Władysław Stanisław Reymont W jesienną noc


Brudny mokry listopad, pijany chłop na rozmiękłej drodze. Zimno, wilgoć, wiatr, martwa cisza na polach. Pijany potyka się idzie szybko, przewraca się, śpiewa o śmierci i braku ratunku. Echo tego śpiewy spłoszyło kogoś, kto szedł za nim GOSPODARZU! Cichy głos. On leży pijany tu zaśnie - grozi kobiecie, która próbuje go dobudzić – utopi się w błocie, jeśli tu zostanie! Żyd dał mu spirytus nie okowitę, ona trzęsła go aż poznał MARCYSIA z dzieckiem w chustce idzie daleko za nim, ślizga się na błocie, płacze – bezdomna sierota. Płacze ona i dziecko, nie może go uspokoić – piersi ma puste! MŁYN! Pietruś jej nie wypędzi! Wiatr, strach uspokoiła się dopiero na grobli. Hałas praca maszyny, biel mąki – strach – boi się wejść, tam gwar i śmiechy. CIEPŁO i sennie. Piotr odprawia pijanego chłopa. Młynarczycy przy pracy. Marcysię chcą wygonić – rzuciła dziecko i uciekła. Chłopi się śmieją. Kpią, ale wierzą, że zaopiekuje się dzieckiem. Kpią z matki. Piotr zerwał się pobił dziewczynę w sieni, kopie ją, ona mówi, że to jego! Dziecko kwili, dostaje trochę cukru do ssania. Mateusz pijany ocknął się – weźmie dziecko. Jej nikt nie żałuje, bo porzuciła. Będzie do pasionki. Mateusz idzie wolno przez torfowiska, dziecko płacze, otulił je kożuchem. Znów śpiewa pijany nieprzytomnie upuścił dziecko – dławi się i tonie – zanim ciche kroki – on nie słyszy…

by Adam Mac Swan