Maria Dąbrowska Pocieszenie


Czerwiec, do połowy zimno, potem upał i słychać tylko owady. Chłopi piorą dworskie owce. Wityk – owczarz zły, bo wystraszyli mu zwierzęta, trzyma się za serce. Pies ugryzł chłopca, potem razem zaganiają, strach, by jagnięta nie uciekły. Na ten hałas pojawił się pan w biało-złotym jedwabnym kitlu. Pranie trwało 2 dni, zmoczona trawa zgniła, gliniasty brzeg skamieniał w grudę.

Strzyża w stodole za okólnikiem. Wityk zsiniał wiążąc owce – nie lubi, gdy cierpią. Strzygą kobiety i mężczyźni. Przy pracy słychać nieprzystojne rozmowy i śmiechy. Upał, pot i groźba burzy. Urwany śpiew Marynki, dyszenie psa i brzęk nożyc. Nadchodzi wieczór. Wityk może już się napić, nabiera kwartę wody z wiadra i pije. Ludzie przeganiają psa od wody. Umordowali się, patrzy na stosy worów wełny i pyta siebie, ‘kto będzie z tego miał’? Rano niw wychodzi z owcami – najpierw myślą, że przepędził je dalej, kosiarze klepią kosy i słychać brzęk owadów.

W tej ciszy znaleźli go w młodym zbożu nieprzytomnego, pies liże mu dłonie. Pan posłał po eter ludzie radzą przysypać ziemią, kowal polewa wodą. We dworze Pani z Panienką nie mogą znaleźć eteru, jest już za późno. Wityczka płakała nad wychudłym ciałem męża, nie daje się podnieść, myśli, że mąż umarł z powodu owiec – nie to serce mówią ludzie. Ona nie wierzy ciało przenosi pod pierzynę, ucisza dzieci, prosi księdza o cudowne uzdrowienie ’ocknie się’. Strach, bo trupi jad zakazi łóżko, ludzie się martwią, pan kazał zbić trumnę.

Cisza Deresz szuka psa Wityka. Żona zrozumiał, że umarł ocknęła się i zaśpiewała ‘Dobry Jezu…’. Ksiądz. Ludzie nocą czuwają przy zwłokach. Rano chłopi mogą iść na pogrzeb, bandosy zostają przy pracy. Kobiety dostały kwiaty z dworu, ale umajonego wozu nie przyjęli. Umarł przy pracy i rękami zaniosą go do kościoła. Śpiewają, ‘Kto się w opiekę…’. Msza, ksiądz wspomina Jana Wityka, który pracował z nimi w Rusocinie 6 lat, wcześniej w świecie 20 lat. Pracował, ale został wezwany przed Pana. Kondukt: ksiądz, trumna i pozostali, ostatnie grosze dla żebraka, który modli się za zmarłego. Chłopi rozmawiają i wspominają ‘już po Wityku’.

Żebrak odchodzi i śpiewa piosenkę o gołębicy, potem o wodzie i ogniu. Zamilkł, schronił się przed upałem i wiatrem w rowie pod gruszami. ‘Pięknego lata doczekaliśmy’.

by Adam Mac Swan