Stefan Żeromski Rozdziobią nas kruki i wrony


Ponura jesień niskie chmury -gnane wiatrem, ani jednego promienia słońca -rano. Krajobraz: pusty, płaski, rozległy, rozmiękła rola.

Andrzej Borycki pseudonim Szymon Winrych wyjechał z zarośli w kierunku Nasielska. 3 dni o 2 noce idzie przy wozie już prawie bez butów. Zdziczał. Dawniej prezes konfraterni teraz zajada razowiec ze słoniną. Głodne i zmęczone pożyczone konie ciągnęły wóz drabiniasty z ukrytą bronią. Tylko on jeszcze nie upadł na duchu i tylko on chodził po broń. Gdyby on się nie uparł partia rozleciałaby się już dawno.

Głodny, zmarznięty, zmęczony: "wszystko przełajdaczone, przegrane" złorzeczy metafizykom i poetom -będą opisywać klęskę.

Ruch na horyzoncie (on na otwartej przestrzeni) MOSKALE -zawraca, zaczyna uciekać. Zatrzymuje się po chwili -przygotować obronę? nie ma jak! Rewizja lanca trafia na lufę karabinu pod gałęziami.

Pytają z czyjej partii on 2 razy odpowiada GŁUPIŚ, widzą, że nie chłop i ma naszywkę -powstaniec On prosi: nie zabijajcie mnie.

Umierającego zostawili -zabrali belgijskie pałasze -modli się "...i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy" z nadzieją zbawienia umiera. Raniony koń także pada. Drugi żywy czuje trupa szarpie się i łamie zaplątaną nogę.

Rano do padliny przylatuje ptactwo, które zostaje wypłoszone przez chłopa. Okrada trupa ze wszystkiego, rannego konia chce zdusić, ale zostawia. Nożem zdejmuje z martwego konia skórę. Ciała powstańca i konia wrzuca do starych dworskich dołów na kartofle. Rannego konia zostawia sam zadowolony, z modlitwą na ustach wraca obładowany do domu. Rżenie rannego konia, wrony i kruki, noc ROZPACZ I ŚMIERĆ

by Adam Mac Swan