Ernest Hemingway Stary człowiek i morze


Stary samotnie łowi w Golfsztromie 80 dni bez sukcesu. Chłopiec pływał z nim 40 dni –rodzice zabrali go na inną łódź tam złowili 3 dobre ryby. Jeszcze pomaga staremu nieść osęk, harpun, zwoje lin i maszt z żaglem połatanym workami. Santiago: stary, suchy, bruzdy na rękach i karku, plamy na skórze po niezłośliwym raku od mórz tropikalnych, ręce w szramach od lin. Oczy w kolorze morza wesołe i niezłomne. Nauczył chłopca jak łowić ryby.. Chłopiec chce z nim płynąć nałowią ryb. Kiedyś pech trwał 87 dni potem przez 3 tyg. nałowi wiele dużych ryb. Nie -jesteś na szczęśliwej łodzi, wiem, że tato kazał ci odejść! On już nie wierzy w starego.

W Tarasie mężczyźni kpią ze starego on się nie gniewa –patrzy na rybaków, którym się powiodło jedni patroszyli merliny innym udało się zabić rekiny. Stary nad szklanką piwa wspomina połowy, nie chce sardynek od chłopca, który chce być pomocny. Stary sam powiosłuje –lepiej zagraj w baseball –jesteś mężczyzną (postawiłeś mi piwo). Młody pamięta jak miał 5 lat złowili wielką rybę, która prawie rozwaliła łódź i zapach jej krwi –wszystko pamiętam odkąd pływam z tobą! Nie jesteś mój, tylko mamy i taty i pływasz na szczęśliwej łodzi –nie zabiorę ciebie. Chłopiec ma dla niego zasolone i świeże sardynki (ukradłby dla niego, ale te złowił. Jutro popłynę przed świtem bardzo daleko. Rybak chłopca łowi blisko brzegu jest prawie ślepy a nie łowił żółwi, (od czego psuje się wzrok. Stary zabiera maszt, chłopiec osęk, harpun i skrzynkę z linami –wilgoć rosy im szkodzi –resztę stary zostawia w łodzi.

Chata z liści palmy królewskiej, drzwi otwarte: łóżko, stół, 2 krzesła, palenisko na węgiel drzewny na podłodze, 2 obrazki Najświętszej Panienki (po żonie) jej portret zdjął, bo czuł się samotny. Rozmawiają o baseballu, to 85 dni bez ryby –to szczęśliwa liczba, chce zamówić los z tymi liczbami za 2,5 dolara. Jest wrzesień przypłyną wielkie ryby. Każdy może łowić w maju. Gdy chłopiec wrócił z sardynkami stary spał ze starą gazetą. Przyniósł mu też jedzenie z Tarasu. Rozmawiają jeszcze o baseballu. Stary wspomina Joe Di Maggio i innych graczy, którzy przychodzili do Tarasu, młodość na statku, lwy na wybrzeżu Afryki. Stary obiecuje, że obudzi chłopca idąc na brzeg.

Idzie, gdy jest ciemno, budzi chłopca i pije kawą w budce.. Życzą sobie wszystkiego dobrego stary odpływa w ciemność- słyszy inne łodzie, rybaków i latające ryby, widzi fluorescencję wodorostów nad głębią. Myśli o ptakach –mają cięższe życie niż my! Są za delikatne na morze. O morzu mówił la mar w rodzaju żeńskim. Zanim się dobrze rozwidniło zarzucił przynęty na: 40, 75, 100 i 125 sążni i przygotował linę do wybrania nawet 300 sążni. 3 świeże patyki, by widzieć branie. Przynęty opuszczał pionowo, dzięki czemu wiedział, na jakiej są głębokości. Lepiej być dokładnym, bo jest się gotowym, gdy przychodzi szczęście. Słońce przeszkadza mu tylko o wschodzie. Sokół morski wypatrzył delfina polującego na latające ryby. Stary wie, że będzie dobra pogoda, w wodzie dużo planktonu przyciągnie ryby. Zobaczył jadowitą meduzę agna mala –tyle razy go poparzyły. Lubi żółwie, które na nie polują. Wspomina jaja żółwi, które pomagają mu odzyskać siły. Pije też codziennie tran rekina przechowywany w bazie marskiej dla wszystkich. Ptak znów krąży znalazł rybę.- ławica młodych tuńczyków złowił młodego albacore –doskonała przynęta.

Stary mówi sam do siebie –po odejściu chłopca? Inni pomyśleliby, że zwariowałem! Wygina się patyk –czuje, że to wielki marlin objada sardynki z haka –WEŹMIE!? Ryba odpływa i wraca WZIĘŁA wybiera linę. Stary wyczekał i zaczął wyciągać linę, ale ryba 4 godziny ciągnęła ku pełnemu morzu –była bardzo silna! Nie było już widać lądu, ale mógł wrócić na łunę od świateł Hawany. Jeszcze 2 godziny ryba nie zmieniła kursu, zmarzł nocą. Płynęli już wolniej a kurs zmienił się ku wschodowi. Chciałbym mieć tu chłopca –nikt nie powinien zostawać sam na starość –to nieuniknione! Rano muszę zjeść tuńczyka zanim się popsuje. Przypłynęły 2 delfiny –nasi bracia jak latające ryby –poczciwe są.

Zrobiło mu się żal marlina –nie skacze -dziwnie walczy, to taki sam straceniec jak ja. Wspomina samicę z pary mar linów, którą złapał a samiec jej nie zostawił do końca, aż do wyciągnięcia na łódź. Najsmutniejszy widok samotny już, odpływający samiec. Może nie powinienem zostawać rybakiem? Coś szarpnęło za inną przynętę i musiał odciąć pozostałe liny, zwoje związał jedną ręką –chciałbym mieć tu chłopca –nie masz! Bolą go już plecy –złączeni z rybą aż do śmierci.

Ryba skręciła na północ, prąd ich znosi na wschód. Linka była pod innym kątem –może wyskoczy? Wtedy już nie zanurkuje by zdechnąć w głębinach. Dodatkowy opór, wodorosty obciążyły linę. Od lądu przyleciał mały drozd był bardzo zmęczony, gdy ryba szarpnęła stary się skaleczył. Kroi młodego tuńczyka by się odżywić i rozkurczyć rękę ściągniętą od napięcia liny.. Surowa ryba oznacza odzyskanie sił. Do walki z marlinem musi mieć siły, by go zabić, choć uważa go za brata. Odczuł swoją samotność na morzu, lecz gdy zobaczył kaczki wie, że nie jest nigdy samotny. Kurcz w ręce ustępuje.

Zmiana napięcia linki marlin wyskakuje jest 2 stopy dłuższy od łodzi. Sam widział ogromne, złowił 2 po 1000 funtów. Takiego jeszcze nie widział ani nie słyszał o tak wielkim. Modli się i planuje pielgrzymkę, jeśli go złapie. Musi złowić rybę do jedzenia na latające (bez światła) nie ma szans. Chce by ryba zasnęła wtedy odpocznie i on, będzie śnił o lwach. Ryba do wieczora płynęła na mniejszej głębokości. On rozluźnił dłoń i myśli o baseballu, siłowaniu na rękę w Casablance. Obserwuje samolot i myśli jak ryby wyglądają z góry (wspomnienie statków żółwiowych) Żal mu się zrobiło ryba była głodna. On złowił i zabił delfina. Dobrze, że człowiek nie musi zabijać gwiazd, słońca, księżyca. Ta wielka ryba nakarmi wielu ludzi, ale czy oni są tego warci. Postanawia spowolnić łódź przywiązanymi wiosłami. Odpoczął 2? godziny ciałem łagodzi naprężenie linki. Musi spać. Nocą wypatroszył delfina z jego żołądka wybrał 2 świeże latające ryby. Delfin jest słodki a nie zabrał ze sobą soli i zebrał jej na pokładzie. Zasypia myśli o ławicy delfinów, potem o lwach. Przebudzenie, ból marlin wyskakuje nad wodę -rozpoczyna się walka. Nie było chłopca, który polałby linkę wodą (tak kaleczy dłoń). Stary jest zmęczony. Wschód słońca, stary jest zmęczony, marlin zaczyna kołować. Stary zjada drugą latającą rybę, marlin uderza ogonem w metalowy przypon jest bardzo zmęczony stary wybiera linę ryba zaczyna następny krąg. Jeszcze 2 i stary uderzy harpunem. Poruszyłem go i może dostanę, lub niech mnie zabije stary traci powoli przytomność z pragnienia i zmęczenia. Wreszcie przebija serce ryby, która skacze wysoko i ginie.

Martwa ryba zostaje sprawnie przywiązana do łodzi. Powiew pasatu płynie na południowy - zachód. Kierunek zna z wydęcia żagla. Bez ołówka nie przeliczy zysku! Z wodorostów strącił krewetki i zjadł. Zrobiło się ciemni – przypłynął pierwszy rekin (żarłacz mako) -zabił go harpunem ugodził go w mózg. Zabił rekina, który okaleczył jego rybę. Byłem silniejszy, a może lepiej uzbrojony? Żal mu rekina i harpuna. Człowiek nie jest stworzony do klęski. Przywiąże nóż do wiosła. Głupio jest nie mieć nadziei i grzech. Urodziłem się by być rybakiem jaj San Pedro. Zabiłeś, bo jesteś rybakiem –duma. Dobrze było zabić rekina. Pożywił się mięsem z rany malina i odzyskał siły. Przypłyną następne rekiny galano, zaatakowały parą zabił jednego i skaleczył drugiego. Sprawdził nóż i opatrzył dłonie. Wie, że pożerana przez rekiny ryba mogłaby go utrzymać przez zimę. Następnego rekina zranił, łamiąc nóż zabija jeszcze jednego. Zostały mu tylko wiosła, osęk i pałka, ale jest za słaby by bez ostrza zabić rekina. A ty pół - rybo ile zabiłaś rekinów? Żyję, ale pogwałciłem swoje szczęście –wypłynąłem za daleko.

Chciałbym kupić szczęście, –ale czym zapłaci? Nie mam nic a dłonie są pokaleczone. Światła miasta zobaczył około 10 –tej. O zmroku przypłynął pierwszy rekin Santiago walczył, choć był bezbronny. Bez ryby łódź płynęła lżej. Nocą rekiny zaatakowały jeszcze szkielet. Wiatr tym razem był przyjacielem. Wiedział dobrze jak płynąć i łódź ocali. Dopłynął nocą światła Tarasu były pogaszone. Był tak zmęczony, że nie mógł nieść masztu. Spał, gdy przyszedł chłopiec. Rybacy zmierzyli szkielet 18 stóp!!!. Chłopiec zabrał z Tarasu kawę z mlekiem i cukrem (wczoraj też miał udany połów).Stary śpi, kawę trzeba podgrzać. Chłopiec chce znów łowić z Santiago, naprawi łódź i przygotuje sprzęt. Turyści podziwiają szkielet, chłopiec siedzi przy starym, ten śni o lwach.

by Adam Mac Swan