Sławomir Mrożek Wiosna w Polsce


Warszawa, ciepły kwiecień, tłumy spacerowiczów ma Krakowskim Przedmieściu i w Alejach. Poruszenie przed południem – mężczyzna w szarym płaszczu z teczka unosi się nad ziemia i odlatuje na południe zataczając krąg nad Klubem Międzynarodowej Prasy i Książki. Zakwilił, jak orzeł przed odlotem. Pojawiły się liczne komentarz, mimo, że prasa ten fakt przemilczała.

Kilka dni później kolejny wypadek – dwaj inni urzędnicy odlecieli na południe. Wiosna, dni coraz cieplejsze – kolejni urzędnicy odlatują, nawet w miastach wojewódzkich i powiatowych.

Społeczeństwo domagało się prawdy! Ogłoszono komunikat – wielu urzędników, dzięki orlej naturze opuszcza stanowiska pracy przez otwarte okna. Wielu zostało, ze względu na plan pięcioletni. Zwołano masówki, na których urzędnicy postanowili przezwyciężyć naturę. Pojawił się TRAGICZY KONFLIKT, liczba urzędników wylatujących przez okno zwiększyła się!, Nawet w szaleńczym locie gubili okulary i buty.

Służba górska meldowała o porwaniach owiec przez orły/urzędników, a w Muszynie wicedyrektor departamentu porwał nawet prosię.

W maju otwierano jeszcze więcej okien – najwięcej wypadków na najwyższych szczeblach i we władzach naczelnych. Im wyższa instancja, tym więcej urzędników uleciało. Nic nie dały dekrety o zamykaniu okien, bo wylatywali nawet lufcikami! Ołowiane kule zapinane do butów zostawiali razem z obuwiem, sznurki, zrywali.

Trudniej było załatwić sprawy urzędowe, gdyż akta były w teczkach. ON załatwił swoje sprawy tylko dzięki gajowym, którzy nad Morskim Okiem wskazali miejsce pobytu Referenta G. Petenci organizowali całe wyprawy, by wyłapać urzędników, ale służby leśne nie dawały rady. Dopiero sieci zastawiane przy kasach przed pierwszym częściowo pomogły, ale złapani urzędnicy marnieli lub uciekali ponownie. Na jesieni zaczynało już brakować pożywienia dla orłów a po pierwszym śniegu po urzędnikach/orłach pozostały tylko wspomnienia w pieśni.

by Adam Mac Swan