Władysław Stanisław Reymont Na bruku


Władysław bezdomny zasnął w knajpie wypędzają go na mróz on zapina liche palto i nuci piosenkę o pięknej dziewczynie. Idzie głowa spuszczona, ociężałość i bierność idzie, bo go wypędzili. Ciepło knajpy rozmarzyło go. Most, park dopiero zauważył, jak zimno, noc. SPOKÓJ SNU nad miastem. Mgła, latarnie gazowe, echa miasta odległe. Mróz bierze potężny, Saska Kępa w oddali, Zamek i Kolumna Zygmunta, niewiele okien oświetlonych – NIE MA, DOKĄD PÓJŚĆ! Znów ta piosenka. Tak dawno-pamięta, jak pół roku temu opuścił dom rodzinny. Ojciec nie pochwalał, że syn chce zostać artystą (to jak kataryniarz), wypędził go z domu! Rodzina i obywatelski dobrobyt lub sztuka – zaprzedał się na śmierć i życie, opuścił dziewczynę. Osiadł na kamiennym stopniu i wspomina, jak śpiewał Heli. ZAPRAGNĄŁ SŁAWY zdobywał geniuszem świat – SZYDERSTWO! Porzucił rozkosze życia wiejskiego – to był poemat! Teraz jest nędzarzem w noc zimową marzy o przeszłości. Znosi głód i zimno, BO TAK CHCIAŁ, a droga na szczyt jest krwawa. Konserwatorium – ludzie pomogli, ale nie ma na czynsz i zadatek, czasem ma lekcje – nie chce litości a zostały 2 dni do Świąt. Krwawy blask na Placu Zamkowym oblegane ognisko dla bezdomnych DRESZCZE. Wypędzony odchodzi Krakowskim Przedmieściem bez słowa! Znużenie i senność, a miasto się bawi – widział to przez szyby – MAJACZY, głowa go boli, fale gorąca w sercu. Starzec sprzedaje papierosy – zapaliłby…, co będzie jutro? Zdechnie? Zamarznie?

Ktoś znajduje go na ulicy, szuka muzyka! Wszyscy chcą się bawić, a ich muzyk się spił. CIEPŁY pokój strojne dziewczęta, fortepian, ON GRA. Jadał i pił, przed oczami błyski – śmiertelna drzemka RANEK, wspomnienie tej piosenki – chłopak śpiewa za fant, ON śpiewa razem z nim. Zamieszania WARIAT – nie to TYFUS! DO SZPITALA on śpiewa dalej.

by Adam Mac Swan