Władysław Stanisław Reymont Tomek Baran


Tomek Baran (TB) wchodzi do pełnej karczmy, bierze półkwaterkę wódki i szkło. Idzie za stół i pije zamyśla się, wali pięścią w blat, coś go trapi. Wódka i taniec – ze 20 par, zaduch on nie widzi i nie słyszy. Kobiety w czerwonych wełniakach, mężczyźni w białych sukmanach. Wieczór, jest coraz ciemniej, kaganek błyska pod okapem. W karczmie wesołe rozmowy, dobrze być z innymi i dzielić się radością. Muzyka skoczna, wódka mocna, dym z papierosów i para od śniegu. Kolejne zwrotki przyśpiewek o babie. TB zadumany, drugi kieliszek wylał mu tancerz, kopnął za to jego partnerkę i poszedł za szynkwas do alkierza. Tu też pełno pijanych ludzi, kobiety też ciągną okowitę. Ktoś upojony rozmawia z piecem. Pijana bogata wdowa zaczepia kawalerów, wesele chce odprawiać GŁUPIA! Pijany Czerwiński wójt rozmawia z Grzelą, by w nieszczęściu dał księdzu na ofiarę to nieszczęście od wódki nieszczęściom nie uradzisz.! Od stolika 4 osoby 2 ubrane z miejska, 2 po chłopsku. Wołają do Jackowej o spirytus i esencję. Pan strzelec z żoną przypija do Andrzeja i jego żony. Ona opowiada jak zabiła w lesie bestię na dukcie. Strzelec przyłapał chłopa na ładowaniu sarny na wóz – NIE CYGAŃCIE! Dadzą świnię, kaczki i miód dla pani Strzelcowej, bo delikatna i uczona, byle do sądu nie iść i zgoda była! Zgoda Strzelec lubi Andrzeja i pomoże mu, nawet da drewno sosnowe i dębowe. Kobiety się ściskają piją ZGODA. Czerwiński i Grzela dalej o nieszczęściach. Kobieta odsyła Grzelę do umierającej żony i dzieci. Syn organisty słucha z Jagustynki ona ma teraz 76 lat, dawniej służyła na wielkich dworach, tam gdzie srebrne talerze - wszystko minęło! 6 tys. lat świat stoi, człowiek się męczy przez diabła. Co wy? Jagustynko wygadujecie? To grzech! Mówi chłopak. Ona odpowiada, że źle robić innym to grzech ona czeka tylko, że Jezus Kostuchę po nią wyśle!

Jagustynka patrzy na TB coś złego ma w oczach, mówi dymisję dostałem. Nie nosił łapówek dozorcy, żona chorowała i zmarła, dzieci głodne, kartofle zmarnowały się na polu, krowa zdechła. Harował dzień i noc, biedy nie zmógł. Dozorca złośliwie pędził go i pilnował, pisał raporty wreszcie dostał dymisję za kradzież żelaza. Jagustynka pyta czy wziął? NIE! Nie kradł jego ojciec i on też. Żelazo znalezione u niego podrzucił Michał Rafałów i dał łapówkę 50 rubli by być dróżnikiem. 6 osób zostało bez chleba jak go wygnali! Staruszka pocieszyła go, kupiła dzieciom bulki i kaszę. Kazała iść do dozorcy, może się ulituje? Do lasu – Żydzi dobrze płacą i idź do proboszcza, powiedz o dzieciach. Zmiękł, wyszedł głosy karczmy ucichły, śnieg, mróz i CISZA! Kuropatwy i zajączki boski spokój zimowej nocy. Pójdzie do księdza, wyśle dzieci na służbę. Słychać PSY za folwarkiem szarpią wyrzucone truchło zdechłej na motylicę owcy.

U księdza TB padł do nóg, ksiądz go poznał, wysłuchał, pociesza - wszyscy pomrzemy! Przypomina 7 i 8 przykazanie, tyle razy wam mówiłem nie kradnij i nie kłam! Chrystus też cierpiał, ja Mszę odprawię, wyspowiadaj się. Materialnie nie pomoże, dał jednak kawałek chleba i parę miedziaków, które miał dla biednego Papieża! TB myśli dobry szlachcic, to i Ojciec Święty biedny?

Chata TB dach spadł, ściany podparte, wilgoć i zgnilizna. W środku zimniej niż na zewnątrz! Dzieci w jednym łóżku zawinięte w szmaty i słomę. ŻYJĄ. Rozpalił ogień na wiórach, gotuje wodę z solą budzi dzieci na wodziankę, jedzą wygłodniałe. Marysia wcześniej ugotowała kartofli od Stryjny. Na wiosnę kupi krowę dzieci dopytują czy graniastą i zasypiają. Ludziom grzesznym bieda na opamiętanie. Córka płacze – nie płacz, robotę dostanę ona martwi się też, że są grzeszni – tak jak wszyscy – mówi ojciec. W lesie nawet więcej płacą, bo śnieg taki, że nikt nie przejdzie. Marysia może iść na służbę, jeśli jej każe. Patrzy na pociąg, wspomina służbę nie wie, jak teraz żyć. Rano pracują w lesie, trzeba odśnieżyć do transportu wielkie pnie 3 z Marysią odsłonili dostali 8 zł w żywności i rubla gotówką. Poszli na Mszę, ksiądz nie chciał pieniędzy, oddadzą w przyszłości w naturze, wyspowiadał się i rozmodlił. Uspokoił się organy, dzwony, wyszedł z kościoła ze zdwojoną wiarą i zapalczywością do pracy. Mówi córce, że czuje, że Pan Jezus odmieni ich los. Zycie wydało mu się jaśniejsze. Śnieg rósł, potem przyszedł huragan. TB musi pilnować chaty, bo grozi zawaleniem. Żywność się wyczerpała, nie mieli pieniędzy i nie można było iść.

Drugiego dnia pociągi stanęły, 3 zelżało. Chłopi z łopatami poszli odśnieżać tory płacono kiełbasą i wódką, pracowali wspólnie. TB stał sam i głodny nikt go nie przyjęto, ponieważ w okólniku ogłoszono, że kradnie. Zły idzie do domu, bije dzieci, od księdza wieści nie ma, tłukł się po izbie, Józio gorączkuje. Przyniosę wam jeść mówi, odbiera padlinę psom i poraniony wraca do domu. Po dwóch dniach Józio jest umierający, TB poszedł szukać lekarstwa. Proszek od dworskiego pachciarza nie pomógł, Jagustynka natarła i okadziła dziecko, okrążyła chatę mimo śniegu.

TB idzie do naczelnika, ten w poczekalni III Klasy rozmawia z dozorcą o polityce Watykanu wobec Francji – kraju masonów, rewolucjonistów. Rozmawiają o Paryżu. TB 3 razy doprasza się łaski 15 lat służył, Józek umiera zasłużyłeś na więzienie, nie wsadzili go ze względu na dzieci. W obecności naczelnika oskarża dozorcą i chce iść do sądu. MILCZEĆ CHAMIE!!! Wyrzucają go, jako złodzieja, kończy się awanturą i groźbami.

W domu umiera Józio, Kobiety odmawiają litanię z kościelnym Andrzejem. Dziewczynki zawodzą. TB rozpacza ‘Wola Twoja Panie’, ‘Od wszelkiej rozpaczy…’ ‘Wybaw nas Duchu Święty’. Chłopiec umiera, Jagustynka ucisza wszystkich, by nie wstrzymywali duszy. Za trumną na pogrzebie idzie nieprzytomnie. Ludzie i ksiądz współczują. On ubzdurał sobie, że też wkrótce umrze, nie myśli o sobie i dzieciach, stracił jedynaka. W chacie czekają na niego wszyscy każdy przyniósł skromną pomoc materialną TB – Braty kochane Narodzie chrześcijański… wzruszenie. Zaopiekują się dziećmi Kłąb Marysię, Czerwiński Józię, Gulbas Jagnę, a Ankę Boryna. Jagustynka zostanie z nim, i pomoże przy domu.

Cicho się zrobiło, zima złagodniałą, odwilż przyszła i znów słychać było huk siekier w lesie. Dzieci przychodziły czasami, ale wstydziły się biednego i zimnego domu. Z Jagustynką zastanawiają się, dlaczego Panowie, choć mamy tę samą mowę i wiarę traktują nas jak psy? Tak sobie rozmawiają – przyszedł marzec.

by Adam Mac Swan