Charles Dickens Opowieść wigilijna


ROZDZIAŁ 1 DUCH MARLEYA

benezer Scrooge (ES) i Jakub Marley (M) byli wspólnikami. Zgon ostatniego potwierdzili ksiądz, urzędnik, grabarz, właściciel zakładu pogrzebowego i ES, którego podpis znaczy wiele na giełdzie. Idąc za trumną wspólnika obmyślał nowy interes. ES kazał zostawić nazwisko wspólnika na szyldzie. Firma była znana. ES miał silną rękę, gdy idzie o interesy – chciwy, stary grzesznik, milczący, samotny, o gniewnym spojrzeniu i głosie zimnym. Nie reagował nawet na zmiany pogody. Mroźna Wigilia Bożego Narodzenia – ZIMNO. O 15 już ciemno i mgła. ES pilnuje pomocnika przepisującego listy. Nie daje mu opału. Wchodzi bratanek ES z życzeniami świątecznymi - irytuje starego. „Co za głupstwo”? Piękny młodzieniec odpowiedział „Święta”, nie wierzy, że skąpiec tak myśli. ES pyta, z czego on się cieszy? Biedak, żyjesz w świecie głupców, dla ciebie to termin płacenia rachunków. Jesteś o rok starszy i nadal biedny. Nie mogą się zgodzić, co do sposobu spędzania świąt. Siostrzeniec czeka na święta z radością, to pamiątka chrześcijaństwa – nawet, jeśli przynosi stratę finansową. Święta to chwile dobre, pokrzepiające i radosne, ludzie myślą o innych i biednych. Pomocnik ucieszył się na te słowa i zmieszany spojrzeniem ES poprawił kominek tak, że zagasił ostatnie iskierki. ES grozi zwolnieniem pracownikowi i kpi z siostrzeńca, że taki mówca powinien już zasiadać w parlamencie. W odpowiedzi otrzymuje zaproszenie na świąteczny obiad. Wuj z ironia odmawia i za powód podaje małżeństwo siostrzeńca – odsyła młodzieńca „bądź zdrów”. Siostrzeniec niczego nie potrzebuje, o nic nie prosi, nie było między nimi konfliktu. Odchodząc składa życzenia skostniałemu pracownikowi. ES wściekły na pomocnika, którego zatrudnia za 16 szylingów, utrzymuje całą rodzinę – potrzebny mu szpital wariatów. 2 poważnych panów zbiera datki na biednych. Pytają o Marleya (umarł 7 lat temu) ES pyta o więzienia, zakłady poprawcze, przytułki itp. Są odpowiadają – to niech spełniają swoje zadania. ES nie chce wspierać biednych. Nie chce przyczyniać się do wesołości próżniaków. Nie interesują go sprawy innych ludzi. Pożegnał panów i wrócił do pracy zadowolony z siebie. Wieża kościelna zniknęła we mgle, robotnicy gazowni grzeją się przy wielkim ognisku (przyszli też bezdomni).

Lord Major – burmistrz Londynu przygotował wystawny stół, podobnie najbiedniejsi. Es zadowolony z siebie wystraszył jeszcze ulicznego śpiewaka zanim przyszła godzina zamknięcia kantoru. ES pyta, czy pracownik chce wolne na cały jutrzejszy dzień – uważa to za okradanie pracodawcy – nawet, jeśli święto przypada raz w roku. Ostatecznie zgadza się, ale chce by tamten następnego dnia przyszedł wcześniej. Kantor zamknięty, pomocnik owinięty szalikiem, bo nie miał palta pobiegł do swych dzieci. ES zjadł skromny obiad w garkuchni i poszedł do domu – ciemne pokoje, w ciemnym domu na końcu zaułka. Dom za wielki na tę okolicę. Pozostałe lokale to biura lub kantory. Znajoma brama, kołatka – dziś przybrała kształt głowy M! Zjawisko znika światło świeczki, ciemność jest tania – schody ogromne i ciemne, hałas grzmotu. ES nie jest przerażony, sprawdził swoje pokoje: bawialnię, jadalnię, sypialnię i schowek. Pusto, skromnie, zimny kleik przed kominkiem, pantofle, szlafrok i czapka. Kominek nie daje ciepła. Ogląda stare holenderskie kafle kominka ze scenami biblijnymi i statkami. Znów widzi twarz M - głupstwo. Zaniepokojony chodzi po pokoju, gdy usiadł zaczęły dzwonić dzwonki w całym domu – pół minuty, potem cisza i brzęk łańcuchów – duchy? Trzasnęły drzwi w piwnicy – głupstwo. Wchodzi duch M – poznał go po wyglądzie. Łańcuch stanowiły kasy metalowe, zamki i sakwy. Zawsze mówiono, że M nie ma serca, teraz ma chłodne, martwe oczy i chustę na twarzy. Duch M chce czegoś, siada na zaproszenie, może udowodnić swą prawdziwość. ES czuje piekielną obecność, ale nadal nie wierzy - głupstwo. Zjawa przeraża go odwiązując twarz – LITOŚCI! Uwierzył wreszcie ze strachu, duch cierpi, bo błąka się po ziemi i patrzy na szczęście i radość innych, z którymi powinny go łączyć braterskie więzi. Skąd łańcuchy? Sam je ukuł. Twój łańcuch 7 lat temu był tak ciężki i długi jak mój! Teraz jest jeszcze potężniejszy. ES prosi o słowo pociechy – zjawa nie może, nie należy do niej pocieszanie. 7 lat podróży na skrzydłach wiatru, udręka i wyrzuty sumienia. Nie wiedział, że wielkie dzieła ludzkości powinny być wspomagane przez wszystkich. Żal za życie źle spędzone. ES sumiennie pracowałeś i dbałeś o interes. M interes to mój błąd i grzech! Dobroczynność, litość, wyrazy miłości… najbardziej duch M cierpi w świata, bo za życia patrzył w dół, a nie na Gwiazdę betlejemską – czas się kończy – możesz uniknąć kary. Odwiedzą cię 3 duchy, 3 dni mnie już nie zobaczysz. Przez okno widzi miliony widm wyjących w powietrzu. Duch wspólnika znika, ES zmęczony zasypia w ubraniu – nie powiedział głupstwo.

ROZDZIAŁ 2 WIZYTA PIERWSZEGO DUCHA

ES obudził się, było jeszcze ciemno, zegar na wieży wybił 12, kieszonkowy pokazał tę samą godzinę – to niemożliwe, bo przespał cały dzień i część nocy. Duch miał być o 1 i przyszedł, jako dziecko? Starzec? W białej tunice, pas z brylantami, gałązka świerku i świeże kwiaty. Na głowie miał płomień. ES zainteresował pas. Duch wigilijnej przeszłości przyniósł dobroczynne światło, które ES chciałby zakryć czapką (błażek do gaszenia świec), bo go razi! Duch czuje się obrażony. Celem zjawy jest jego dobro i poprawa postępowania. Zabiera go przez okno do rodzinnej wioski – oddycha jej powietrzem i zapachami – wzruszenie, łza. Cieszy się na widok dzieci, swych rówieśników, zna tę drogę. Święta, życzenia, tylko jedno samotne dziecko w szkole – to on, przy ogarku świecy, widzi zmyślonych bohaterów z książek. Zapłakał ES teraz chciałby dać coś śpiewającemu wczoraj chłopcu, którego przegonił. Wspomina siebie zapomnianego i opuszczonego. Jest teraz znów kilka lat starszy, widzi siostrę, która zabiera go do domu. Ojciec się zmienił – będziemy razem na święta woła dziewczynka, pakują jego rzeczy, dyrektor szkoły jest miły, częstuje winem i ciastem. Siostra była chorowita, wyszła za mąż szczęśliwie, miała dziecko i zmarła. Duch mówi – to twój siostrzeniec – ES zmieszał się i został przeniesiony do Londynu. Wieczór ES poznał miejsce – tu praktykowałem. Fezziwig w walijskiej peruce. Jest 7 wzywa Ebenezera i Dicka Wilkinsa – Biedni, koniec pracy zaryglowują zakład. Wieczór wigilijny. W ciągu minuty wynieśli wszystkie zbędne sprzęty, sala balowa, skrzypek z nutami. 3 córki właściciela piękne, 6 adoratorów ze złamanymi sercami. Służba z sąsiedztwa tańczą w 20 par, grają z fanty, Porter dla skrzypka, taniec, ciastka i lemoniada, zimne pieczyste i piwo. Panie Fezziwig z mężem prowadzi taniec ludowy do 11, potem pożegnania i chłopcy idą spać na posłane stoły. Duch: niewiele potrzeba, żeby zjednać wdzięczność prostych ludzi 3 – 4 funty za dzisiejszy poczęstunek, a będzie chwalony! ES życzliwości opłacić się nie da. Teraz chciałby powiedzieć parę słów pomocnikowi. Duch – czas przemija spieszmy się. Inna wizja płacząca dziewczyna – inne bóstwo zajęło twoje serce – pieniądze. Między nami była umowa zawarta, gdy byliśmy biedni – też zmieniłeś cię ES. Jest zniecierpliwiony i zobojętniały – ona płacze i zwraca mu słowo. Dziś nie wybrałbyś biedniejszej dziewczyny. ES ma dość i prosi ducha, by zabrał go do domu. Jeszcze jeden cień widzenia. Ta dziewczyna ma córkę, mąż wrócił do domu z podarunkami dla dzieci. Cieszą się z prezentów. Mówi, że spotkał jej dawnego przyjaciela Szczura. ES siedział samotny w kantorze, po śmierci wspólnika nie nikogo znajomego. Krzyk ES miał dość, opadł z sił. Znalazł się w swojej sypialni i zasnął.

ROZDZIAŁ 3 ODWIEDZINY DRUGIEGO DUCHA

ES obudziło własne chrapanie. Czuł, że to pora na spotkanie z drugim gościem przysłanym przez M. Tym razem myślał, że jest przygotowany na tę wizytę – czerwone światło z pokoju obok. Altana, liście, gałęzie i ogień w kominku. Dekoracja świąteczna. Na podłodze ogromny bufet z pieczeniami, owocami i wszelkim dostatkiem. Nad tym siedział olbrzym z lampą w kształcie rogu obfitości. Duch tegorocznego Bożego Narodzenia zaprasza i onieśmiela wystraszonego ES. Jest jednak gotów iść z duchem, wczoraj odebrał lekcję. Pochmurny dzień świąteczny, ludzie zmiatają śnieg, a jednak są pogodni. Otwarto niektóre sklepy spożywcze i te z owocami, były pełne stosów bogactw sadów i winnic. Dalej sklepy kolonialne, z aromatem kawy i herbaty, górami cynamonu i rodzynek. Kupujący tłoczą się i przepychają, mają plany. Dzwony, na ulicach pobożni spieszą się do kościołów. Biedni niosą swoje posiłki do odgrzania w piekarniach. Duch przechodzi, wszyscy są radośni. Duch zabiera ES na przedmieścia do Boba Cratchita pomocnika w kantorze. ES dziwi się, bo zarabia tylko 15 szylingów na tydzień żona i córka Belinda nakrywają stół. Syn Piotr sprawdza, czy gotują się ziemniaki, młodsze dzieci chłopiec i dziewczynka wracają od piekarza z gęsią pieczoną. Starsza córka Marta wróciła do domu. Bob i chory syn Tiny Timmy też wrócili (córka zrobiła mu niespodziankę wracając wcześniej) Dziś zjedzą gęś z kartoflami i sosem, coś w rodzaju ponczu i kompot z jabłek. Modlitwa, syty posiłek i deser – budyń. EG zauważył, że deseru było za mało dla takiej rodziny. Kominek, grog, jabłka, pomarańcze i kasztany pieczone na ogniu. Toast – błogosławieństwo rodziny ES chce wiedzieć, czy chore dziecko przeżyje NIE! Jeśli się nic nie zmieni i cytuje słowa ES, lepiej żeby chorzy umarli. ES pokornie wysłuchał napomnień ducha – te kaleki dla stwórcy są więcej warci niż on. Boże błogosławieństwo ES – żona jest wściekła, on mówi, że jest Boże Narodzenie. To skąpiec bez serca! Toast wypito bez radości, z przymusu, jego nazwisko rzuciło cień na wesołość. Marta musiała pracować u modniarki, a Piotr miał objąć posadę. Miłość wśród nędzy. Wieczór, Londyn młodzież świętuje, wszyscy spacerują odwiedzają się. Dziewczęta piękne i rumiane od mrozu. Potem równina, gdzie mieszkają biedni górnicy, pieśni, radość w lepiankach. ES leci teraz nad morzem do latarni – 2 latarnicy też śpiewają, marynarze podobnie. Wreszcie dom siostrzeńca ES, opowiada o nim z wczorajszego dnia Wigilia to głupstwo! Stary dziwak – żona mówi, że bogaty – siostrzeniec Fred – bez pożytku. Ona go nie cierpi – inni też. Śmiechy, gdyby ES nie pogardził naszym towarzystwem byłoby ono lepsze niż jego myśli w zatęchłym kantorze. Będę zapraszał go, co roku, bo mi go żal. Siostrzeniec myśli tylko o zapisie dla pomocnika, nie o sobie. Chyba wczoraj wuj się wzruszył (śmiech towarzystwa) wino, muzyka po herbacie. Siostrzenica ES grała pięknie na harfie, Topper burczał jak bas – piosenki przypomniały skąpcowi dawne lata – wielkie święto dla dzieci. Ciuciubabka żarty, dowcipy, gra w fanty 20 osób bawi się wybornie. Duch cieszy się, ze zmiany usposobienia. ES chce zostać i popatrzeć na grę „TAK, NIE” trzeba było odgadnąć Ebenezera Scrooge’a - toast, śmiechy, zrobiło mu się lekko na sercu – bawiliśmy się jego kosztem – szczera radość. Duch zostawia nawet najbiedniejszym swoją łaskę, jego życie kończy się tej nocy. ES zobaczył dwoje dzieci ludzkości – ciemnotę i nędzę. Wybiła północ, pojawił się nowy duch z kapturem.

ROZDZIAŁ 4 OSTATNIE SPOTKANIE Z DUCHEM

ES padł przed nim na kolana – ten był groźny, wysoki i milczący. Pokaże mu przyszłe święta? Skinienie na tak. Pod ES ugięły się kolana, otoczyło ich miasto. Ludzie mówią, że umarł i będzie miał marny pogrzeb, nikt. Inni, tego kutwę powołano do obrachunku. ES na giełdzie zaczął szukać siebie, kto inny zajmował jego uprzywilejowane miejsce! Postanowił, że zmieni styl życia i tym tłumaczył swą nieobecność na giełdzie. W najuboższej dzielnicy zakład metalowy. Posługaczka, praczka i przedstawiciel domu pogrzebowego. ES umarł i pozostały po nim tylko jakieś skradzione graty. Przedstawiciel zakładu wysypał paserowi ołówek, szpilkę, spinki, pieczątki. Praczka prześcieradła i kilka drobiazgów, łyżeczki do herbaty. Posługaczka kotary z łóżka z kółkami z łóżka, okradła trupa. Śmieją się. Jedyna dobra rzecz, bo wszystkich odtrącał za życia – śmiech. ES przerażony, – co ja widzę? Wrócił do sypialni – brudne łóżko bez kotar, pod prześcieradłem ktoś leży – trup opuszczonego i ograbionego człowieka. ES nabrał odwagi – gdyby ten człowiek ożył i mógł czynić dobro. Duchu, czy jest jeden człowiek, któremu żal, którego ta śmierć zmartwiła. Nagle ES zobaczył matkę z dziećmi. Rodzina obawiała się, że ich dług po śmierci wierzyciela przejmie ktoś inny, równie okrutny. Potem dom pomocnika Boba – tu matka z dziećmi. Timy nie żyje, ojciec nie wraca z cmentarza, córkę szwaczkę bolą oczy. Cierpienie, wraca Bob na grobie jest zielono. Zrozpaczony ojciec spotkał siostrzeńca ES, był miły i przekazał pokłony żonie – on ma dobre serce, obiecał znaleźć Piotrowi lepszą pracę. Nad tą zacną rodziną unosiło się Błogosławieństwo Boże za sprawą Tima. Duch zabiera go teraz na cmentarz i świadomość, że tu jest pochowany człowiek. Napis na grobie Ebenezer Skrooge – czy nie ma ratunku!? Będę czcił Boże Narodzenie – duch zmienia się w poręcz jego własnego łóżka.

ROZDZIAŁ 5 KONIEC HISTORII

ES obudził się we własnym łóżku patrząc na jego poręcz. Ucieszył się, że ma wiele czasu na naprawienie swego życia. Modli się za Jakuba Marley, wspomina duchy - ŚWIĘTA!!! Kotara nad łóżkiem jest na miejscu, pośpiesznie i niestarannie ubiera się. Jest lekki i szczęśliwy, śmieje się – nowo narodzony. Nie wie jednak, którego dziś mamy. Jasny pogodny dzień Boże Narodzenie – odpowiada zapytany chłopiec. ES pyta go też o ogromnego indyka, który wisiał na wystawie – JEST! Kup go i wróć ze sługą dostaniesz szylinga. Słudze każe dorożką zawieźć ptaka do domu pomocnika Boba. Wraca i przebiera się uroczyście. Pozdrawia przechodniów, którzy są zdziwieni. Szczęście. Poważny jegomość, który zbierał w kantorze pomoc dla ubogich, teraz otrzymuje obietnicę ogromnej sumy, jako spłatę „starego długu” i nakazał milczenie o dobroczyńcy. Poszedł przez miasto do kościoła i obdarował żebraków, głaskał głowy dzieci. Wchodzi do siostrzeńca, jego żona drgnęła na dźwięk jego głosu. Zostaje zaproszony do stołu, bawi się wspaniale z innymi ludźmi. Następnego dnia czeka w kantorze na spóźnionego Boba 18,5 min. ES surowo wzywa go do swego kantoru i ze śmiechem podwyższa mu pensję! Ten myśli, że stary zwariował. ES obiecuje też zaopiekować się jego biedną rodziną. Kazał mu napalić w piecu, wieczorem ich odwiedzi. Małym Timem zaopiekował się jak synem. Dziecko nie umarło. Mimo szyderstw stał się dobrym człowiekiem. Jego dusza była odtąd pogodna, a święta obchodził przykładnie. Bóg błogosławi wszystkich i każdemu z osobna, jeśli będziecie dobrze żyli.

by Adam Mac Swan