Adam Mickiewicz Świtezianka STRESZCZENIE


Noc światło księżyca chłopiec (strzelec) z dziewczyną idą nad brzegiem Jeziora Świteź. Ona podaje mu maliny z koszyka, on daje jaj kwiaty do wianka – widać, ze są parą. Spotykają się prawie, co noc pod modrzewiem. Nie wiadomo, kim jest dziewczyna, pojawia się o zmroku i znika o świcie. Chłopiec pyta o jej dom i rodzinę, skąd przychodzi i pochodzi.

Nadchodzi jesień, co on ma zrobić, po co ma błądzić po nocy niech dziewczyna z nim pozostanie. On ma tu dom pośród leszczyn, owoce, mleko i zwierzęta. Ona go zatrzymuje ojciec przestrzegał ją przed chłopcami kłamią, mówią czułe słowa, ale zamiary mają złe. Dziewczyna chce by jej udowodnił swą stałość. Chłopiec zaklina się i przysięga na piekielne potęgi. Niech lepiej dochowa przysiąg mówi dziewczyna zakłada wieniec i odchodzi.

On nie może jej dogonić, dziewczyna znika jak powiew wiatru. On zostaje sam idzie pustą leśną ścieżką, potem brzegiem Świtezi – nagle zobaczył piękną dziewczynę wstającą z jeziora! Twarz różana, stroje lekkie jak mgła. Czule pyta chłopca, czemu samotnie nocą wędruje nad brzegiem? Po co tęskni, do dziewczyny, która go porzuciła na tym pustkowiu, może nawet kpi z niego. Proponuje mu wspólne życie i swobodę rybki, lub jaskółki, przywołuje go do siebie, mąci mu w głowie.

Strzelec próbuje wejść do wody i zatrzymuje się na chwilę, fale przyciągają go jednak, kuszą, jak potajemny uścisk ręki.

Strzelec zapomina o swej przysiędze i biegnie na oślep w wodę, goni za dziewczyną. Wiatr znosi obłoczek i widzi przerażony swą dziewczynę z lasku! Wie, że ją zdradził, biada mu za życia i biada jego duszy. Czeka go śmierć, i pogrzeb w ziemi, dusze dziewczyna zaklnie w drzewo na 1000 lat. Niech cierpi pragnienie, którego nie będzie mogła ugasić.

Powiał wicher wzburzyła się woda chwyta strzelca i znikają razem Czasem widać ich pod modrzewiem, on był strzelcem w borze, kim była dziewczyna ON nie wie.

by Adam Mac Swan