Władysław Stanisław Reymont Suka


Tosia (T) Dziedziczka ze dworu lat 10 przywołuje chłopca Witka (W) pasącego konie. Najpierw chce by pomógł jej zejść z płoty – on mówi, by zeszła okrakiem jaj Ewka. Dziewczynka obiecuje mu czerwoną wstążkę w zamian za przewiezienie na źrebaku. On Boi się gniewu dziedzica, który zabronił takiej jazdy i obiecał mu lanie. Jadą szybko, chłopiec trzyma ją by nie spadła. Oboje szczęśliwi jazdą i pędem przemknęli przez łąki, bród na rzece, pola i ugory aż do lasu. Źrebiec zwolnił na skraju lasu – zeskoczyli i dalej poszli pieszo na polankę. Ziemia pokryta mchami, jak jedwabiem, paprocie, leszczyny i sosny. Usiedli, spocona dziewczynka ociera twarz fartuszkiem, W leży na brzuchu i sapie. Ona wystraszona trochę szumem lasu zbliża się do chłopca. Tysiące pni sosen, zielone sklepienie nad nimi, żywiczna woń i spokój, który onieśmiela. Słychać tylko dzięcioła i śpiew kosiarzy, szeleszczą spadające igły. Sroki, żuki i pszczoły, wiewiórka. Zrobiło się ciemniej, źrebak zarżał, W chce wleźć na sosnę, śmiechy i zabawa w świnkę gałązkami leszczyn. Dziewczynka była szczęśliwa i zadowolona. Wracają W niepokoi się i spogląda tam, gdzie zostawił stado. Ona chce pić, ale woda jest mętna, bo otwarto stawidła i przybiera.

Dziewczynka pyta o suczkę Finkę, czy się oszczeniła? Chce szczeniaka, będzie spał z lalką. Jaśnie pan każe w bagnie potopić! Mówi W. Słońce zachodzi czerwono, W coraz bardziej niepokoi się o źrebięta, których miał pilnować. Zboża zmieniają kolor w świetle zachodu, drzewa stają się olbrzymie i powstaje rosa na łąkach. W pogania panienkę, ona się nie boi, uprosi papę, nie rozumie, dlaczego matka zabrania jej jeździć. On na to, że to nie pasuje, bo on chłopski, ona szlachecka. Madame mówiła, że to wszystko jedno odpowiada T. On wie, że szlachta to ma więcej gruntu, inny ubiór, uczeni są i inaczej żyją. Matka nie pośle chłopca do szkoły, bo nie ma pieniędzy. Gdyby miała nauczyłby się wszystkiego, kupił konie i krowy, byłby wójtem i nosiłby baldachim nad księdzem. Madame zawsze każe dziewczynce siodłać kuca, ale on się wlecze, jak dorośnie chciałaby jeździć na koniach ojca! Na takie ogiery panienka nie uradzi! On może furmanem zostanie. Konie obiorą po krakowsku, ze wstążkami i brekiem szybko pojadą.

T przypomniała sobie o książce. Zgubiła swoją gramatykę francuską znalazła ją pod parkanem, stratowaną przez źrebaki. Była zniszczona i nie dało się wytrzeć plam. Podsadził ją i zniknęła w parku. Udaje, że się uczy, słyszy wołanie Matki Tosia…! Poznała od razu, że dziewczynka jeździła i nie potrafi powtórzyć francuskiej lekcji. Uderzyła ją jednak dopiero za kłamstwo, że uczyła się w parku. Nie wie, też, gdzie jest Madame. Matka wściekła 2 lata nauki, jednej rozmówki francuskiej nie umie, ani zagrać gamy. Z chamstwem jeździ! Znów z W i okłada ją, dziewczynka wyje z bólu i żalu Mamusiu! Dopiero nauczycielka ją uratowała wściekła matka kazała przyprowadzić Witka. Potrzebował jeszcze krzyczeć i bić, Matka wściekła, bo pani Zielińska sąsiadka widziała ją jadącą z W stąd złość. Córki tamtej, jak laleczki, mówią po francusku, grają. Kazała wywołać Tosię pewna, że uczy się w parku! TAKI WSTYD. Nauczycielka nie przyjmuje krytyki, dziewczynka była źle prowadzona i zastraszona, mało zdolna. Awantura, co ja zła matka? Dziedziczka płaci, to mała powinna coś umieć! Madame wyzywa od diw, czyta Darwina, chodzi po chatach dobrodziejka, reformatorka! Nauczycielka złą może odejść. Matka wyzywa warszawska flądra 120 rubli płać i traktuj ją, jak równą, szewcówna, fochy stroi i prawi morały. Małą chce się wymknąć. Parobek przyciągnął Witka a dziedziczka obiła go pięściami po twarzy i zrzuciła z ganku. Chłopiec płacze ZABILI MNIE MATULU! Matka pracuje w dworskiej kuchni jest wściekła i złorzeczy pani. Małego wysyła do domu, mięso mu przyniesie. Nad groblą szum, upust otwarty, ludzie uciekają po płotach i na drzewa chłopiec szuka Finki. Suka rzuca się na niego i pobiegła skowycząc do wody. Malec nie rozumie, co się dzieje! Prąd wyrzuca psa na łąki. Dziedzic kazał przynieść dubeltówkę, ludzie się wystraszyli, że pies jest wściekły. Woda rozlała się falą słychać było pisk czajek. Dziedzic trafia sukę śrutem znów wpadła do wody, ale uciekła. Wróciła wieczorem matka, może oszczeniła się? Dlatego nie przychodziła na wołanie? Chłopiec cierpi pobity i myśli o piesku. Dziedziczka zrobiła piekło, zbiła Ewkę i odprawiła guwernantkę. Antka uderzyła w głowę. Chłopiec zasypia okryty płaszczem śni o źrebakach i suczce. Nad ranem lizanie po twarzy – leżeć! Ranna suka uratowała 2 szczeniaki z topieli i zdycha. Chłopiec ogrzewa szczenięta i zaopiekuje się nimi ‘sierotami’. Rano schował je za pazuchą i zabiera na łąki do źrebaków.

by Adam Mac Swan