Tadeusz Borowski Pożegnanie z Marią


I Biuro w spalonej kamienicy, noc drut kolczasty, Dymy lokomotyw towarowych ciągnących składy na front, bezlistne drzewa. Maria patrzy znad książki, gra świateł i cieni na szkle kieliszków. Tadeusz uważa, że ona pulsuje poezją jak drzewo sokami. Musi uważać, by świat nie użył wobec niej topora. Tylko poezja może wiernie pokazać człowieka. Tadeusz wierzy, że miarą poezji jest miłość ludzi. Ona się z nim zgadza. Błyski tramwajów rozświetlają pokój. W sąsiednim pokoju gra patefon. Oprócz nich jest cały świat, gdyby można go było zrozumieć. Miłość była by ostateczną miarą. A tak żyjemy swawolnie, zwodniczo, metodą prób i błędów. Tadeusz stoi przy piecu kaflowym obok ziemniaków kupionych na zimę. Wszyscy są trochę pijani i głodni. Z pokoju z patefonem wchodzi Tomasz z ciężarną żoną, zabrakło wódki. Handlował fałszywymi obrazami, był redaktorem pisma i uważał się za lewicowca. Maria chce odejść, pożyczy Hamleta i przygotuje na wtorkowy komplet, wszyscy trochę pijani, ktoś skrzypcami chce zagłuszyć patefon. Pijany Apoloniusz z nogami na stole zastanawia się, czy Chrystus byłby dobrym żołnierzem? Raczej Dezerterem. Piotr mówi: On i pierwsi chrześcijanie sprzeciwiali się złu (Piotr pijany gładzi włosy 2 dziewczyn) każą Apoloniuszowi zdjąć nogi ze stołu. Apoloniusz mówi o przemianie Wandali, którzy doszli do Kartaginy w czasach Augustyna, przerywa mu pijani pianista „Nawrócił ich”, ochrzczony, jako dorosły przez kolegów (był wyznania narodowego) Ślub z drapieżną Pianistką był mezaliansem bez poparcia rodziców. Ostatecznie użyczyli im lokum i kuchni na produkcję bimbru. Panna młoda pijana w usztywnionej sukni.

Do Marii podchodzi młoda Żydówka (uciekinierka z getta) miło tu jest szczoteczka do zębów, kubek herbaty, książki, boi się i czuje, że musi odejść. Była pieśniarką, jest ubrana wyzywająco, z artystkami nawet Niemcy inaczej… Dotyka palcami grzbietów książek kupionych na wózkach. Apoloniusz dalej mówi o Augustynie, który napisał 63 książki, o Wandalach nikt nie pamięta, a jego czytamy do dziś. Wojna mija, poezja zostaje. Żydóweczka zmienia płytę, myśli, że po aryjskiej stronie też będzie getto, tylko nie będzie z niego wyjścia. Tańczą z Piotrem. Maria martwi się o jej rodzinę za murami (stąd jej zdenerwowanie). Tańczą pijani, Tomasz znowu wchodzi z ciężarną żoną widzie transport. Wraz z Tadeuszem otwierają bramę. Wóz utknął w rynsztoku, trzeba manewrować. Żandarm pilnujący szkoły napełnionej „ochotnikami” do prac przymusowych w Prusach, świeci im latarką i mówi za bardzo naładowane. Jest on świadkiem ogromnego przemytu i zorganizowanego rabunku pociągów jadących na front i z powrotem.

Koń zmęczony pije wodę i sam odchodzi do stajni. Stara spakowała cały majątek. Rozładowali zawartość do szopy. Chory na serce Tomasz zasapał się z powodu wapna. Woźnica napatrzył się w getcie. Ma przygotować na jutro konia i nielegalnie wywieźć wapno, idzie teraz opatrzyć konia.. Tadeusz odprowadza Marię do furtki, ona rozleje i dostarczy bimber, całuje go na pożegnanie, jest o pół głowy wyższa. Idą z Tomaszem do furmana z wódką – zbratać się z ludem.

II Nocą spadł śnieg, furman przed świtem wywiózł kradzione wapno i zatarł ślady. Na ulicy pusto, słychać pociągi, w oknach szkoły głowy uwięzionych ludzi. Żandarm na ulicy, granatowi policjanci grzeją się w sklepiku paskarza, chłopka wyładowuje przemycone kiełbasy, które sklepikarz ukrywa wśród innego towaru. Cały rok jest ruch na ślepej, brukowanej ulicy, ze śmierdzącymi rynsztokami, gnijące domy, pralnia, fryzjer, mydlarnia, sklepiki i bar. Dzieci i kłębiący się tłum pod szkołą z więźniami. Wraca nad rzekę i z powrotem pod szkołę, z krzykiem. Sklepik paskarski bimber spod lady i handel ludźmi ze szkoły. Policjanci nocą uwalniają wykupionych (zwykle dziewczęta) uciekają, jeśli mają, dokąd, lub kalecząc się o drut kolczasty przechodzą na teren składu przepędzane rankiem, by nie sikały na placu. Zyski ciągnął sklepikarz. Tadeuszowi regularnie nie doważał i zaokrąglał ceny na żywność. Sam chciał żyć, miał żonę, syna w gimnazjum i córkę w licealnym komplecie. Ich firma też oszukiwała sprzedając rozcieńczone, lub zniszczone towary, wszyscy oszukują włącznie z firmami przewozowymi.. Firma budowlana dawała utrzymanie wszystkim. Brzuchaty właściciel, nerwowy z bródką w szpic inżynier, żona dewotka trwoniąca majątek na żebraków i syna erotomana. Ciągnął z żony pieniądze w czasach głodu, gdy jedzono obierki, kupił plac i składy, kupił majątek ziemski z lasem i gliną. Chciał budować bocznicę kolejową, rozmawiał z Niemieckimi Kolejami Wschodnimi. Pracownikom zamiast 73 zł/mc dawał 400, pomagał rodzinom uwięzionych i finansował tajne studia Tadeusza – ucz się dla Ojczyzny! Filia w baraku, w którym mieszka i produkuje bimber Tadeusz, kradnie też dla mydlarni składniki.Kierownik znał się na złocie i kosztownościach, meblach i lokalach, prowadził wymianę z gettem. Stara doktorowa wyprowadziła go na ludzi, przed wojną dużo zarobił, kupił taksówkę i place. Stara siedzi teraz na miejscy Marii siwa, ubrana na czarno, za biednie jak na bogaczkę( to jej rzeczy przywiózł nocą woźnica. Stara chce telefonować, nie pozwalają, bo Niemcy podsłuchują rozmowy. Tadeusz czyta o średniowieczu. Stara martwi się o córkę i zięcia, że im się nie uda. Uda się to pewne, trzeba się martwić o zakup mieszkania 50 tys.! Tadeusza kierownik chwali za Marię napędziła 25 litrów bimbru i spaliła tylko połowę węgla – oszczędna, dobra, telefonowała, ż rozwiozła i niedługo wróci. Tadeusz jeszcze na kacu czyta w ciepłym, ale ciemnym kącie o klasztorach. Doktorowej nie pozwalają zadzwonić. Kierownik zajmuje się klientem, a doktorowa opowiada Tadeuszowi o skrytkach na ludzi w ścianach budynków i ukrywających się tam dzieciach, które tylko milczą. Martwi się o córkę i zięcia, został, bo miał interesy. Tam wywożą ludzi, wszystko się kończy.. Kierownik w tym czasie sprzedał drewno rozbiórkowe po żydowskich domach. Stara idzie do magazynu z rzeczami. Zalotna urzędniczka (przysłana przez szefa) miała ich pilnować, a czyta romanse brukowe. Przynosi też gazetki podziemne. Tadeusz zazdrości jej dojść do konspiratorów. Ona pyta go o wiersze, furman grzeje się przy piecu i mówi o łapankach skończą z Żydami i nas będą wywozić.

Zimą lasowali wapno na składzie, by było na sezon. Podczas łapanek bramy składu zamykali na kłódkę. Ludzi wymiotło z ulicy, karuzeli i mini zoo pod namiotem. Zostali tylko sprzedawcy z ubogim towarem. Kierownik odebrał telefon od Marii, wraca wolniej, bo łapią. Podczas obiadu rozmawiają o sprzedaży tomików wierszy, stratach a magazynie i że pozbędą się urzędniczki. Kierownik chce zawiązać spółkę, ale Tadeusz ma kapitał w bimbrze. Przychodzi zakonnik po materiały budowlane i płaci bilonem. Wiadomo, że stara zostawią córkę, której nie uda się wyjść już z getta.

III Tomiki poezji wydrukowali na powielaczu. Apoloniusz przygotował okładki, ale źle schły. Tadeusz czeka na Marię, wieczór, śnieg, stara wraca do getta, nie daje się przekonać, ładują wóz z powrotem. W tym czasie Niemcy przywożą traktorem kradziony cement 50 worków, robotnicy mają dodatkowe 5 worków po 20 zł skradzione Niemcom. Płacą, stara zapomniała o maszynie do pisania zostanie Tadeuszowi. Kierownik chciałby mieć własny skład, ma pomysły na dochody i duży majątek na po wojnie. Stara drzemiąc jedzie do getta na wozie, biegną dzieci licząc na możliwość kradzieży.. Na ulicy żandarm, panny z pralni i pijani policjanci ze sklepiku, dzwonek z kościoła. Tadeusz wraca, martwi się o narzeczoną kierownik jedzie w płaszczu tramwajarza. Tadeusz ze sklepiku widzi zator na ulicy spowodowany traktorem i rzędem ciężarówek z ludźmi z łapanek, jadą od cerkwi do mostu. Policjant mówi „zabierają się za nas”.

Sklepikarz pyta o żydówkę i jej mieszkanie, kierownik miał dać zadatek, on odsyła go do kierownika – ona wraca do córki, sklepikarz: umrzeć jak człowiek.

Zator na ulicy w świetle reflektorów na ciężarówce twarz Marii biała jak wapno pod kapeluszem, ręce skrzyżowane na piersiach, trupioblade dłonie. Stała w tłumie ściśnięta, przy żandarmie, samochód rusza, omal nie upadła. Jako mieszaniec aryjsko – semicki została wywieziona do obozu nad morzem, zagazowana i prawdopodobnie przerobiona na mydło?

by Adam Mac Swan