Henryk Sienkiewicz Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela


Noc późna Michaś uczy się łaciny, greki i niemieckiego, jedyna nadzieja matki. Dziecko chorowite i przepracowujące się, Jego nauczyciel pakuje za ciężki tornister, prosi niemieckich profesorów o wyrozumiałość, mówią, że jest rozpieszczony. Był on średnio zdolny, ale z charakterem i pracowity, przywiązany do chorowitej matki. Miał polski akcent! Dostawał słabe stopnie. Nauczyciel lepiej go rozumiał, sam znał cenne pracy i pocieszał dziecko.

Wspomnienie, gdy był w jego wieku bawił się i był zdrowy i beztroski. Nauka nie powinna być tragedią dla dzieci. Łacina nie zastąpi powietrza i ruchu. Zły akcent nie powinien stanowić o losie dzieci. Powinno się je prowadzić łagodnie. Wawrzynkiewicz sam chorował, był jego guwernerem i korepetytorów od 6 lat i kochał się w jego matce szlachciance, bogini. Chłopiec i matka są podobni do siebie, za mocno kochają. Stracili majątek. Michaś, ostatni z rodu odpowiada za matkę i małą siostrę Lolę. Pracował cały czas, by pokazać jej najlepszą cenzurę, marzył o celujących, które pokaże matce w Zalesianach. Dostał kilka dobrych ocen i podbudował się. Szczęśliwe chwile! Jego drugi uczeń Owicki twierdzi, że Michaś nie umie się wysłowić. To nerwy? Polskie dziecko w niemieckiej szkole wiele musiało słyszeć zdań, które raniły jego uczucia, pojawia się rozdwojenie, bo matka chce by korepetytor uczył dziecko historii. Na wszystkich Świętych oceny miał mierne i mała była nadzieja na poprawę na święta.. Potem Michaś i Owicki zapomnieli zadania i Michaś dostał naganę i groźbę usunięcia ze szkoły. Dostał z nerwów zawrotów głowy. Michaś dodatkowo cierpiał z powodu listów księdza Masztyńskiego, który sugerował, że od jego postępów zależy zdrowie matki, ta istotnie przeceniała jego zdolności. Wawrzynkiewicz listownie przygotował matkę na słabą cenzurę. Na koniec Michaś został przyłapany na rozmawianiu po Polski i oskarżony o demoralizujący wpływ na kolegów. Pojawia się apatia i rezygnacja, został ostatecznie wyrzucony ze szkoły. Myśli tylko o matce i siostrze zachorował i omal nie umarł. Wezwano matkę, która osiwiała ze zgryzoty. Dziecko było coraz słabsze i umarło w wigilię Bożego Narodzenia nad ranem. W tajemnicy przygotowywał się do ministrantury i dziwnie brzmiały słów Boże mój Boże czemuś mnie opuścił. Złożony w trumnie z twarzą natchnioną, jak wtedy, gdy dostawał celujący, otoczony kolegami Rok później Wawrzynkiewicz wspomina Michasia. Sam kaszle coraz ciężej może jak on wkrótce odejść.

by Adam Mac Swan