nudy. Ona prosi go, by kochał syna. W tym momencie pojawia się DZIEWICA i wzywa MĘŻA. ŻONA widzi trupa, MĄŻ wielką piękność, uważa, że żona – istota ziemska z gliny i błota zazdrości duchowi i chce go zatrzymać. ON porzuca rodzinę wśród burzy, ona mdleje. Goście

*

Piękna okolica MĄŻ prowadzony przez GŁOS DZIEWICY. Mgła, burza przepaść, zmiana, on nie ma skrzydeł, dopiero teraz poznaje złego ducha. Przejrzał na oczy poznaje w dziewczynie upiora. CHÓR ZŁYCH DUCHÓW – uwiodłaś go wracaj do piekła. MĄŻ przyznaje, stałem się igrzyskiem dla diabła, bo ścigał piękno ZŁE DUCHY się cieszą. ANIOŁ STRÓŻ ucisza burzę i przenosi go do kraju.

*

MĄŻ szuka swej żony, jest w domu dla obłąkanych. Bez niej dom umiera. Myśli tylko o niej żąda konia i pistoletów. Jedzie.

*

Szpital ŻONA DOKTORA pyta kom jest? MĄŻ przedstawia się, jako krewny. ŻONA DOKTORA ocenia ją, jako najgroźniejszego więźnia. „To twoja wina” słychać głos szaleńca, który jest wyrzutem sumienia.

***

ŻONA w okratowanym pokoju. Rozmawia z nim przytomnie i świadoma bliskiej śmierci. Nie chce iść z mężem. Głosy obłąkanych, mówią o królowaniu, śmierci i symbolach apokaliptycznych. Syn ich będzie poetą. Na chrzcie Jana Stanisława pobłogosławiono i przeklęto. Jeden z obłąkanych myśli, ze jest Chrystusem „Panie Boże przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” Ona głosi, co byłoby, gdyby Bóg oszalał – światy spadają i gasną, nikt nas nie zbawi, krzyż nadzieja milionów rzucony w otchłań tuman powstaje z odłamków. Jedna Maryja ze swoimi gwiazdami, ale i ona pójdzie. Ona umiera, poeci nie żyją długo, syna nie chce już widzieć – dała mu skrzydła. Pogarsza się jej. Zrozpaczony MĄŻ Henryk ŻONA DOKTORA poznaje go teraz. ZONA cieszy się, ze umiera przy mężu. ŻONA DOKTORA widzi czerwień na jej twarzy – to krew rzuciła się ma mózg – umarła wbrew jego nadziei.

CZĘŚĆ DRUGA

***

Dziecko skacz i baw się! Oczy ma błękitne i mądre, głowę wspartą na rękach, a zaledwie kilka lat żył. O czym marzy?

***

Dziecko, jak natchnienie poety z rumieńcami patrzy w niebo z gwiazdami rozmawia. Zdaje się nie pamiętać nikogo, mamki, czy krewnych. Ojciec poeta ze łzami.

***

Dziecko odbierze hołdy i błogosławieństwa od księdza, chrzestnego, profesora, ubogiego. Cyganka nie chciała wróżyć, ksiądz chciał się u niego spowiadać, magnetyzer sam zasypiał zamiast hipnotyzować.

***

Rośnie i pięknieje, ale pięknością dziwną i niepojętą, anielska myśl.

Na cmentarzu hrabia każe synowi modlić się z a duszę matki. Orcio przekręca słowa modlitw, mówi pięknym wierszem, słowa bolą go w głowie i musi je wypowiedzieć. Widuje matkę, białą zjawę, która błąka się po zaświatach, przynosi mu słowa i natchnienie. MĄŻ prosi by Maria dała spokój dziecku i nie przywodziła Orcia do zguby. On jednak nadal słyszy głos zza modrzewi. Ona da dziecku natchnienie, by ojciec go kochał. MĄŻ prosi Boga o zmiłowanie nad dzieckiem. To słabe dziecko, nie ma potężnych sił. Prosi o mir między stwórcą i stworzeniem. Pragnie spokoju dla dziecka i siebie. Wieczny odpoczynek…

***

Spacer filozof- nadchodzi czas wyzwolenia kobiet i murzynów, przez krew i zniszczenie starych form. MĄŻ jest obojętny i zdziwiony. Przykład stare spróchniałe drzewo z listkami na młodych gałązkach, może postać wiele lat. Jak padnie pójdzie na węgle, bo stolarzowi się nie przyda?

***

W wąwozie MĄŻ badał koniec wszelkich wiadomości i myśli – próżnia grobowa zmywa wszelkie uczucia. Cierpi samotnie. ANIOŁ STRÓŻ kochaj ludzi zrozpaczonych. MEFISTO przedstawia się, jako brzuchomówca w podróży – wydziałem cię, gdy byłem młody – dobra pamięć, głośno: Niech będzie pochwalony. MĄŻ na wieki wieków Amen. Mefisto ty i głupstwo twoje. MĄŻ widzi orła, który przemówił: Bij się o cześć i potęgę swych ojców. Nigdy nie ustępuj. MĄŻ zrzuca żmiję, odrzuca natchnienie i idzie walczyć z ludźmi

*

LEKARZ ostatnia nadzieja. Orcio traci wzrok, organ jest zdrowy. LEKARZ pociesza chłopca, że wyzdrowieje, do MĘŻA zupełne osłabienie nerwu, źrenica szara i bez życia. Dziecko więcej widzi z zamkniętymi powiekami, trzeba się liczyć ze zmianami na mózgu. MĄŻ wzywa lekarza, by został, ratował, ale nie ma nadziei! Orcio ślepy, MĄŻ milczy, Bóg z modlitw, szatan z przekleństw się śmieje. TWÓJ SYN POETA –GŁOS

***

LEKARZ to nadzwyczajne w tak młodym wieku. MĄŻ wezwał znów lekarza, bo o północy Orcio budzi się i mówi o sobie, że jest synem światłości i pieśni, wzrok wróci kiedyś w promieniach gwiazd. OJCIEC CHRZESTNY – jego matka oszalała plecie jak nieboszczka. LEKARZ zgadza się z oceną. Orcio wzywa matkę, by posłała mu obrazy, czuje, że go opuściła. Pański syn ma pomieszanie zmysłów. Sądy Boże. Wszyscy wychodzą – Orcio się budzi, Ojciec odprowadza go i pilnuje, by zasnął. Błogosławieństwo, biedne dziecko, poeta.

CZĘŚĆ TRZECIA

Wezwanie do pieśni, wspomnienie gotyku – nie, tego już nie będzie.

***

Wezwanie do zachowania wiary i ostrzeżenie przed krwawymi czynami

***

Tłumy i namioty wokół oblężonego miasta, pijaństwo

***

Nędzni w łachmanach niech chwycą za kosy i inne narzędzia. Kobiety brudne i biedne i w łachmanach pijaństwo.

***

Przemawia rozumny precz z sercem, przesądami. Pociecha i mord.

***

Pankracy obiecuje chleb i pracę, niech żyje, U jego stóp przyjaciel?

***

Obywatel PRZECHRZTA wschodni wygląd, bogate pierścienie. Śmierć panom, kupcom. Chleba i pracy.

PRZECHRZTA las, w namiocie stół Talmud. Bracia mściwi ssijmy słowa Talmudu, dla nas siła, dla nich gorycz i trucizna CHÓR PRZECHRZTÓW Jehowa rozproszył nas i oplótł nami jak splotami gadów świat chrześcijański. Plują 3 x na jego zgubę. PRZECHRZTA – szykuje się do obalenia Krzyża Panowie go jeszcze bronią. CHÓR – głosi śmierć panom po latach przygotowań, przekleństwo im 3 x plują. PRZECHRZTA wolność bez ładu, rzeź bez końca zatargi i złości, głupstwa i duma, na tym osadzą potęgę Izraela – tylko kilku panów jeszcze zepchać. CHÓR Synowie Kajfasza, ojciec umęczył wroga przed wiekami. My zamęczymy wroga dziś, bo uwierzył w naszą miłość> PRZECHRZTA jeszcze trochę i świat będzie nasz 3 x plują na zgubę ludów. Ktoś idzie chowają Talmud. To LEONARD pokazują mu przygotowania stryczków na narzędzia. Ich wódz wzywa PRZECHRZTĘ. Pozostałych pilnuje Jankiel. Szykuje narzędzia zemsty na panów, zniszczą wszystko 3 x plują, przeklinają.

***

PANKRACY zły, bo pijani nie rozumieją jego słów. Pyta PRZECHRZTĘ o HRABIEGO HENRYKA. Zna go i ślubował mu stryczek. Ma iść do niego sam z poselstwem. Jeśli go zabiją stanie się męczennikiem, jest dwulicowy. Wobec przywódcy. PANKRACY ucisza LEONARDA, który nie chce rozmawiać z HENRYKIEM. LEONARD: broń i stryczki przygotowane przez przechrztów wydaje rozkaz! Przyczyną wahania jest zdrada. Nie to wola! Może wierzyć na ślepo. PANKRACY grozi LEONARDOWI rozstrzelaniem za to, że podniósł głos. Rozkazu teraz nie wyda. Mają 2 tys. ładunków i kasę szewców, ale hrabia Henryk szykuje się z włościanami na odsiecz Zamkowi Trójcy. PANKRACY chce HENRYKA poetę przeciągnąć na swoją stronę. Pojutrze zabierze ze sobą LEONARDA na swoją stronę. PANKRACY wódz tysięcy przeszkadza mu jeden człowiek hrabia HENRYK ze swoimi skromnymi siłami. Obalić ostatnią zaporę.

*

PRZECHRZTA prowadzi przebranego Henryka między powstańcami, nie wyda go, bo się boi śmierci. Wolni ludzie tańczą swój taniec śmierci wokół szubienicy. Bóg, królowie i panowie nie mieli nad nimi litości – dziś im odpłacą. MAŻ pyta dziewczynę o przyczynę radości – pracowała w pałacu, teraz jest wolna – TAŃCZ. Klub lokajów pod dębem, pozabijali swoich panów, lub ich szukają. Z przedpokojów – więzień wyszli wolni i piją. Rzeźnicy opodal czy zwierzęta, czy panów zabijają bez różnicy. MĄŻ ich lubi, przynajmniej nie mówią o honorze i filozofii. Kobieta rozwiązła za wolność rozdaje miłość. Klejnoty rodowe zdarła z męża, którego sama zabiła. Dziwny żołnierz Bianchetti szykuje podkop pod Zamek Świętej Trójcy Henryk mówi, że powinni go zabić, bo to będzie nowy arystokrata. Pod drzewem umiera spracowany rzemieślnik, przeklina kupców jedwabiu. Chłopi wloką swego pana, mają żal za pańszczyznę. Zginie, ale MĄŻ nim pogardza ich nienawidzi. Chłopi mają go za szatana. Ida dalej.

*

Inna część boru MĄŻ i PRZECHRZTA widzą ognisko, to LEONARD odprawia obrzędy nowej wiary na ruinach kościoła i cmentarza. LEONARD to prorok wolności, tłum filozofów, poetów i artystów i ich kochanek – to ich kapłani. Na ruinach ołtarza LEONARD z kochanką bezczeszczą świątynię, nowy świat swobody i rozkoszy. PRZECHRZTA 3 x pluje i wyklina. MĄŻ przyzywa orła i jego obietnicę. Tu mordercy przechwalają się swoimi zbrodniami na królach. Bohaterowie wolności ze sztyletami. MĄŻ widzi świętokradcze namaszczenie mordercy Hermana. W nabożeństwie bierze udział tłum kobiet, wielkie panie, które porzuciły mężów i przyłączyły się do orgii. MĄŻ je wspomina „niegdyś ANIOŁY moje”. Przeszły na ich wiarę wolności. MĄŻ mówi biada wam widząc je na ruinach ołtarzy. Oni przeklinają stary porządek i kłaniają się nowym bogom. LEONARD podchodzi do MĘŻA, który przedstawia się, jako morderca hiszpański, wyświęcony przez starszych braci – tłum wiwatuje, gdy wymieniają sztylety. LEONARD zaprasza go na jutro do gabinetu wodza. Błogosławi im chór kapłanów, filozofów, artystów i dziewcząt, żądają krwi panów, jeden głos żąda jego głowy. Ranek MĄŻ ucisza PRZECHRZTĘ. Wielki chaos, szał przyzywa potęgę, by zamknąć świat w słowa. GŁOS W POWIETRZU – dramat układasz.

MĄŻ przyzywa orła i idzie do jaru Św. Ignacego PRZECHRZYTA ma go tam zaprowadzić, ale boi się mgły. Duchy z lasu strzegły Ołtarza Pańskiego, teraz już go nie ma! Gdzie się podzieją? Rozwidnia się MĄŻ dociera do swoich ludzi.

*

Noc, drzewa, krzaki PANKREACY każe ludziom ukryć się LEONARDA nie zabiera, idzie sam.

*

Komnata w pałacu MĄŻ myśli o Brutusie i Cezarze, spotka się z człowiekiem, który wprowadza nową epokę. Bez ojców, imienia, Anioła stróża. MĄZ przyzywa pamięć swych ojców i lwią siłę. Będzie bronił ich cnót i błędów. Bije północ, jest gotów. Sługa zbrojny wprowadził PANKRACEGO, witają się i przypijają. PANKRACY pyta o herby rodowe w umarłym języku coraz mniej ich mowy. MĄŻ – 1000 ich ujrzą z Bożą pomocą. PANKRACY Szlachta zawsze pewna swego, dumna i karmi się nadzieją, bez grosza, oręża i żołnierzy. Gdzie są pioruny, pułki Aniołów zesłane z niebios? – pije. MĄŻ ateizm to stara formuła, nic tu nowego. PANKRACY ma silniejszą wiarę ich głód i nędza, hańba żon i córek, poniżenie ludzkości – to jego wiara. Myśl i potęga, rada. Ich chleb i cześć. Pije i rzuca kubek. MĄŻ siłą moja w Bogu, który ojcom panowanie nadał. PANKRACY: byłeś diabła igrzyskiem – to rozmowa dla teologów, jeśli któryś żyje.. MĄŻ pyta, czego żąda zbawca narodów – obywatel - bóg? Chce go poznać i ocalić. MĄŻ jest wdzięczny za pierwsze, na drogie ma szablę. PANKRACY – szabla szkło, Bóg mara, on potępiony na paru morgach, ledwie wystarczą na ich groby. 20 dni, gzie działa, rynsztunki i wojsko, żywność. Na miejscu MĘŻA PANKRACY rozpuściłby swe wojsko i nie poszedł na odsiecz Zamkowi Świętej Trójcy, zostałby na swych dobrach bezpieczny, pod jego słowem. MĄŻ ma 36 lat. PANKRACY zostało ci 15 lat, syn stoi nad grobem, panuj sobie do śmierci, każ malować przodkom portrety i herby o tamtych w zamku nie myśl więcej. Zdrowie ostatniego hrabiego. MĄŻ - obrażasz mnie każdym słowem. Zrobi, co będzie uważał, nie zrobią go niewolnikiem.. Opatrzność strzeże mego słowa. PANKRACY –honor święty rycerski – zwiędły wieniec, w ojczyźnie kasty, prochy prababek wie, że należy się kara, po karze niepamięć. PANKRACY zwycięstwo i życie – zguba wasza, ustąpicie młodym, zgłodniałym i silnym. Chce wyratować jego jednego. MAŻ życzy mu śmierci za tę litość. Widział nocą pląsy motłochu i wszelkie stare zbrodnie świata: rozpusta, złoto i krew. Ciebie tam nie było, nie raczyłeś zstąpić między swe dzieci. Pogardzasz nimi! Będziesz pogardzał też sobą. Siada pod herbem.

PANKRACY: mój świat jeszcze nie wyrósł, ale przyjdą czasy, narodzi się pokolenie najdzielniejszych. Wolni panowie od bieguna do bieguna, a Ziemia będzie miastem szczęśliwym, kwitnącym domem, szczęśliwym warsztatem bogactw i przemysłu. MĄŻ: Słowa kłamliwe, twarz blada, nie umie udawać natchnienia. PANKRACY nie chce, by MĄŻ mu przerywał, bo ludzie prości, na klęczkach o takie słowa prosili. Im męka, bóg, praca, zdobyte przez własne dzieci, dorosły do prawdy. Bóg ludzkości im się objawił. MĄŻ – przed wiekami ludzkość przez NIEGO zbawiona. PANKRACY niech się cieszą nędzą 2000 lat od śmierci na Krzyżu. MĄŻ widziałem ten Krzyż. U jego stóp legł Rzym i potężniejsze siły i 100 bogów poddanych, znać było, że jest PANEM ŚWIATA. PANKRACY stara powiastka pusta jak twój herb, dawniej czytałem twoje myśli, jeśli kochałeś i szukałeś szczerze, na wzór ludzkości słuchaj i nie odrzucaj zbawienia. Krwi, której obaj wylejemy jutro nie zostanie ślad. Jeśli jesteś tym, czym się wydawałeś, wstań, porzuć dom i chodź ze mną. MĄŻ – tyś młodszym bratem szatana, daremne marzenie, Adam skonał na pustyni i my nie wrócimy do raju. PANKRACY na stronie cieszy się, że hrabia zaczął wieszczyć. Postęp, szczęście rodzaju ludzkiego i ja kiedyś wierzyłem jeszcze 2 wieki temu ugoda byłaby możliwa, teraz trzeba mordować się nawzajem, chodzi o zmianę plemienia. PANKRACY biada zwyciężonym, powtórz biada i zwyciężaj z nami. MĄŻ czy zbadałeś wszystkie manowce przeznaczenia? Człowieku z gliny, jak ja, niewolniku kuli, czy cięcia! Pewny jesteś zwycięstwa? PANKRACY nie łudzi się nadzieją, nie zginę jeszcze, póki wy żyjecie. Bije zegar, jeśli znudzony jesteś życiem ocal dziecko. MĄŻ jego dusza czysta, ocalona będzie w niebie, na ziemi podzieli los ojca. PANKRACY – odrzuciłeś! Niech ten duma, co stoi nad grobem. MĄŻ w głębi ducha mego, ty tucz się w świecie cielska – precz! PANKRACY sługo jednej myśli, pedancie rycerzu poeto – HAŃBA tobie myśli i kształty są woskiem palców moich.

MĄŻ nic nie rozumiesz, bo każdy z ojców twoich pogrzebany z motłochem, jako rzecz martwa, nie, jako człowiek z siłą i duchem. Pokazuje obrazy, myśl zmarszczkami na ich czołach, gdzie namiot swój rozbijesz i nie znajdziesz domu? Dotąd ogniska swego nie znalazłeś. Dopóki 100 ludzi zechce powtórzyć za mną: „Chwała Ojcom naszym”. PANKRACY – tak chwał tym okrutnikom, fałszerzom, cudzołożnikom i kobietom waszym też. Stąd wasze genealogie. Głupstwo i niewola tego kraju, rozum wasz i moc. Dzień sądu bliski obiecuję, nie zapomnę o was! MĄŻ – Mylisz się mieszczański synu. Wykarmiła was łaska i obroniła potęga moich. Słowa twoje łamią się na ich chwale, jak dawniej strzały pohańców, jak skowyczenie psa wściekłego – Gościu wolno puszczam ciebie. PANKRACY do widzenia na okopach Świętej Trójcy, aż prochu i kul nie zabraknie. MĄŻ – będziemy walczyć na szable. PANKRACY 2 orły z nas, ale twe gniazdo strzaskane piorunem. Przeklina starość i poświęca się zniszczeniu jego i jego syna. Jakub ma odprowadzić gościa na granicę.

CZĘŚĆ CZWARTA

Zamek na granitowej skale, nad oceanami mgły. Nad 3 wieżami sztandary, wiatr i chmury. Na zamku obrońcy, w dolinie tłum wielki. Dolina Świętej Trójcy błyski broni, lud ciągnie, jak do równiny ostatniego sądu. Uroczystość w katedrze zamkowej dostojnicy, szlachta tłumnie, Arcybiskup, MĄŻ idzie ze sztandarem w ręku. CHÓR kapłanów ostanie sługi w kościele Syna Swego, błagają od nieprzyjaciela wybaw nas Panie. Hrabiowie o MĘŻU dumny, myśli, że świat podbił 100 trupów położył 200 swoich stracił. Arcybiskup daje miecz Świętego Floriana i dowództwo na zamku. Ktoś wetuje, wypędzają go. Niech żyje Henryk. Nikt nie wystąpił przeciw niemu. Modlitwy o siłę i ratunek od nieprzyjaciela. MĄŻ żąda przysięgi, że się nie poddadzą. Przysięgają. Przeklinają krzywoprzysięzców i zdrajców. MĄŻ obiecuje im sławę. Mają uprosić zwycięstwo. Nie wszystko jest stracone, chyba, że serca im zabraknie przed śmiercią. Baron pyta o PANKRACEGO, czy będzie miał litość. MĄŻ – jego litość to szubienica Brońcie się! Książę – to dobre dla gminu, my oprzeć się nie zdołamy, obrano cię wodzem układaj się.. MĄŻ ucisza księcia, bo już zasłużył na śmierć. Kto wspomni o poddaniu się śmierć? IWAT.

*

MĄŻ w krużganku na szczycie wieży. Pyta Jakuba o syna – prorokuje na schodach do lochu. Najmocniej obsadzić wieżę Eleonory i sam się stamtąd nie ruszaj. Warto naszym dać wódki, – jeśli trzeba otwórz nawet piwnice księcia. Widać z góry obóz wroga, to jego ostatnia pieśń. Krwawy zachód słońca wlewa się w dolinę.

*

Komnata oświetlona pochodniami. Orcio siedzi na łóżku MĄŻ odkłada broń, 100 osób na mury reszta odpoczywa. Przeżyją dziś i jutro. Wycieczka za mury udała się, Orcio to słyszał, ale co innego go przeraża. O ojca się nie boi, jego czas nie nadszedł, prowadzi go do skrytych w murze drzwi. MĄŻ dziwi się skąd dziecko o nich wie? Za nimi są lochy, a jego duch ciągnie do ciemności.

*

Zstępują do lochu z kratami i narzędziami tortur. Orcio pyta, czy ojciec nie słyszy głosów i nie widzi kształtów. Coraz bliżej widać duchy. MAŻ pewny, że dziecko oszalało, przeklina siebie. Duchy potępiają go i sądzą za cierpienia, których od niego doznały, szatan dopełni kary. MĄŻ pyta, co widzi? Orcio załamuje ręce i martwi się o ojca, kobieta go przeklina, ród przeklęty, potępiony na wieki. Nie ma ratunku zginiesz za kilka dni, ty i twoi bracia, pogrzeb bez dnia żałoby! Znam ja was marne ogniki, mnie chroni Anioł stróż. Przebacz ojcze to Matka kazała mi tu ciebie przyprowadzić – zemdlał. MĄŻ chwyta dziecko – przywiodło mnie do bram piekła Mario nieubłagany duchu i Ty Mario, do której się modliłem. Wraca walczyć z ludźmi – potem wieczna walka. Ucieka z synem nie kochała potępiła

*

Sala na zamku Trójcy Świętej tłum błaga o poddanie się. On odmawia. Głodne kobiety przeciw MĘŻOWI – nie odsyłaj posła. PNAKRACY przysłał OJCA CHRZESTNEGO – obywatela. MĄŻ – precz z moich oczu. Jakubowi kazał wezwać oddziały baronowie - zgubiłeś nas, wypowiadają posłuszeństwo! Książę - ułożymy się sami. Daruje wam życie, jeśli się przyłączymy i umarli giną na wieki – Głosy uznania. MĄŻ uciskaliście poddanych, ty młodość spędziłeś na kartach i podróżach, do kobiet - to też wasza wina, dlaczego dzieci nie wychowałaś na rycerzy, sobie na obrońców.. Kochałaś Żydów i adwokatów, teraz proś ich o życie. Chcecie upodlić ostatnie chwile? Naprzód za mną tam, gdzie kule i bagnety, nie szubienica i hańba. Spór, dobrze mówi, kawałka chleba nie ma. Nasze dzieci! Układy, poddać się. OJCIEC CHRZESTNY obiecuje nietykalność ciał. MAŻ bierze go za klapy świata osoba posła – idź pod namioty przechrztów i PANKRACEGO. On się wymyka.

MĄŻ wraca się do żołnierzy po imieniu, wspomina ich dawne czyny i co razem przeszli. Niech żyje Henryk Żołnierzom wódki, mięsa i na mury. Jakub za godzinę ma być gotów do walki – tak mi dopomóż Bóg. Kobiety przeklinają cierpienia swych dzieci, za ojców. MĄŻ przeklina je za podłość i wychodzi.

*

Okopy, wał trupów potrzaskane działa i broń na ziemi. Mało żołnierzy. MĄŻ do Jakuba wygrywał wiele razy, jedna będzie teraz przegrana. Nie mają już kul, została tylko broń biała. Jakub przyprowadził Orcia. MĄŻ myśli tylko o losie człowieka. Trzeba być Bogiem lub nicością. Jakub z Orciem ma teraz przyprowadzić wszystkich na mury do ostatniej walki. Orcio słyszał głos matki „Dziś wieczorem zasiądziesz przy mnie” czeka na swego syna. Dziecko boi się ostatniej godziny walki. Inni boją się by nie prowadzili ich na śmierć. Orcio ginie od kuli MĄŻ walczy nad trupem syna.

*

Jakub ginąc przeklina Henryka. Został sam na ułomku baszty. Widzi ciemność, będzie sam na wieki – leci w przepaść.

*

PANKRACY, LEONARD i BIANCHETTI zdobyli zamek OJCIEC CHRZESTNY ma dopilnować stracenia pozostałych przy życiu. Szukają Henryka, by darować mu życie. Naczelnik oddziału widział jak skoczył i znalazł szablę z herbem jego domu. Jednak dotrzymał słowa. Chwała jemu, gilotyna wam.

LONARD powinieneś odpocząć PANKRACY nie czas, tyle pracy przed nami, zaludnić puszcze! Wydzielić grunt każdemu kształtować teren, tyle śmierci inaczej dzieło odkupionym nie będzie. LEONARD bóg wolności doda nam sił. PANNKRACY czuje jednak duch HRABIEGO HENRYKA, pobladł, ma widzenie krzyża. LEONARD nic nie widzi, PANKRACEGO przeszywa wzrok zjawy, próbuje bezskutecznie osłonić się od światłości, czuje osamotnienie wśród tłumu i krzyczy GALILAEE, VICISTI – Galilejczyku zwyciężyłeś.

by Adam Mac Swan