Henryk Sienkiewicz Za Chlebem


I. Na oceanie – Rozmyślanie – Burza – Przybycie

Statek Blucher z Hamburga do Nowego Jorku płynie 40 dni. 2 Dni temu minęli wybrzeże Irlandii. Teraz już tylko Ocean. Wiatr jest dobry, płyną połową pary. Majtkowie uwijają się przy linach. Pasażerowie są na pokładzie, bo pogoda ładna. Ci z I klasy w czarnych paltach, dalej emigranci. Kilka kobiet i niemieccy młodzieńcy wspominający vaterland. Dwoje najsmutniejszych to Polacy. Starzec Wawrzon Toporek z córką Marysią – jadą do Ameryki. Zdziwieni, przestraszeni, nie znają języka, tylko słońce takie jak w Lipieńcach – wszystko poza nim było inne i nieznane. Dziewczyna patrzy na załogę na linach wspomina chłopca, Jaśka Smolaka koniuchę. Statek płynie dalej na śrubie. Oni nie wiedzą nawet jak długo będą płynąć! Nikt nie mówi po katolicku, to jak będą rozmawiać w Ameryce? Liczą na Polaków – Wola Boża! Ona płacze na wspomnienie wsi. Tam Wawrzon przegrał sprawę o krowę, bo proces się przeciągał w sądzie. Potem zajęli mu konia i zbiory, a on trafił za opór do aresztu. Plony zmarniały, on zaczął pić i w karczmie spotkał Niemca, który opowiadał o Ameryce i zorganizował wyjazd. Ziemi dostanie tyle, ile utrzyma, bór i łąki. Żyd pachciarz to potwierdził – tak powiodło się jego synowcowi. Niemiec pokazał też dużo pieniędzy i skusił chłopa, który wyprzedał się i popłynął z córką.

W Hamburgu przepłacili za bilety i umieszczono ich na statku we wspólnej izbie. Nie znali języka i byli odpychani od kuchni – głodowali. Statek kołysał się, strach, że ich potopią lub każą coś podpisać – cyrograf? Polski chłop oderwany od gniazda był bezradny jak dziecko. Ona też wspomina swoje Lipieńce, Jasiek obiecał, że ją odnajdzie, chciałaby być z nim i tęskni. Statek goni zachód słońca – tak, jak nad ich borem. Pora pacierza, coś zostawili za morzem – dolę i kochanie.

Noc ciemna, mgła, ruch załogi – taki zachód słońca zapowiada burzę. Szum wiatru, ciemność w Sali wspólnej i niezdrowe powietrze. Czasem po 2 tygodniach pojawiał się szkorbut. Wawrzon i Marysia czuli się niezdrowo. Cisza, potem wstrząs, dziewczyna zrozumiałą, że to burza idzie. Uderzyła się, bo silnie rzucało, graty i ludzie wpadali na siebie i ściany. Woda przelewała się przez pokład. Lampki powoli gasły. Modlą się, Wawrzon jest pewien, że zgubił siebie i dziewczynę, prosi ją o wybaczenie. Odmawiają litanię, niektórzy emigranci zdjęli czapki. Nagle do pomieszczenia wdarło się trochę wody – krzyk, panika. Oficer ich uspokaja: są na pełnym morzu, nic im nie grozi. Statek nie utonął. Po 2 godzina kołysania powoli świtało. Niektórzy zasypiają ze zmęczenia. Obudził ich dzwonek na śniadanie. Burza trwałą jeszcze 2 dni – Wawrzon nie wierzył, że może być tak wielka woda. Dopiero majtek Kaszub zna trochę polski, mówi im, że jeszcze 2 dni. Uśmiechał się odtąd przyjaźnie do dziewczyny. Na morzu pojawiły się wielkie czerwone beczki, ruch na pokładzie (mycie i polerownie) – Nowy Jork! Chłop wybiera sobie ziemię (w Parku Narodowym), myśli o targu i zyskach. Wydaje mu się, że Niemiec go nie oszukał. Rozpoczęła się kwarantanna, wymiana pieniędzy (47 dolarów srebrem z pomocą Kaszuba) agenci handlowi i hotelowi. Dopłynęli – życzenia szczęścia od Kaszuba i już byli w budynku cła. Na zewnątrz Wawrzon ma czekać na urzędnika. Stoją 2 godziny nikogo nie ma, nikt się nie dziwi i nie interesuje. To ruch Nowego Jorku. Zmrok, jest zimno, robotnicy śpiewają Jankee Doodle, bulwar pustoszeje, oni czekają dalej, są cierpliwi i nie mają, dokąd pójść, ani z kim rozmawiać. Wawrzon zły, ona zmarznięta, wracać nie mogą - zasnęli przed budynkiem.

II. W Nowym Jorku

Schodząc z Broadway na Cotton Squeare, po przejściu kilkunastu przecznic zaczyna się część biedniejsza. Wąskie ulice i domy pamiętające osadników holenderskich? Walące się i zawilgocone od wody obejmującej całe place. Tu są zajazdy za 2 dolary tygodniowo z noclegiem i utrzymaniem. Tu rekrutują wielorybnicy i agenci spółek z Ameryki Południowej, domy gry, przytułki dla marynarzy i jaskinie zbrodni. Tu niemal same szumowiny z całej Europy. Bijatyki, strzelaniny, zbrodnia i wszelkie zło. Tu izbę wynajmował Wawrzon Toporek z córką Marysią. W izbie jedno okno bez szyby, dziurawy piec, oraz pleśń i zacieki na ścianach. Śpią na słomie jęczmiennej. Są głodni, a dziewczyna choruje. Po 3 miesiącach zabrakło im pieniędzy i zaczął się głód. W kraju poszliby po prośbie a tu? Ruch, bieg, gwar, w głowie się kręci i ręce opadają. Tam w Lipieńcach Wawrzon był gospodarzem i ławnikiem – tu jak pies na cudzym podwórku. Sam powiesiłby się, ale córki mu żal. Tęsknią za Lipieńcami i tej tęsknoty nie uświadamiają tylko czują. Źle mu. Milczy, nikt im nie pomógł. Polaków tu nie ma. 2 rodziny umierające z głodu i śpiące już na ulicy. Pomóc nie mogą. Jedną zabrali do szpitala. Drugi chłop był pijakiem. Wawrzon idzie nad wodę po drewno, ona zostaje. Zebrał dość i jakieś zielone, co pływało (dzieci miały sznur, to nałowiły, coś zostało). Marysia nie jadła. Wawrzon wracając pomógł popchnąć wóz z kartoflami, które wysypały się na drogę. Zebrał je i schował. Marysia pracowała 2 dni, ale ją przepędzili, bo nie rozumiała poleceń. Gdy wychodziła zaczepiali ją Irlandczycy i pijani marynarze. Myślała tylko o Jaśku i patrzyła na ogień i marzyła o powrocie i spotkaniu.

Nie mieli dolara na czynsz, całowanie po rękach nie pomogło Mulat wyrzucił ją wraz z tobołkiem i wynajął izbę – nawet pijani Irlandczycy jej nie zaczepiali, bo wyglądała jakby miała umrzeć. Wawrzon zły – ma pretensje do dziewczyny i do Mulata. Poszli ona dźwiga cały dobytek, gdy nie może iść dalej, chłop każe go rzucić! Poszli do portu, nowy dok, robotnicy pracują. Nocą zeszli na deski nad wodą nad budowanym pomostem. Bóg ich opuścił Wawrzon chce się utopić, ale najpierw utopi córkę. Ona krzyczy, wzywa miłosierdzia, i prosi o zmiłowanie. Chłop bije ją i spycha, ale ona zaczepiła się za deski. Ostateczne wyciąga dziewczynę, oprzytomniał i prosi o wybaczenie. Ona umarła? Ucichła i nie otwiera oczu aż do świtu. Wtedy znaleźli jedzenie pozostawione przez robotnika- BÓG o nich pamięta!

Idą do miasta, tu ich strój rozpoznaje starzec Polak Złotopolski. Satry Pan odesłał gapiów. Wawrzon jest spod Poznania – wzruszenie. Wykarmił ich dziewczyna 17 lat wzruszył go jej los, nacierpiała się, wszystko stracili – tuliła się Panu do nóg. Przyniesiono im piwo i ciepłe mięso. Wawrzon przyznał się nawet do próby zabicia dziecka. Pan się wściekł. Ameryka to dobry kraj – ponad 40 lat tu siedzi, tylko trzeba umieć sobie radzić. Wam chłopom roli pilnować, nie po świecie jeździć. Z Panem jest jego syn Wiliam, rozumie po polsku, ale nie mówi – tak ma być! Dziecko ma wrócić do kraju tylko po ziemię na grób ojca. Pyta ich o plany, bo na razie ich przechowa i zaplanuje wyjazd do jakiegoś polskiego ośrodka Chicago 20 tys., Detroit, Buffalo. Wyśle ich do Borowiny w Arkansas. Kraj piękny i ciepły, grunt z lasem 160 morgów za darmo od rządu, dalszy od kolei za niewielkie pieniądze. Bilet dostaną i na zagospodarowanie od Pana. Jadą do Little – Rock, potem wraz z innymi. Da im też 2 listy i jeden ma Marysia zostawić sobie, by mogła go odnaleźć. Złotopolski kupił im bieliznę i ubrania. William i jego siostra Jenny wraz z przyjaciółkami opiekowali się Marysią. Ojciec się wzruszył. Trzeciego dnia Wawrzon z córką jadą do Little – Rock, czują rękę boską nad sobą. Opis krajobraz z okien pociągu preria i las, bogactwo zwierzyny i puste przestrzenie. Dzień i noc jadą rankiem wjechali w bardzo gęsty las i przejechali przez rzekę 3 x większą od Warty Missisipi. Tu mają pytać o drogę do Borowiny.

III. Życie osadnicze

Borowina to osada, która dopiero ma powstać. Między żółto Febrą w Memphis na wschodzie i Indianami Choctaws na zachodzie – Pas centralny. Ogromne nadzieje, a Indianie szanują Polaków. Ziemię sprzedaje kolej, a linia jest dopiero projektowana. Ciągnie tu wiele rodzin z całej Ameryki, uciekają z zadymionych miast na rolę. Tych wszystkich wyjętych spod prawa i Indian w kupie się nie boją. Główny tabor dotarł na miejsce szczęśliwie. Ale tu PUSZCZA! Wielkie dęby inne mocne drzewa pól nie ma, praca na całe lata. Ruszyli z siekierami i śpiewem do lasu. Wozy ustawione w trójkąt dla obrony i zabezpieczenia owiec, nocami polowano, pojawiły się zręby pierwszych domów. Pełnomocnicy kolei, którzy mieli dokonać pomiarów zorientowali się, że ludzi oszukano i uciekli. Pojawiły się spory o grunta i działy, nikt ich nie łagodził. Najbliżej strumienia Grunmiński – Niemiec, który zmienił nazwisko, miał wóz z napisem Saloon i zaczynał robić interesy.

Źle się działo w osiedlu. Bijatyki między dawnymi mieszkańcami różnych miast. Chwilowo połączyli się po kradzieży owiec, odebrali je Indianom i jednego zabili. Następnego dnia znów walczyli między sobą. Czasem jakieś wspomnienia i tęsknota przy księżycu, potem bezwład i niemoc. Zostali bez przewodników. W tym zamieszaniu Wawrzon Toporek wraz z córką Marysią. Tu czują się lepiej mimo ciężkiej pracy. Na wypiękniała i bardzo podobała się chłopcom ze wszystkich stron. Dzięki temu nikt nie sprzeciwiał się Wawrzonowi, gdy zajął najrzadszy las. Obiecał dać dziewczynę temu, który najwięcej mu pomoże – pomagali wszyscy na wyścigi. Ci, co dalej weszli w las opowiadali dziwy o wodach rozlanych, strumieniach, mgłach, zjawach, jeden nawet diabła widział? Bawół mówili ci z Teksas. Dwóch innych nie wróciło z lasu wcale. Inni zachorowali od pracy. Bójki o działy zaczynały być krwawe. Do tego nieocechowane bydło zmieniało właścicieli, bo traktowano je jak niczyje. Tabor się rozprzęgnął, zaczęły ginąć owce. Na zasiew i zbiory nie było widać szans, zapasy topniały i zaczął im grozić GŁÓD. Wawrzon ufa w Miłosierdzie Boże – nie opuści nas. Innym ręce opadają, bór przestali rąbać, inni wracali. Maryś nie doczekała Jaśka, a inni chłopcy chcieli zostać przy niej. Ojciec zasłabł, ona się nim opiekowała. Pewien, że umiera żałuje za grzechy, że dziecko na zgubę wywiódł. Ona ma jeszcze kartką od Złotopolskiego. Ojciec obiecał ją Czarnemu Orlikowi z Teksas – tylko on może ją ocalić, bo osada marnieje. Głód i febra zaczynają zbierać żniwo. Zaczynają bić bydło hodowlane. Czarny Orlik – chłop jak dąb, zdziczały na stepach, sam chodził na niedźwiedzie. W Teksas polował miesiącami i zabijał Indian i tu miał poparcie. On zaczął organizować życie taboru. Pewnego dnia bezpiecznie spalił bór i nie trzeba było dalej karczować. Następnego dnia zaczął padać deszcz. Całą polanka rozmiękła, a woda odcięła ich od świata. Czarny Orlik zaopiekuje się Marysią – ona nie chce! Tu kolejny dopust – przyszłą woda i spłynęły owce, nie było drzew, by się schronić. Żywioł, ciemność, groza i śmierć. Ściana wawrzonowej chaty stałą się tratwą, ale namiot Czarnego Orlika z niej zerwało. On uratował się na drzewie i zeskoczył na tratwę, zrobił wiosło i popłynęli z prądem. Wawrzon umiera spokojnie widzi drogę powrotną do Polski, swoją wieś. Umarł spokojnie. Nagle światło Czarny Orlik nie może zwrócić uwagi ludzi na łodzi, bo proch zamókł, Płynie po pomoc w pław i tonie. Ratownicy wyciągają dziewczynę. 2 miesiące leży w szpitalu Little - Rock i za otrzymane pieniądze wraca do Nowego Jorku. Tu Złotopolski nie żyje, jego dzieci nie ma. Zamykają przed nią drzwi. Wraca do portu, ale kapitanowie nie chcą jej zabrać do Lipieniec do Jaśka. Żywi się tym, co wyrzuci morze. W końcu zwariowała i szukała swego Jaśka w porcie 2 miesiące. Znaleziono pewnego dnia jej ciało. Nieznana dziewczyna.

by Adam Mac Swan