Edgar Allan Poe Sfinks


Epidemia cholery w Nowym Yorku. ON u kuzyna na wsi nad rzeką Hudson. 2 tygodnie zabaw i rozrywek życia wiejskiego, tylko rano wiadomości śmierci przyjaciół w ludnym mieście. Strach na widok posłańca, a samo powietrze wydawało się przepojone śmiercią. ON tylko o tym myślał i śnił. Gospodarz był mniej pobudliwy, przygnębiony, ale starał się podtrzymywać go na duchu. Nie poddawał się trwodze i widziadłom.

Pod wpływem książek z biblioteki ożyły w NIM zabobony odziedziczone po przodkach. Dyskutują nad kwestią dobrych i złych znaków, omen przydarzył się tuż po jego przyjeździe – przygnębienie i zadziwienie, wreszcie opowiedział o tym kuzynowi. Było upalne popołudnie, ON z książką przy oknie, widok na wzgórze, z którego osunęła się ziemia niszcząc drzewa. Myśli o mieście w rozpaczy nagle widzi poczwarę, która z ogromną prędkością zbiegła ze wzgórza i ukryła się w lesie poniżej. Nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył! Sen? Omam?

Poczwara była znacznie większa od okrętów liniowych (porównał ją do pni olbrzymich drzew). Opis ogromnej poczwary łuski, skrzydła, paszcza, szable odyńca, wymalowana jakby ręką artysty trupia czaszka. Paszcza otworzyła się i usłyszał potężni głos, narasta w NIM przeczucie czegoś strasznego, stracił przytomność. Nie wspominał o tym wcześniej kuzynowi.

Kilka dni później ON i kuzyn są w tym samym pokoju, wieczór, ON widzi stwora (widziadło rychłej śmierci) kuzyn twierdzi, że nie widzi, przeczuwa atak szaleństwa. Wysłuchał jednak opowieści o wyglądzie stwora, zaczyna spekulować na temat omamów związanych z odległością. Wyjął z półki Historię naturalną i zaczął czytać opis owada Sfinks z rodziny Crepuscularia, gatunku Lepidoptera rzędu Insecta. Zobaczył ją ponownie wchodzącą po jakiejś pajęczynie tuż przed oknem.

by Adam Mac Swan