Stefan Grabiński Zez


ON zły, przyplątał się do NIEGO zezowaty Józef Brzechwa - rudy, mały, brzydka twarz, ohydny człowiek. Chodził lekko, wślizgiwał się, jak kot - WSTRĘTNY. Krańcowo różnili się charakterem, sposobem reagowania na podniety. Był z NIM wszędzie: w kawiarni, klubie i JEGO znajomych! Gdy wymykał się z miasta nie informując nikogo - wszędzie spotykał Brzechwę!!! Strach, jak wobec demona!. Zawsze miał inne zdanie, odmienne oceny - szczególnie w kwestii indywidualizmu! - Brzechwa z niego szydził! Chimera zarozumiałych półgłówków - mawiał. Była w tym wyraźna chęć wywołania konfliktu. W KAŻDYM SIEDZI KILKA INDYWIDUÓW I WALCZY O KAŻDY OCHŁAP DUSZY - wyrażał swe społeczne stanowisko.

Ile razy ON wyrażał podziw nad dziełem sztuki czy odkryciem naukowym Brzechwa kwestionował zachwyt lub ironicznie patrzył. Piękno na niego nie działało, ale był snobem sportu: walczy na spady, ścigał się i bił rekordy. Naukę i uczonych ignorował. Stale awanturował się, ale ze spraw honorowych zawsze wychodził obronną ręką.

ON był dla Brzechwy niegrzeczny, ale tamten nie obrażał się, nawet, gdy przesadził w obelgach, by zerwać stosunki - bezskutecznie - Brzechwa obracał wszystko w żart.

Nagle jednak Brzechwa z JEGO powodu zginął śmiercią gwałtowną. Podczas publicznej sprzeczki ON uderzył go w twarz! Brzechwa zbladł z błyskiem w oku i powiedział tylko: niepotrzebnie się pan unosi, to nic nie da! Stanowimy jeden układ i znów zaczął zezować!

Świadkowie zdarzenia odmówili Brzechwie honoru i nikt nie chciał mu podać ręki. Ostatecznie jednak doprowadził do pojedynku, ON był świadkiem. Ustanowiono drakońskie warunki i Brzechwa zginął trafiony w czoło. Zez okropny przedśmiertny wykrzywił mu twarz i przeszył GO spojrzeniem! ON przypłacił to zapaleniem mózgu, a JEGO charakter się wypaczył. Zdrowy i normalny do obrzydliwości szydzi z dawnych ideałów. ZACZĘŁA SIĘ WALKA DWÓCH NASTROJÓW - zawsze wygrywał ten nowy! Nie rozdwojenie, a zdwojenie jaźni. Nosi w sobie intruza i nie może siebie nowego znieść, zaczyna stronić od ludzi. W samotności w krótkich chwilach kontroli nad nowym JA rzuca się do pisania. Wystarczy jednak tylko dźwięk z ulicy, by na twarz wrócił nowy, cyniczny uśmieszek. Odrębność znikała i powracała. Rozłączenie trwało nawet do kilku godzin! ON denerwował się i bolała GO głowa.

Powodzenia zachęcały GO do kolejnych prób, ale przeszkodą stawał się drobny szmer za ścianą pokoju. Kolejne próby rozłączenia i znów szmer za ścianą, która wychodziła na mały ogródek. Wcześniej nigdy nie słyszał szmerów. DZIWNE SZMERY z pustki? Oględziny budynku - ściana musiałby mieć 3 m grubości i była pusta w środku. Ukryte pomieszczenie - zagadka - tam rodzi się jakiś obcy byt, gdy ON walczy ze swoim zdwojeniem. ON zaczyna przygotowania do wejścia do pokoju, zbity tynk ostrze do kucia w ścianie, pogoda ponura i mglista. Wsparcie dawnego siebie i wzruszenie - za ścianą coś zaczyna się ruszać, rzucać. ON wchodzi trzymając żelazny pręt w ciemności pokoju znajduje Brzechwę. Niemy i milczący wszedł w NIEGO!!! BEZ ŚLADU! ON wybiega do swego pokoju z śmiechem Brzechwy - TO BYŁ JUŻ JEGO ŚMIECH!

by Adam Mac Swan