Władysław Stanisław Reymont Orka


Chłop wykonuje znak Krzyża przed orką WIO! Macha batem i rusza powoli. Pług zaprzężony jest w szkielet krowy i 3 ludzi. Odwraca czarną skibę i kładzie na ostro. Staruszka z motyką rozbija grudy, wrony wybierają pędraki. Orka idzie ciężko. Ziemia jest twarda, pług słaby, kobieta i krowa pod jarzmem, dalej z przodu dziewczyna i chłopak – ludzie jak cienie z głodu, w łachmanach. Chłop marzy 3? 4 morgi? Przeorać, ale ma chore nogi i szmaty na strupach. Żyto rośnie, ziemniaków nasadzić, jęczmienia i grochu – to przebiedują WIO! Popędza, dziewczyna mówi zagon pod len i kapustę. Nie mają siemienia – zabrali wtrąca kobieta. Zbiera się na deszcz, a Magda nie spuściła wody z bruzd, żyto wygnije. Kwiecień, mgła, szarość, senność, kaczeńce kwitną na łące, słychać skowronki, oziminy się zielenią. Wszyscy pracują. Oni patrzą na dworskie pola – jeszcze każą ludziom pomagać – jak we żniwa! Płacili przecież! Ciągną i orzą inni zaczęli bronowanie Tomek podorał na jesieni. Konia chłop stracił, bo po jarmarkach jeździł i karczmach. Śmierci by spodziewał się raczej, że zostanie bez konia i dziećmi będzie orał. Połowa wsi leżała teraz w gruzach przez wojnę, na polach okopy i groby. Wawrzon orze w 2 krowy, mówi chłopak – ojciec popędza go do pracy. Zamilkli, pracują z trudem. Na każdym polu ktoś się rusza. Orzą i bronują, rydlem, lub gołymi rękami – kiedyś 100 koni wychodziło ze wsi na robotę! A jakie były śpiewy, pokrzyki, wesołości – wspomina dziewczyna. Tyle się namnożyło złego – mówi babka – spokornieją ścierwy! Pan Jezus dał im radę. Poczciwym też stało się niemało krzywdy! Mówi druga kobieta. Panowie wojują, a chłop w skórę bierze. Boćki! Przyleciały, krążą nad zburzonym dworem i parkiem – sieroty nie zbudują gniazd. Z bocianami przyleciała nadzieja. Oglądają się na łąki – wojna odlatuje. Radość, każdy pochyla się nad pracą – zaczyna padać deszcz, chłód i wilgoć do kości. Wiosenna plucha, orka staje się coraz cięższa. Postronki i jarzma wrzynają się do krwi. Skiba przemoknięta deszczem, krwią i potem z wysiłku. Boją się głodu Siwkiem już by przeorali! Konia zabrali im żołnierze, rozrzewniają się na wspomnienie. Przeklinają wojsko, pozostała tylko krowa. Jeśli straci mleko? Strach, świnie jadły lepiej niż oni. Chłop bije chłopca, awantura ojciec wygania syna idź do wojska palić, mordować, kraść. Chłopiec przeprasza, nie chciał zdenerwować ojca. Ich koń nie bałby się żołnierzy. Borowy złapał ich kiedyś w dworskiej koniczynie, ale nic nie zrobił, bo szło wojsko, błyszczały bagnety, a Siwek popędził po trąbce do chaty. Wspominają inne zdarzenia, nocą widział jego cień, pies Wawrzona coś gonił. Chłopiec ma żal do ojca, bo bił konia orczykiem.

Deszcz pada dalej, w bruzdach stoi woda oni pracują, w głowach im się mąci. Dziewczyna pada na ziemię, każą jej odpocząć. U zaorać pół morgi pod kartofle. Zdychać z głodu, czy iść na żebry? Wygraża pięściami o orzą dalej, z niestrudzoną zaciekłością.

by Adam Mac Swan