Antoni Czechow Skrzypce Rotszylda


Małe miasteczko zamieszkane przez długowiecznych starców, szpital i więzienie taż nie zamawiają trumien – interes Jakowa Iwanowa idzie marnie (w mieście gubernialnym miałby już dom). Tu ulicznicy nazywają go Bronza. Mieszka skromnie w chacie z jedną izbą, piec, warsztat i żona Marfa. Jakow 70 l. najwyższy i najbardziej barczysty w okolicy – trumny robi na swój rozmiar – solidne. Dla państwa i kobiet robi trumny mierząc żelaznym arszynem. Niechętnie robi trumny dla dzieci.

Niewielki dochód miał też z gry na skrzypcach. Na weselach grała kapela żydowska pobielacza kotłów Mojsieja Ilicza Szachkesa, który zabierał większość zarobków. Jakow pięknie gra pieśni rosyjskie i dostaje po 50 kopiejek za dzień + napiwki. Poci się, dusi zapachem czosnku, przeszkadza mu hałas kontrabasu i z lewej strony flet, na którym grał rudy, wychudły Żyd Rotszyld. Jakow nienawidził go, przeklinał, chciał go pobić z tej nienawiści, jednak talentu mu nigdy nie odmawiał!

Jakow zawsze był w złym humorze 200 dni w roku bez pracy! Nawet naczelnik cyrkułu, którego śmierci spodziewał się, pojechał na leczenie do miasta i tam umarł STRATA!!! 10 rubli!. Zwłaszcza nocami myślał poruszając struny skrzypiec.

6 maja Marfa zaniemogła, położyła się, Jakow grał do zmroku, potem przeliczył roczną stratę – 1000 rubli! Cisnął liczydłem, w banku dostałby jeszcze ze 40 rubli odsetek – też strata. Jakow ja umieram – mówi Marfa. Bronza zamyślił się – ona myśli o śmierci, jak o wybawicielce. Źle postępował z żoną – całe życie! Nigdy nie przyhołubił, nie powiedział dobrego słowa, nie kupił chustki, z wesela nie przyniósł nic słodkiego. Łajał i wygrażał – nigdy nie bił! STRASZYŁ! Zabronił jej pić herbatę – piła tylko gorącą wodę!!! Przestraszył się jej radości w godzinie śmierci. Rano zawiózł ją do szpitala, tu czekają 3 godziny na wizytę u felczera Maksyma Nikołajewicza (pijak, ale więcej wie od doktora). On ogląda wychudzoną kobietę 69 l. trzeba znać miarę, przeżyła swoje. Bronza prosi o zmiłowanie. Felczer zaleca zimne kompresy i proszki 2x dziennie. Bańki, chociaż – NIE MAM CZASU mówi felczer …Krew odciągnąć błaga Jakow, ale felczer już wezwał kobietę z chłopakiem – Idź już nie ma, co – mówi. Pijawki!, będę się modlił za pana! DOSYĆ GLĘDZENIA BAŁWANIE!!! Jakow zaperzył się, ale zabrał Marfę do domu.

Tu patrzy na nią, jak stoi przy piecu, i kładzie się. Jakow myśli – 4 dni świąteczne trumnę trzeba zrobić dziś!. Zmierzył ją zrobił trumnę i zapisał 2 ruble 40 kopiejek straty. Ona uśmiechnęła się do niego 50 lat temu mieli dziecko z jasnymi włoskami – zmarło! On mówi żonie, że jej się przywidziało. Pop przyszedł z Komunią i olejami – ZMARŁA O ŚWICIE! Rano staruszki umyły ją, ubrały i złożyły do trumny. Jakow, by nie płacić diakowi sam zaśpiewał psalmy, za wykopanie mogiły nie musiał płacić, 4 chłopów poniosło ją za poważanie. Za trumną szły staruszki, potem żebracy i 2 nawiedzonych. Przechodnie żegnali się pobożnie. Jakow zadowolony pogrzeb był godny i tani – bez krzywdy.

SMUTEK po pogrzebie idzie do domu, gorączka i przeziębienie? Ona paliła w piecu, gotowała, chodziła po wodę, odwieszała skrzypce, gdy pijany wracał po weselu – wspomina wdowiec. Naprzeciwko siebie widzi Rotszylda, który szuka go na polecenie Mojsieja Ilicza. Gniewnie mówi ODCZEP SIĘ! Oburzony Rotszyld blokuje mu przejście, wypełnia polecenie szefa! Wściekły Jakow krzyczy, Rotszyld tez podnosi głos ŻYĆ TE PARCHU NIE DAJĄ!!! Ryknął Jakow, Rotszyld zamarł ze strachu i uciekł, chłopcy uliczni ruszyli za nim w pogoń PARCH – krzyczą, szczekają psy, któryś ugryzł muzyka.

Jakow bezmyślnie idzie nad rzekę, tu blask od wody, tęga baba wychodzi z budki kąpielowej, WIERZBA… PRZYPOMNIAŁ SOBIE DZIECKO!!! Z jasnymi włoskami… Usiadł i zaczął wspominać bór sosnowy, barki na rzece, ryby i gęsi 50 lat tu nie był! Można było tak iść od dworu do dworu i grać, hodować gęsi i wysyłać do Moskwy. PRZEGAPIŁ OKAZJĘ! STRATY! ŻYCIE PRZEMINĘŁO BEZ POŻYTKU i PRZYJEMNOŚCI. Czemu ludzie zawsze robią nie to, co trzeba? Czemu wygrażał żonie? Po co obraził Żyda? TAKIE STRASZNE STRATY.

Wieczorem i w nocy śniło mu się dzieciątko z jasnymi włoskami, wierzba, gęsi, Marfa Rotszyld, grał na skrzypcach, rano poszedł do szpitala – umrze. Życie przynosi człowiekowi straty, śmieć zyski. Życia żałował nie będzie, ale serce ścisnęło mu się na widok skrzypiec i wyszedł przed dom. Tu zastał Rotszylda, którego Mojsiej Ilicz posłał znów we środę grają na bogatym weselu. Jakow mówi, że nie może, zasłabł i zaczął grać tak smutno, że Żyd rozpłakał się.

Jakow leży i wspomina, pop go wyspowiadał, wspomniał jeszcze Marfę i pogryzionego muzyka – prosi popa, by przekazał jego skrzypce Rotszyldowi. Teraz w miasteczku wszyscy dziwią się skąd Żyd ma takie wspaniałe skrzypce (na flecie już nie gra), może ukradł, dlaczego tak żałośnie gra? Kupcy i urzędnicy zapraszają go, by grał im w domach ową smutną pieśń po 10 razy.

by Adam Mac Swan